"Pół na pół" - recenzja

Po­mi­mo że „Pół na pół” to opo­wieść po­dej­mu­ją­ca nie­zwy­kle po­waż­ną te­ma­ty­kę zma­ga­nia się ze śmier­tel­ną cho­ro­bą no­wo­two­ro­wą, twór­com te­go fil­mu uda­ło się stwo­rzyć bez­pre­ten­sjo­nal­ne i ze wszech miar uda­ne ki­no, prze­sy­co­ne po­zy­tyw­ną ener­gią i na­dzie­ją na prze­zwy­cię­ża­nie trud­no­ści lo­su.

„Renaissance” - recenzja

„Re­na­is­san­ce” trud­no na­zwać  tra­dy­cyj­nym fil­mem. Ni­by w pro­duk­cji Chri­stia­na Volck­ma­na wszyst­ko znaj­du­je się na swo­im miej­scu. In­te­re­su­ją­cy sce­na­riusz, w któ­rym moż­na do­szu­kać się głęb­sze­go prze­ka­zu. Osza­ła­mia­ją­ce efek­ty spe­cjal­ne, któ­re wpra­wia­ją wi­dza w za­chwyt. Barw­ne po­sta­ci, z któ­ry­mi widz mo­że się utoż­sa­mić.

"Jeźdźcy Apokalipsy" - recenzja

Spo­tka­łem się kie­dyś ze stwier­dze­niem, że apo­ka­lip­sę obej­rzy­my so­bie w te­le­wi­zji. Za­py­ta­łem oso­bę, któ­ra wy­gło­si­ła ten nie­co­dzien­ny po­gląd, co ta­kie­go ma na my­śli. Udzie­lo­no mi od­po­wie­dzi, któ­ra da­ła mi wie­le do my­śle­nia. Świat nie odej­dzie z hu­kiem, aste­ro­ida nie ude­rzy, nie po­chło­nie nas nu­kle­ar­na po­żo­ga. Świat umrze w ob­ję­ciach en­tro­pii, ci­cho i spo­koj­nie, choć nie­ko­niecz­nie z god­no­ścią.

"Dobry agent" - recenzja

„Do­bry agent” (2006) to dru­gi peł­no­me­tra­żo­wy film wy­re­ży­se­ro­wa­ny przez słyn­ne­go Ro­ber­ta De Ni­ro. Ni­niej­sza pro­duk­cja pre­zen­tu­je się ja­ko cał­kiem uda­na opo­wieść łą­czą­ca w so­bie ele­men­ty spod zna­ku dra­ma­tu oby­cza­jo­we­go z in­te­re­su­ją­cym kon­tek­stem po­li­tycz­nym w tle.

"Rock’N’Rolla" - recenzja

Przy­pa­tru­jąc się do­rob­ko­wi twór­cze­mu Guya Rit­chie­go moż­na spo­strzec, że bry­tyj­ski re­ży­ser na do­bre upodo­bał so­bie two­rze­nie fil­mów sty­li­stycz­nie oscy­lu­ją­cych wo­kół spe­cy­ficz­ne­go ki­na gang­ster­skie­go, po­łą­czo­ne­go z ele­men­ta­mi ko­me­dio­wy­mi.

"Hellraiser" - recenzja

Wszy­scy pra­gną, aby ży­ło im się przy­jem­nie. Odro­bi­nę he­do­ni­sty moż­na do­szu­kać się w każ­dym z nas, a w dą­że­niu do wła­snej przy­jem­no­ści nie ma w za­sa­dzie nic złe­go i dziw­ne­go, o ile nie od­by­wa się ono kosz­tem in­nych.

"Pozwól mi wejść" - recenzja

Mo­da na wy­ko­rzy­sty­wa­nie mi­tu wam­pi­ra we współ­cze­snej ki­ne­ma­to­gra­fii trwa w naj­lep­sze. Przyj­rzyj­my się kil­ku przy­kła­dom. Fil­mo­we ekra­ni­za­cje li­te­rac­kie­go cy­klu „Zmierzch”, se­ria­le te­le­wi­zyj­ne po­kro­ju „Czy­stej krwi” czy „Pa­mięt­ni­ków wam­pi­rów” pre­zen­tu­ją uwspół­cze­śnio­ne hi­sto­rie, w któ­rych wą­tek nie­śmier­tel­nych istot słu­ży i spro­wa­dza się tak na­praw­dę do przed­sta­wie­nia ckli­we­go ro­man­su głów­nych bo­ha­te­rów.

"Fighter" - recenzja

Każ­dy mi­ło­śnik ki­na choć raz mu­siał spo­tkać się ze zja­wi­skiem „pod­kra­da­nia” czy też „za­własz­cza­nia” wszyst­kich scen przez jed­ne­go tyl­ko bo­ha­te­ra fil­mu. I pal sześć, czy mó­wi­my tu o po­sta­ci pierw­szo­pla­no­wej, czy epi­zo­dycz­nej. A dzie­ję się to w bar­dzo pro­sty spo­sób.

"Podwójne życie" - recenzja

Pa­trząc na Wal­te­ra Blac­ka przez pry­zmat pry­wat­ne­go ży­cia Me­la Gib­so­na nie trud­no do­strzec po­do­bień­stwa. Bo­ha­ter ob­ra­zu Jo­die Fo­ster mi­mo osią­gnię­te­go suk­ce­su i za­wo­do­we­go speł­nie­nia po­grą­ża się w sil­nej de­pre­sji, prak­tycz­nie izo­lu­jąc się do naj­bliż­szych. Je­go za­cho­wa­nie za­czy­na na­pa­wać ro­dzi­nę stra­chem. 

"Druga Ziemia" - recenzja

Ob­ra­zy ar­ty­stycz­ne wciąż po­zo­sta­ją nie­co na ubo­czu, z da­la od ko­mer­cyj­nych pro­duk­cji skie­ro­wa­nych do ma­so­we­go od­bior­cy. Dzie­ła wy­róż­nio­ne i do­ce­nio­ne na Fe­sti­wa­lu Fil­mów Nie­za­leż­nych w Sun­dan­ce z rzad­ka prze­bi­ja­ją się w re­per­tu­arze kin.

"Agnozja" - recenzja

Jak wie­le fil­mów opie­ra się (choć­by czę­ścio­wo) na zgłę­bia­niu ta­jem­nic dys­funk­cyj­ne­go mó­zgu/umy­słu bo­ha­te­ra? „Pięk­ny umysł”, „Lot nad ku­kuł­czym gniaz­dem”, „Wy­spa ta­jem­nic” czy „12 małp” to tyl­ko kil­ka przy­kła­dów ob­ra­zów, w któ­rych jed­ną z głów­nych atrak­cji by­ło za­nu­rze­nie się w głąb świa­ta pro­ta­go­ni­sty.

"Zagubiony w La Manchy" - recenzja

Ileż wy­sił­ku, de­ter­mi­na­cji i si­ły wo­li mu­siał wło­żyć Ter­ry Gil­liam, aby spró­bo­wać urze­czy­wist­nić swo­je ma­rze­nie. Fan­ta­zja po­le­ga­ją­cą na zre­ali­zo­wa­niu fil­mu o Don Ki­cho­cie z La Man­chy nie do­cze­ka­ła się jed­nak na ra­zie szczę­śli­we­go speł­nie­nia. Dla­cze­go? Od­po­wiedź nie jest ani pro­sta, ani jed­no­znacz­na.

„Syndrom” - recenzja

Nie­gdyś wzię­ty di­dżej, a obec­nie re­ali­za­tor fil­mów do­ku­men­tal­nych po­ru­sza­ją­cych istot­ną z punk­tu wi­dze­nia chrze­ści­jan (i nie tyl­ko) pro­ble­ma­ty­kę.

"Władcy umysłów" - recenzja

Od śmier­ci Phi­li­pa Kin­dre­da Dic­ka mi­nę­ło do­kład­nie trzy­dzie­ści lat. Upływ cza­su nie spo­wo­do­wał by­naj­mniej zna­czą­ce­go spad­ku za­in­te­re­so­wa­nia je­go li­te­rac­kim do­rob­kiem. Wręcz prze­ciw­nie – pu­bli­ka­cje ame­ry­kań­skie­go twór­cy od­kry­wa­ne są wciąż na no­wo, sta­jąc się kan­wą dla ko­lej­nych dzieł ar­ty­stycz­nych – naj­czę­ściej ob­ra­zów fil­mo­wych.

"Megamocny" - recenzja

Każ­de­mu ma­rzy się ro­la su­per­bo­ha­te­ra. Po­sia­da­nie nad­ludz­kich umie­jęt­no­ści, co­ty­go­dnio­we po­tycz­ki ze zło­czyń­ca­mi oraz by­cie po­dzi­wia­nym przez mi­lio­ny czy­nią ich ży­cie tak wy­jąt­ko­wym. W ostat­nim okre­sie mie­li­śmy oka­zję po­dzi­wiać tych po­tęż­nych he­ro­sów na srebr­nym ekra­nie czę­ściej niż mo­gli­śmy kie­dy­kol­wiek po­dej­rze­wać.

„Miłość i inne komplikacje” – recenzja

Ot i klops – ktoś po­wi­nien od­po­wie­dzieć przed są­dem naj­wyż­szej ki­ne­ma­to­gra­ficz­nej in­stan­cji za po­peł­nie­nie jak­że po­waż­ne­go prze­stęp­stwa, ja­kim by­ło tak nie­for­tun­ne mo­im zda­niem za­ty­tu­ło­wa­nie fil­mu „Mi­łość i in­ne kom­pli­ka­cje”. Ta­ki ty­tuł su­ge­ru­je bo­wiem, że od­bior­cy „Mi­ło­ści…” mo­gą spo­dzie­wać się lek­ko­straw­nej, a mo­że na­wet płyt­kiej lo­ve sto­ry po­prze­ty­ka­nej nie­wie­le zna­czą­cy­mi czy wręcz drob­ny­mi ‘kom­pli­ka­cja­mi’.

„Prawnik z Lincolna” - recenzja

Dzia­ła­nie na pod­sta­wie prze­pi­sów pra­wa nie za­wsze da­je po­żą­da­ny efekt. Cza­sem trze­ba od­po­wied­nio zma­ni­pu­lo­wać ist­nie­ją­cy sys­tem norm, aby wy­grać Zwłasz­cza wte­dy, gdy na­gro­dą jest oca­le­nie ludz­kie­go ży­cia. Dzia­ła­nie te­go me­cha­ni­zmu zda­je się ro­zu­mieć i kon­se­kwent­nie re­ali­zo­wać głów­ny bo­ha­ter fil­mu „Praw­nik z Lin­col­na”, wy­re­ży­se­ro­wa­ne­go przez Bra­da Fur­ma­na.

„Druhny” – recenzja

Za­wsze włą­cza mi się czer­wo­na lamp­ka alar­mo­wa, kie­dy sły­szę, że da­ny film jest ‘ko­bie­cą’ wer­sją fil­mu in­ne­go – w do­my­śle tzw. ‘mę­skie­go ki­na’. Z jed­nej stro­ny bo­wiem stwier­dze­nie ta­kie mo­że su­ge­ro­wać, że ist­nie­je ja­kaś po­waż­na po­trze­ba prze­ra­bia­nia, ad­ap­to­wa­nia fil­mów ‘wzor­co­wych’ dla po­trzeb (?), ocze­ki­wań (?) i in­nych, trud­nych do zi­den­ty­fi­ko­wa­nia ko­bie­cych ‘pa­ra­me­trów’.

"Rango" - recenzja

Rok 2011 ob­ro­dził w wie­le uda­nych ani­ma­cji. Jed­ną z naj­lep­szych pro­duk­cji te­go ty­pu jest „Ran­go” wy­re­ży­se­ro­wa­ne przez Go­re Ver­bin­skie­go.

"Dla niej wszystko" - recenzja

Nie­któ­re fil­my już ta­kie po pro­stu są: mo­gą jed­no­cze­śnie za­chwy­cać i roz­cza­ro­wy­wać, za­ska­ki­wać i nu­dzić, wcią­gać, ale też nie wzbu­dzać eks­tre­mal­nych emo­cji. Ta­kie ob­ra­zy nie­zwy­kle trud­no się oce­nia. Cza­sem war­to jed­nak pod­jąć to wy­zwa­nie, gdyż w sprzecz­no­ściach i nie­jed­no­znacz­no­ściach kry­je się praw­dzi­wa war­tość ki­na.

"Miasto złodziei" - recenzja

Bo­ston, sto­li­ca ame­ry­kań­skie­go sta­nu Mas­sa­chu­setts, któ­ra in­spi­ru­je wie­lu twór­ców, znów sta­ła się przy­czyn­kiem do opo­wie­dze­nia fil­mo­wej hi­sto­rii. Mia­sto czę­sto funk­cjo­nu­je w ki­ne­ma­to­gra­fii ja­ko tło dla przed­sta­wie­nia krwa­wych, kry­mi­nal­nych po­ra­chun­ków czy wal­ki gang­ste­rów ze stró­ża­mi pra­wa.

"Centurion" - recenzja

Kie­dy do ak­cji wkra­cza re­ży­ser i sce­na­rzy­sta Ne­il Mar­shall moż­na być pew­nym, że bo­ha­te­ro­wie je­go fil­mu sko­pią nie­je­den zad, prze­le­ją hek­to­li­try krwi, a z wro­giem, kim­kol­wiek i czym­kol­wiek by był, wal­czyć bę­dą do ostat­nie­go tchu. Tę pro­stą re­gu­łę do­głęb­nie po­zna­li wszy­scy wi­dzo­wie „Dog Sol­diers”, „Zej­ścia” oraz „Do­oms­day”.

"007 przygód Franka i Wendy" - recenzja

Kie­dy sły­szysz ko­men­tarz: „A tak swo­ją dro­gą, to po­noć naj­gor­szy film świa­ta” - cie­ka­wość za­czy­na brać gó­rę nad zdro­wym roz­sąd­kiem. Pa­ra­dok­sal­nie lu­bię oglą­dać złe fil­my. Jest w tym coś co ape­lu­je do mo­jej ma­so­chi­stycz­nej na­tu­ry i sta­no­wi dla mnie od­po­wied­nik du­cho­we­go ka­thar­sis.

"Dom zły" - recenzja

Przej­mu­ją­ca at­mos­fe­ra gro­zy, wy­mow­ność i sym­bo­li­ka, róż­ne punk­ty wi­dze­nia i dra­mat zmie­rza­ją­cy do tra­ge­dii – to rze­czy­wi­stość, któ­rą ser­wu­je nam w swym naj­now­szym fil­mie Woj­ciech Sma­rzow­ski.

"Kroniki żywych trupów" - recenzja

Co tu du­żo mó­wić, uwiel­biam fil­my o zom­bie. Jed­nak w żad­nym wy­pad­ku nie je­stem wo­bec nich bez­kry­tycz­ny. Uwa­żam, że „Noc ży­wych tru­pów” to po­nad­cza­so­wy kla­syk i pierw­szy przy­kla­snę oso­bie, któ­ra stwier­dzi, że fil­my z se­rii „Re­si­dent Evil” - po­za pierw­szą czę­ścią - to nie­prze­cięt­ne gnio­ty.

"Sucker Punch" - recenzja

Wy­obra­że­nia twór­ców po­tra­fią przy­bie­rać nad­zwy­czaj­ne for­my. Ki­no ja­ko sztu­ka łą­czą­ca w so­bie ele­men­ty au­dio­wi­zu­al­ne by­wa nie­rzad­ko naj­wła­ściw­szym i naj­peł­niej­szym spo­so­bem przed­sta­wie­nia au­tor­skich wi­zji. Dzie­je się tak w przy­pad­ku fil­mu Za­cka Sny­de­ra, „Suc­ker Punch”.

"Zaklęci w czasie" - recenzja

Na po­czą­tek lo­jal­nie uprze­dzam – „Za­klę­ci w cza­sie” nie są ko­lej­ną cu­kier­ko­wa­tą ko­me­dyj­ką qu­asi-ro­man­tycz­ną o fa­bu­le za­wi­kła­nej jak (nie ob­ra­ża­jąc) li­nia war­szaw­skie­go me­tra. Ta ad­ap­ta­cja be­st­sel­le­ro­wej po­wie­ści Au­drey Nif­feng­ger to hi­sto­ria mi­ło­ści nie­ty­po­wej, trud­nej i zde­ter­mi­no­wa­nej przez nie­zwy­kle skom­pli­ko­wa­ne zrzą­dze­nia lo­su, a do­kład­nie rzecz uj­mu­jąc - cza­su.

„Park jurajski III” - recenzja

Na „Park ju­raj­ski III” nie cze­kał chy­ba nikt. W me­diach by­ło o pro­duk­cji ci­cho i nikt ja­koś spe­cjal­nie nie na­gła­śniał fak­tu, że pra­ca Spiel­ber­ga jest kon­ty­nu­owa­na.

„Pogrzebany” - recenzja

Wszech­ogar­nia­ją­ca ciem­ność. Po chwi­li ci­szy uda­je się nam usły­szeć szyb­ki i ner­wo­wy od­dech. Na­gle nie­prze­nik­nio­ne mro­ki zo­sta­ją roz­świe­tlo­ne przez ma­ły pło­myk za­pal­nicz­ki. Ni­kłe świa­tło po­zwa­la za­uwa­żyć po­tur­bo­wa­ne­go męż­czy­znę znaj­du­ją­ce­go się we­wnątrz trum­ny za­ko­pa­nej pod zie­mią.

„Szybko i wściekle” - recenzja

Jed­ną z rze­czy, któ­re za­rzu­ci­łem pierw­szym trzem pro­duk­cjom sy­gno­wa­nym mar­ką Szyb­kich i wście­kłych był brak spój­no­ści kon­cep­cji.

"Kat shoguna. Samotny Wilk i Szczenię" - recenzja

Zna­cie z pew­no­ścią to nie­sa­mo­wi­te uczu­cie, kie­dy po cięż­kim dniu moż­na w koń­cu wró­cić do do­mu, wło­żyć płyt­kę DVD do czyt­ni­ka, usiąść z ka­wą i obej­rzeć film. Z pew­no­ścią ma­cie też do oglą­da­ne­go ty­tu­łu pew­ne ocze­ki­wa­nia – w tym przy­pad­ku ob­raz o szu­ka­ją­cym ze­msty sa­mu­ra­ju, na­krę­co­ny w iście ta­ran­ti­now­skim sty­lu (w dość ja­skra­wy spo­sób za­pew­nia o tym dys­try­bu­tor na tyl­nej okład­ce wy­da­nia DVD) po­wi­nien być co naj­mniej in­te­re­su­ją­cy.

"Mr. Nobody" - recenzja

Jest rok 2092. No­wo­cze­sna me­dy­cy­na po­zwo­li­ła za­sto­po­wać ludz­ko­ści pro­ces sta­rze­nia – od­tąd każ­dy czło­wiek na pla­ne­cie jest nie­śmier­tel­ny. Wy­jąt­kiem jest sę­dzi­wy sta­rzec o imie­niu Ne­mo, ostat­ni z ga­tun­ku ho­mo sa­piens, któ­re­mu da­ne bę­dzie umrzeć w zgo­dzie z nie­zmien­nym pra­wem na­tu­ry.

"Batman: Mystery of the Batwoman" - recenzja

Do­tych­cza­so­wa po­zy­cja DC Co­mics na po­dium naj­lep­szych ani­ma­cji wy­da­je się być nie­za­chwia­na. Timm, Bur­nett i Paul Di­ni wraz z gru­pą uta­len­to­wa­nych ani­ma­to­rów stwo­rzy­li świat nie tyl­ko da­ją­cy ra­dość naj­młod­szym, ale co naj­waż­niej­sze przy­cią­ga­ją­cy przed ekra­ny te­le­wi­zo­rów star­szą wi­dow­nię.

"Mario Barth: Na własnej skórze" - recenzja

Mu­szę przy­znać, że je­stem wiel­kim zwo­len­ni­kiem fil­mów do­ku­men­tal­nych. Chło­nię­cie no­wych in­for­ma­cji w nie­wy­ma­ga­ją­cy zbyt wiel­kie­go wy­sił­ku spo­sób spra­wia mi wiel­ką przy­jem­ność, po­nie­waż je­stem z na­tu­ry cie­kaw­ską oso­bą. Ni­g­dy jed­nak nie skie­ro­wa­łem swo­jej do­cie­kli­wo­ści w stro­nę tak ob­ce­go mi zja­wi­ska jak za­mi­ło­wa­nie do ta­tu­aży.

"Oczy Julii" - recenzja

W ostat­nich la­tach w hisz­pań­skiej ki­ne­ma­to­gra­fii mo­że­my za­uwa­żyć ten­den­cję wzro­stu po­pu­lar­no­ści dwóch ro­dza­jów fil­mów – hor­ro­ru i thril­le­ra. Przy­tocz­my tu dla przy­kła­du cho­ciaż­by na­zwy hi­tów ostat­nich lat: „[Rec]”, „Sie­ro­ci­niec”, „Agno­zja”. Jed­nym z pa­tro­nów te­go nur­tu jest Gu­il­ler­mo del To­ro.

"Daybreakers - Świt" - recenzja

Wam­pi­ry cie­szą się ostat­nio nie­słab­ną­cą po­pu­lar­no­ścią, wręcz wy­ła­żą z kart po­wie­ści, te­le­wi­zo­rów i ki­no­wych ekra­nów. W któ­rą stro­nę się czło­wiek nie skie­ru­je wszę­dzie na­tknie się na ja­kie­goś da­le­kie­go krew­ne­go Dra­cu­li, choć nie za­wsze zo­sta­nie on przez czy­tel­ni­ka/wi­dza przy­ję­ty z ra­do­ścią.

"The Box. Pułapka" - recenzja

Do­sta­jesz wa­liz­kę peł­ną pie­nię­dzy, a do­kład­niej - wy­peł­nio­ną okrą­głym mi­lio­nem do­la­rów. Je­dy­ne co mu­sisz zro­bić w za­mian to przy­ci­snąć ma­ły czer­wo­ny przy­cisk. Aha, i jesz­cze jed­no - oso­ba, któ­rej nie znasz przez to umrze. Masz do­bę na pod­ję­cie de­cy­zji, a po­tem ktoś in­ny otrzy­ma iden­tycz­ną pro­po­zy­cję… ktoś kto nie zna Cie­bie.

"Zły porucznik" - recenzja

Wer­ner He­rzog na sta­łe za­pi­sał się w hi­sto­rii ki­na two­rząc ta­kie ob­ra­zy jak przej­mu­ją­cy hor­ror „Nos­fe­ra­tu Wam­pir” czy re­flek­syj­ny dra­mat „Fitz­car­ral­do”. Ten uzna­ny nie­miec­ki ar­ty­sta zna­ny jest rów­nież z two­rze­nia su­ge­styw­nych fil­mów do­ku­men­tal­nych, w któ­rych sta­ra się po­szu­ki­wać od­po­wie­dzi m.​in. na py­ta­nia zwią­za­ne z ludz­ką psy­chi­ką, na­szym sto­sun­kiem do na­tu­ry i miej­scem, ja­kie zaj­mu­je­my w ota­cza­ją­cym świe­cie.

"Nine" - recenzja

Po pre­mie­rze w 2009 ro­ku, „Ni­ne” Ro­ba Mar­shal­la ze­brał skraj­ne oce­ny – od bar­dzo po­zy­tyw­nych do nie­zbyt po­chleb­nych. Mi­mo te­go uzy­skał czte­ry no­mi­na­cje do Oska­ra oraz in­nych na­gród prze­my­słu fil­mo­we­go.

W jednym sarkofagu z mumią - recenzja filmu "Niezwykłe przygody Adeli Blanc-Sec"

Na pół­kach skle­po­wych od pew­ne­go cza­su do­stęp­ny jest naj­now­szy film Lu­ca Bes­so­na - „Nie­zwy­kłe przy­go­dy Ade­li Blanc-Sec”, któ­ry zo­stał po­mi­nię­ty w dys­try­bu­cji ki­no­wej. Ba­zu­ją­cy na se­rii ko­mik­so­wej Tar­die­go ob­raz to wy­bu­cho­wy mie­szan­ka ak­cji, hu­mo­ru i zwa­rio­wa­nych przy­gód fran­cu­skiej dzien­ni­kar­ki – da­le­kiej krew­nej In­dia­ny Jo­ne­sa.

"Frost/Nixon" - recenzja

„Frost/Ni­xon” w re­ży­se­rii Ro­na Ho­war­da (twór­ca „Pięk­ne­go Umy­słu” czy „Apol­lo 13”) to opo­wieść ma­ją­cą za pod­sta­wę cykl te­le­wi­zyj­nych wy­wia­dów po­mię­dzy bry­tyj­skim dzien­ni­ka­rzem Da­vi­dem Fro­stem a by­łym ame­ry­kań­skim pre­zy­den­tem - Ri­char­dem Ni­xo­nem.

"THX 1138" - recenzja

Naj­bar­dziej zna­ne z do­ko­nań twór­czych Geo­r­ga Lu­ca­sa to z pew­no­ścią fil­mo­wa sa­ga „Gwiezd­nych Wo­jen” czy sce­na­riu­sze przy­gód In­dia­ny Jo­ne­sa. W do­rob­ku każ­de­go au­to­ra war­to zwró­cić uwa­gę na po­cząt­ki je­go ar­ty­stycz­nej dro­gi. W przy­pad­ku Lu­ca­sa pierw­szym zna­czą­cym kro­kiem ku szla­ku na szczyt jest je­go de­biu­tanc­ki ob­raz - „THX 1138”.

"Dziwne dni" - recenzja

„Dziw­ne dni” to ude­rza­ją­cy w wi­dza od pierw­szej sce­ny młot pneu­ma­tycz­ny. Po­ścig po da­chach no­wo­jor­skich bu­dyn­ków przy­po­mi­na ra­czej no­wo­cze­sną grę kom­pu­te­ro­wą, na­ła­do­wa­ną po sa­me brze­gi ad­re­na­li­ną, niż film SF z koń­ca ze­szłe­go stu­le­cia.

„Za szybcy, za wściekli” - recenzja

W przy­pad­ku Szyb­kich i wście­kłych po uda­nym star­cie go­rzej by­ło z kon­ty­nu­acją, czy­li Za szyb­ki­mi, za wście­kły­mi.

"Wesele" - recenzja

 Chcąc na­ry­so­wać „Po­la­ków por­tret wła­sny”, na­le­ża­ło­by się­gnąć do tra­dy­cji i oby­cza­jo­wo­ści, któ­re kształ­tu­ją pew­ne wzor­ce i za­cho­wa­nia spo­łecz­ne.

"Samotny mężczyzna" - recenzja

„Sa­mot­ny męż­czy­zna” to de­biut w ro­li re­ży­se­ra i sce­na­rzy­sty To­ma For­da, czło­wie­ka ko­ja­rzo­ne­go do tej po­ry z wiel­ki­mi do­ma­mi mo­dy jak Guc­ci czy Yves Sa­int Lau­rent. Li­te­rac­ką pod­sta­wą dla stwo­rze­nia dra­ma­tu by­ła po­wieść na­pi­sa­na przez Chri­sto­phe­ra Isher­wo­oda, o ta­kim sa­mym ty­tu­le jak ki­no­wa ad­ap­ta­cja. Za­rów­no je­den jak i dru­gi twór­ca to zde­kla­ro­wa­ni ho­mo­sek­su­ali­ści.

„Green Lantern: First Flight” - recenzja

O do­mnie­ma­nej ad­ap­ta­cji fil­mo­wej pe­ry­pe­tii Gre­en Lan­ter­na, jed­ne­go ze sztan­da­ro­wych he­ro­sów DC, wspo­mi­na­no już od co naj­mniej wcze­snych lat dzie­więć­dzie­sią­tych.

"Gdzie mieszkają dzikie stwory" - recenzja

“Gdzie miesz­ka­ją dzi­kie stwo­ry” jest nie­zwy­kłą pro­duk­cją, któ­ra za­ska­ku­je pod wie­lo­ma wzglę­da­mi, po­cząw­szy od nie­tu­zin­ko­wej hi­sto­rii (opar­tej na książ­ce), po­przez efek­ty wi­zu­al­ne, a na ścież­ce dźwię­ko­wej koń­cząc. Film jest swe­go ro­dza­ju ucztą, o ty­le nie­po­wta­rzal­ną, że aby jej w peł­ni za­sma­ko­wać trze­ba to czy­nić po­wo­li i z roz­my­słem.