Brian Azzarello „Hellblazer” tom 1 - recenzja

Autor: Przemysław Mazur Redaktor: Motyl

Dodane: 14-04-2019 21:48 ()


Ponoć każdy zasługuje na drugą szansę. Nawet taki sukinsyn jak John Constantine, znawca nauk tajemnych oraz przysłowiowa drzazga w d…pie ludzi i demonów. Pękate wydanie zbiorcze prezentujące pierwszą porcję interpretacji przypadków tej postaci według scenariusza Briana Azzarello jest tego namacalnym dowodem. „Hellblazer” był już bowiem swego czasu (a konkretnie w latach 2008-2010) publikowany przez polski oddział Egmontu. Ówczesna edycja ograniczała się co prawda wyłącznie do stażu znanego m.in. z takich serii jak „Kaznodzieja” i „Chłopaki” Gartha Ennisa; niemniej już tylko one rozbudziły apetyty polskich czytelników na więcej przygód „pie......go maga”.

Sęk w tym, że zmuszeni byliśmy sobie na to „chwilę” poczekać. I to nie krótką, bo liczącą sobie bagatela dziewięć długich lat. Niemniej już tylko objętość pierwszej odsłony nowej edycji tegoż cyklu wielce cieszy (ponad 400 stron!). Co więcej, z jakością zebranych w niej utworów też niezgorzej. Oto bowiem cwany Angol w końcu się doigrał i tym sposobem wymiar sprawiedliwości niegdysiejszej północnoamerykańskiej kolonii korony brytyjskiej, umieścił go w jednym z federalnych zakładów penitencjarnych. A w pace, jak niemal w każdej instytucji totalnej, obowiązują odmienne reguły i oparta na specyficznych zasadach hierarchia. Czasu zaś na odnalezienie się w panujących tam prawidłach nowoprzybyli nie mają zbyt wiele. Krótko pisząc: „Kto do mafii nie należy ten leży” i nawet na ogół wygadany i zaradny Constantine zmuszony jest uwzględnić tę okoliczność w swoich kalkulacjach.

Po „Ciężkim wyroku” (bo taki tytuł nosi pierwsza z zebranych tu opowieści) i swoich więziennych perypetiach „dżentelmen z Wysp” wyrusza na amerykańską prowincję, jedną z najulubieńszych lokacji „światłych” i „postępowych” autorów, do których obok m.in. Briana Wooda („Briggs Land”), Jasona Aarona („Bękarty z Południa”) i wzmiankowanego Gartha Ennisa zalicza się także kolega Azzarello. W historii „Dobre chęci” przybliża on dawną znajomą Constantine’a z czasów, gdy obok zawiłości czarnej magii zwykł on rozpoznawać swoje możliwości jako wokalista punkrockowej kapeli. O ile wówczas Rose i John mieli okazję spotkać się w Londynie, o tyle tym razem to on przybywa w jej rodzinne strony, do niegdyś górniczego miasteczka w zachodniej Wirginii. Wzorem wspomnianych wyżej autorów (a przy okazji znanych także z naszego „podwórka” okołoliterackiego Jerzego „Kosińskiego” Lewinkopfa, Marcina Kąckiego i hiperestety Filipa Springera) przyszły scenarzysta „restaurowanej” Wonder Woman nie przepuszcza okazji do werbalnego „wybatożenia” mieszkańców „zacofanej i barbarzyńskiej” prowincji. Uczciwie trzeba jednak przyznać, że w owej opowieści zawarł on ożywczy fabularnie kontrapunkt.

W trzeciej historii pt. „Piekło zamarznie” (notabene poprzedzonej interludium zatytułowanym „...w Grobie”) Azzarello pozostaje w anturażu amerykańskich bezdroży, daleko od nowojorskich galerii i fatalnie urządzonych knajp dla neobitników. W wykonaniu wspomnianego fachowca od słowa pisanego to jednak właśnie obszar zamieszkiwany przez tzw. rednecków staje się przysłowiową krainą brzydkich ludzi. Przy czym szpetota powierzchowności to nic innego jak emanacja wewnętrznego zepsucia i moralnej zapaści (rzecz jasna w postępowym rozumieniu tych terminów). Stąd okazuje się, że część bardziej krewkich przedstawicieli lokalnej społeczności ma nieco za uszami i spodziewa się powrotu ponoć dawno już wyeliminowanego ze świata żywych nad wyraz problematycznego osobnika. Do tego dochodzi do gwałtownego i niespotykanego od dziesięcioleci załamania pogody co wymusza na przybyłych do lokalnego zajazdu przedłużenie w nim pobytu. Zbiór konkluduje retrospekcja odnosząca się do czasów, gdy główny protagonista był niemal tak młody, że na nocnik musiał wdrapywać się po drobinie. A jednak już wówczas potrafił on nieźle zaleźć za skórę mieszkańcom mrocznych stref zaświatów.

Tak jak już wyżej zasygnalizowano, Azzarello nie zdołał wybronić się przed tendencjami, które w komiksie anglosaskim (i nie tylko) objawiają się nadspodziewanie często. Stąd taka, a nie inna optyka postrzegania amerykańskiej prowincji. Przyznać jednak trzeba, że w otwierającej ów album opowieści zaproponował on fabułę, od której wprost trudno się oderwać. Porządkowanie nowej przestrzeni, w której zmuszony był odnaleźć się główny bohater serii, poprowadził on z jednej strony z użyciem środków stylistycznych charakterystycznych dla thrillerów więziennych; z drugiej natomiast, w odróżnieniu od Ennisa, nie zdecydował się na niemal całkowitą eliminację magii z ram świata kreowanego. Metoda oddziaływania na rzeczywistość za pomocą praktyk czarnoksięskich okazuje się w tej opowieści nad wyraz istotna, a scenarzysta trafnie ujął ryzyko wynikłe jej z użytkowania.

Jak przystało na Azzarello, nie mogło się tutaj obyć bez choćby symbolicznych odniesień do sfery kryminogennej. Wszak to mniej więcej równolegle z zebranymi tu utworami realizował on wczesne epizody entuzjastycznie przyjętej (także u nas) serii „100 naboi”. Zresztą już ledwie pobieżne rozpoznanie dorobku tego autora (m.in. zrealizowany wspólnie z Lee Bermejo „Joker”, a także wizerunek Erosa w „Wonder Woman: Trzewia”) z miejsca „demaskuje” jego afiliacje ku tego typu „rewirom” gatunkowym. Tym samym raz jeszcze wpisał się on we wciąż aktualną tendencję do epatowania patologiami, swoistego nużenia się w przerysowanym upadku człowieczeństwa ku uciesze czytelników złaknionych opowieści z udziałem antybohaterów. O ile jednak w „Ciężkim wyroku” scenarzysta zdołał utrzymać nęcący potencjalnego czytelnika rytm, a cała opowieść wręcz iskrzy od napięcia, o tyle pozostałe, choć w ogólnej ocenie więcej niż poprawne, nie robią już aż tak dużego wrażenia, jak ma to miejsce w przypadku pierwszej ze zebranych tu opowieści. To, co jednak na ogół udaje się autorowi to formuła prowadzenia głównej postaci serii, osobnika cynicznego i nierzadko folgującego drzemiącym w nim perwersjom. Z drugiej strony ma on sobie sporo z figury urokliwego łobuziaka, który roznoszący go od środka temperament nierzadko użytkuje przeciwko dużo gorszym draniom niż on sam. Pod tym względem swoistą wisienką na torcie jest zwłaszcza ostatnia z zebranych tu opowieści.

Richarda Corbena wielbicielom komiksowego medium przedstawiać raczej nie trzeba. Ów twórca dał się już u nas poznać m.in. na łamach „Komiksu-Fantastyki” (nr 1-2/1990) nowelką „Świat mutantów”, miniserią „Banner” oraz albumem „Cage” (notabene te dwa ostatnie także według skryptu Briana Azzarello). Ten wyjątkowy twórca operujący na pograniczu plastycznej groteski i niemal trójwymiarowego kształtowania form także tutaj zachowuje swój charakterystyczny sznyt i wysoką warsztatową jakość. Natomiast Marcello Frusin (kolejny więcej niż „jednorazowy” współpracownik współtwórcy „100 naboi”, o czym więcej w serii „Loveless”) zdaje się momentami imitować manierę Eduardo Risso. Stylistycznego „rozstrzału” zbioru dopełniają także dobrze nam znany Steve Dillon („Thunderbolts”) oraz Dave V. Taylor. Udanie prezentuje się ponadto okładka wydania zbiorczego z mięsiście nałożonymi barwami w wykonaniu Phila Hale’a. Nie tylko ze względu na stricte plastyczny wymiar tej kompozycji, ale także trafnego ujęcia ryzyka balansowania Constantine’a w sferze aktywności, którą zdecydował się on praktykować.

Niniejszy tom otwiera złożoną z sześciu odsłon edycję perypetii prawdopodobnie najbardziej popularnego konesera nikotyny w uniwersum DC (sorry Perry White). W następnym zbiorze poznamy dalszy ciąg stażu Briana Azzarello, w kolejnych trzech odświeżoną reedycję wspominanych dokonań Gartha Ennisa, a całość skonkludowana zostanie albumem rozpisanym przez Warrena Ellisa. Odpowiedź na pytanie, czy redakcja Klubu Świata Komiksu zdecyduje się poszerzyć ów zestaw o zbiory sygnowane m.in. przez dobrze znanego także i u nas Mike’a Careya tudzież Jamiego Delano na ten moment pozostaje w zawieszeniu.

 

Tytuł: Brian Azzarello „Hellblazer” tom 1 

  • Tytuł oryginału: „Brian Azzarello Présente Hellblazer Volume 1”
  • Scenariusz: Brian Azzarello
  • Rysunki: Richard Corben, Marcelo Frusin, Steve Dillon, Dave V. Taylor
  • Kolory: James Sinclair, Lee Loughridge, Pam Rambo
  • Ilustracje okładek wydania zeszytowego: Tim Bradstreet
  • Ilustracja okładki wydania zbiorczego: Phil Hale
  • Tłumaczenie z języka angielskiego: Paulina Braiter
  • Wydawca wersji oryginalnej: DC Comics
  • Wydawca wersji polskiej: Egmont Polska
  • Data publikacji wersji oryginalnej (w tej edycji): 23 września 2016 r.
  • Data publikacji wersji polskiej: 27 marca 2019 r.
  • Oprawa: twarda
  • Format: 18 x 26,5 cm
  • Druk: kolor
  • Papier: kredowy
  • Liczba stron:
  • Cena: 109,99 zł

Zawartość niniejszego wydania zbiorczego opublikowano pierwotnie w miesięczniku „Hellblazer” nr 146-161 (marzec 2000-czerwiec 2001) oraz wydania specjalnego „Vertigo Secret Files and Origins: Hellblazer” (sierpień 2000).

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie komiksu do recenzji

Galeria


comments powered by Disqus