„Batman Metal” tom 1: „Mroczne dni” - recenzja

Autor: Przemysław Mazur Redaktor: Motyl

Dodane: 22-05-2019 23:57 ()


Mimo że wraz z „odrodzeniem” uniwersum DC Comics Scott Snyder (w okresie „Nowego DC Comics!” główny „architekt” tytułów z udziałem Bat-Rodziny) zmuszony był ustąpić miejsca Tomowi Kingowi, to jednak włodarze drugiej siły amerykańskiej branży komiksowej ani myśleli wypuszczać go ze swoich łapek. Konsekwencją tego stanu rzeczy było powierzenie mu różnie ocenianej serii „All-Star Batman” oraz angaż do rozpisania rozbudowanej fabuły pod początkowo enigmatycznie brzmiącym tytułem „Metal”. To właśnie ta opowieść stała się głównym wydarzeniem w przestrzeni przedstawionej, w której zwykł operować zarówno Mroczny Rycerz, jak i pozostałe osobowości wspomnianego uniwersum.

Nie ominęło ono także polskiego czytelnika, czego przejawem jest pierwszy z ogółem trzech zbiorów historii, w której Zamaskowany Krzyżowiec zmuszony będzie stawić czoła być może najbardziej wymagającemu wyzwaniu w całej swojej aktywności. Zapewne nie jedna i nie jeden zareaguje na tę informację – całkowicie zresztą zasadnie – ze sceptycyzmem, a być może nawet z uśmiechem politowania. Ileż to już bowiem razy zapewniano nas, że „(…) nic już nie będzie takie jak wcześniej”. Sęk w tym, że to właśnie przełomowe wydarzenia stanowią jeden z najważniejszych elementów superbohaterskiej konwencji, a jej fani, jakkolwiek usiłowaliby się w tej kwestii niekiedy zapierać, gruntownie przemyślanym „eventem” nie pogardzą.

Odpowiedź na pytanie, czy takim właśnie projektem okazał się „Metal”, będzie można sformułować dopiero w lipcu, tj. po trafieniu do dystrybucji finalnego temu tego przedsięwzięcia. Już teraz jednak można stwierdzić, że scenarzyści mini-serii (bo obok współtwórcy „Wiedźm” za fabułę odpowiadał także jego dobry kolega James Tynion IV) oraz części towarzyszących jej dodatków nie szczędzili na rozmachu. Bowiem już tylko „horyzont” tej opowieści obejmuje nie tylko znane przynajmniej części herosów DC Comics złożone z konglomeratu 52 wszechświatów multiwersum, ale też jego znacznie rozleglejszy odpowiednik ukształtowany z mrocznej materii. Ma to swoje fundamentalne wręcz konsekwencje w kontekście natury tej strefy stworzenia. I – co więcej – potęgi zeń się wywodzące od dziesiątków tysięcy lat snują zamysł przepoczwarzenia „naszego” zbioru wieloświatów na swój obraz i podobieństwo. Kluczowym „elementem” w tym zamyśle jest nie kto inny jak właśnie Batman, a swoistymi artefaktami, który mogą posłużyć i jednej i drugiej stronie nieuniknionego starcia są rzadkie metale – m.in. wielofunkcyjny enty metal stosowany przez kolejne reinkarnacje egipskiego księcia Khufu (znanego szerzej jako Hawkman). Waga wyzwania jest tak znaczna, że Obrońca Gotham zmuszony jest prowadzić podwójną grę także wobec swoich najbliższych sojuszników. Ta zaś okoliczność w tym większym stopniu wzmaga narastające napięcie.



Mimo gwiazdorskiego statusu w komiksowej branży Scott Snyder nie zawsze radzi sobie z niekiedy aż nazbyt wygórowanymi ambicjami, które zwykł on przejawiać. W pierwszym zbiorze „Metalu” podjął on bardzo ryzykowną grę z czytelnikiem, jako że tym razem owe ambicje zdają się sięgać zenitu. Zakres oddziaływania obmyślanych przezeń zdarzeń obejmuje bowiem nie tylko znane z wcześniejszych utworów m.in. Geoffa Johnsa („Nieskończony Kryzys”) i Granta Morrisona („Ostatni Kryzys”) multiwersum, ale de facto redefiniuje dotychczasowe pojęcie uniwersum DC Comics. Tymczasem nie wszystkie spośród zaproponowanych przez scenarzystę „Amerykańskiego Wampira” koncepcje sprawiają wrażenie sensownych. Mało tego, niektóre zastosowane przezeń motywy są wtórne wobec takich opowieści jak m.in. „Eclipso: The Darkness Within” i „Day of Vengeance” lub wręcz niedorzeczne. Kompensuje je jednak napięcie porównywalne z gęstą nastrojowością „Ostatecznej rozgrywki” oraz generowanie poczucia bezprecedensowego zagrożenia. W tym przypadku pozornie typowa superbohaterska rozwałka zdaje się faktycznie służyć wyższym celom, a stan emocjonalnego rozedrgania Batmana ujęto nadspodziewanie przekonująco. Snyder wzbogaca ponadto uniwersum tej postaci o co najmniej jedną znaczącą postać oraz „spina” stary porządek rzeczy z rzeczywistością zaistniałą w ramach restartu rzeczonego uniwersum z roku 2011 oraz o pięć lat późniejszym „DC Odrodzeniem”. Stąd odniesienia do „Ostatniego Kryzysu” oraz zaistniałej jako pochodna tego wydarzenia mini-serii „Batman: The Return of Bruce Wayne”. Wspominany podjął się zatem zdecydowanie niełatwego w realizacji zadania co samo w sobie.

O ile rozwój opowieści na ogół intryguje, gdy pieczę ma nad nią jej pomysłodawca, o tyle tempo tej realizacji znacząco spowalnia na kartach innych tytułów DC Comics, które „wprzęgnięto” w owo wydarzenie. Do tego jakby na przekór widowiskowym scenom zmagań m.in. Nastoletnich Tytanów i Green Arrow z wybrańcami najeźdźców rodem z mrocznych dziedzin. Nie jest to zresztą nowe zjawisko, jako że mieliśmy już z nim do czynienia choćby przy okazji marvelowskiej „Wojny domowej”. Odpowiadający wówczas za serię „New Avengers vol.1” Brian Michael Bendis nie zdołał się bowiem odnaleźć w pomyśle swojego kolegi „po piórze” (tj. Marka Millara), przez co odsłona perypetii Nowych Mścicieli wkomponowana w „Wojnę…” sprawiała wrażenie rozpisanej bez typowej dla ówczesnego okresu twórczości rzeczonego lekkości i jakby bez przekonania. Podobnie rzecz się ma w przypadku m.in. Beniamina Percy’ego i Roba Williamsa (ten pierwszy odpowiadał m.in. za serie Teen Titans vol.6”; drugi natomiast za „Suicide Squad vol.5”), choć jakby na zasadzie trzymania się odgórnej dyrektywy, by nadmiernie nie ingerować w zasadniczą treść głównego nurtu tego wydarzenia, pozostawiają wolną rękę jego pomysłodawcy. Akcja co prawda buzuje w tych historiach na całego; trudno jednak mówić o przesadnym rozwoju poszczególnych uczestników tej opowieści z wyjątkiem Damiana Wayne’a. Tyle z tego, że zaangażowanie takich postaci jak Green Arrow czy ówczesnego składu Oddziału Samobójców podkreśla rangę zagrożenia, z którym zmuszeni są zmierzyć się nie tylko mieszkańcy Ziemi-1.

Tradycyjnie dla tego typu przedsięwzięć także ta realizacja wymagała udziału w niej niemal równie licznego grona plastyków co liczba bohaterów aktywnych na jej stronicach. Mamy tu zatem swoisty przegląd stylistyk stosowanych we współczesnym komiksie superbohaterskim począwszy od jak niemal zawsze efektownego duetu Jim Lee/Scott Williams („Superman: Wyzwolony”), poprzez Andy’ego Kuberta („Flashpoint-Punkt krytyczny”), ewentualnie „świeżego” nabytku DC Comics w osobie Johna Romity Młodszego („Powrót Mrocznego Rycerza: Ostatnia krucjata”), Paula R. Pelletiera („Aquaman: Tron Atlantydy”), Grega Capullo („Batman: Śmierć rodziny”) i całą resztę tego składu. Krótko pisząc mamy do czynienia z pochodną pracy profesjonalistów obecnych w branży niekiedy od dziesiątków lat. A jednak na wykonanych przez nich planszach znać niesłabnącą żywiołowość i dynamikę, władną do przekonania czytelników zainteresowanych nowoczesną formułą komiksowego przekazu.

Jak przystało na znaczną część dotychczasowego dorobku Scotta Snydera, także niniejsze przedsięwzięcie wzbudziło wśród odbiorców superbohaterskich produkcji skrajne opinie. Toteż tak jak miało to miejsce przy okazji m.in. „Miasta Sów”, „Przebudzenia” i „Wagi superciężkiej”, również w tym przypadku krzywa ocen szybowała od dołu do góry. Przynajmniej w przekonaniu piszącego te słowa na ten moment warto dać tej opowieści kredyt zaufania. Choćby z racji rozmachu głównego scenarzysty i wpływu tej opowieści na niemal każdą strefę rozległego przecież uniwersum DC Comics.

 

Tytuł: „Batman Meta: Mroczne dni” tom 1

  • Tytuł oryginału: „Batman Metal Tome 1: La Forge”
  • Scenariusz: Scott Snyder, James Tynion IV, Rob Williams, Josh Williamson, Tim Seeley, Ben Percy
  • Szkic: Greg Capullo, Jim Lee, Andy Kubert, John Romita Młodszy, Mirka Andolfo, Paul Pelletier, Stjepan Šejic, Juan Ferreyra
  • Tusz: Jonathan Glapion, Scott Williams, Klaus Janson, Danny Miki, Andrew Hennessy
  • Kolory: Fco Plascencia, Alex Sinclair, Jeremiah Skipper, Romulo Fajardo Młodszy, Adrian Lucas, Stjepan Šejic, Juan Ferreyra
  • Projekt albumu: David Laranjeira
  • Tłumaczenie z języka angielskiego: Tomasz Sidorkiewicz
  • Tłumaczenie z języka francuskiego (wstęp i dodatki): Jakub Syty
  • Wydawca wersji oryginalnej (tej edycji): Urban Comics (na podstawie materiałów DC Comics)
  • Wydawca wersji polskiej: Egmont Polska
  • Data publikacji wersji oryginalnej: 25 maja 2018
  • Data publikacji wersji polskiej: 24 kwietnia 2019
  • Oprawa: twarda
  • Format: 17,7 x 26,7 cm
  • Druk: kolor
  • Papier: kredowy
  • Liczba stron: 232
  • Cena: 79,99 zł

Zawartość niniejszego wydania zbiorczego opublikowano pierwotnie na kartach „Dark Days: The Forge” nr 1 (sierpień 2017), „Dark Days: The Casting” nr 1 (wrzesień 2017), „Dark Nights: Metal” nr 1-2 (październik-listopad 2017), „Teen Titans vol.6” nr 12 (listopad 2017), „Nightwing vol.4” nr 29 (listopad 2017), „Suicide Squad vol.5” nr 26 (listopad 2017), „Green Arrow vol.6” nr 32 (grudzień 2017).

 

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie komiksu do recenzji.

 

Galeria


comments powered by Disqus