„Batman”: „Długie Halloween” - recenzja druga

Autor: Przemysław Mazur Redaktor: Motyl

Dodane: 25-12-2013 23:47 ()


O niniejszy tytuł rodzimi wielbiciele IX Muzy dopominali się już od dawna. O zgrozo, powtarzana do znudzenia odpowiedź przedstawiciela Egmontu („Nie jesteśmy zainteresowani wydaniem tego komiksu”) jawiła się niczym stos pogrzebowy dla idei spolszczenia „Długiego Halloweenu”. Jak się jednak okazało, na publikację dla wielu najlepszej opowieści z udziałem Mrocznego Rycerza skusił się inny wydawca.

Musze (bo o tej firmie mowa) najwidoczniej nie przeszkadzała znaczna objętość tej fabuły opublikowanej pierwotnie w aż trzynastu epizodach. Przeminął też domniemany problem z nieopłacalnością polskich edycji komiksów superbohaterskich, które na obecnym etapie ponownie stały się „koniem pociągowym” naszego rynku. Nic zatem dziwnego, że duński wydawca zdecydował się podjąć ryzyko wydania tak obszernej pozycji. Mimo że uwarunkowania jednotomowej edycji wymusiły nie najniższą cenę (choć w gruncie rzeczy całkiem przystępną), a przy tym zespół twórców odpowiedzialnych za zaistnienie „Długiego Halloweenu” póki co wciąż nie zyskał u nas adekwatnej dla ich dorobku popularności.

Uczciwie bowiem trzeba przyznać, że Jeph Loeb i Tim Sale nie mają szczęścia do naszego rynku. Zaprezentowana na łamach kwartalnika „Mega Marvel” (nr 2/1997) opowieść „Wolverine/Gambit: Ofiary” przejęto bez znamion śladowego chociażby entuzjazmu. Również „Batman: Halloween” („Top Komiks” nr 5/1999) nie zdołał wykrzesać z czytelników spodziewanych emocji. Opublikowany przez polską filię Egmontu „Superman na wszystkie pory roku” skutecznie odstraszał chyba aż nazbyt wygórowaną ceną. Natomiast „Batman: Nawiedzony Rycerz” (reedycja „Halloweenu” uzupełniona o pominięty w edycji TM-Semic epizod) nie powtórzył sukcesu „Jokera” i „Zabójczego Żartu”, które wyprzedały się na przysłowiowym pniu. Czy „Długie Halloween”, dzieło (w tym przypadku termin w pełni na miarę utworu) uznawane przez wielu za szczytowe osiągnięcie tandemu Loeb/Sale, ma szansę przerwać tę nie najlepszą passę autorów „Daredevila: Yellow”?

Słów kilka o fabule. Akcja komiksu rozgrywa się w początkowych latach aktywności Detektywa w Pelerynie. Stąd Bruce Wayne nadal wzbogaca się o kolejne doświadczenia w konfrontacji z przestępczym półświatkiem Gotham City. Nie jest już co prawda tym samym nowicjuszem, którego poczynania obserwowaliśmy w „Roku Pierwszym” (za której kontynuację możemy uznać właśnie „Długie Halloween”). Nie zmienia to jednak faktu, że przed nim jeszcze wiele do nauczenia.

Tymczasem z wyzwaniem, któremu zmuszony jest stawić czoła być może miałaby spory problem również jego znacznie późniejsza inkarnacja. Bowiem w mieście pojawia się niezidentyfikowany osobnik mordujący przedstawicieli mafijnej rodziny Falcone (choć nie tylko). Osobliwa metodyka działania – dokonywanie zabójstw podczas najważniejszych świąt takich jak m.in. Halloween – może wskazywać, że stróże prawa wspomnianej metropolii mają do czynienia z maniakiem pokrewnym mentalnie lokatorom zakładu Arkham. Dodajmy do tego, że wyjątkowo skutecznym, a przy tym nieuchwytnym. Oczywiście do czasu. Zanim jednak Mroczny Rycerz i jego sojusznicy dopną swego, czeka ich pełne napięcia, wątpliwości i błędnych tropów przedzieranie się do sedna irytująco przedłużającej się zagadki.  

O ile odpowiedzialny za warstwę literacką przedsięwzięcia Jeph Loeb nie zawsze przejawiał dobrą formę („Batman: Hush”, „The Ultimates 3”), o tyle w tym przypadku ów autor wspina się na wyżyny narracyjnej perfekcji. Zagęszczająca się atmosfera pościgu za widmowym celem, nawiązania do czarnego kryminału, a z czasem wzmagająca się nieufność w ramach triumwiratu tropiącego Holidaya (tj. problematycznego zabójcy) generują poczucie ogólnego przygnębienia i bezradności.

Dodatkowej pikanterii opowieści dodają nie wolna od napięcia relacja alter ego Bruce’a Wayne’a z odzianą w trykot Seliną Kyle (swoją drogą zjawiskowo tu portretowaną). Za udane kreacje wypada również uznać osobowości drugiego i trzeciego planu – m.in. Sofię Falcone (wzbudzającą pewne skojarzenia z pielęgniarką Lois udzielającą się na kartach „Daredevil: Born Again”), Pamelę „Poison Ivy” Isley oraz jak niemal zawsze nieocenionego Alfreda Pennywortha. Koegzystencja z pozoru prozaicznych gangsterów oraz barwnych adwersarzy Mrocznego Rycerza jawi się zaskakująco naturalnie. Choć gwoli ścisłości wypada nadmienić, że zawarta tu opowieść rozgrywa się w czasach gdy – ujmując rzecz kolokwialnie – epoka terroryzujących Gotham City dziwolągów jeszcze nie w pełni nastała.

O ile z miejsca dostrzegamy zależność tegoż dzieła od m.in. „Ojca chrzestnego”, o tyle tranzyt elementów fabularnych dostrzegalny jest również w drugą stronę. Bowiem David S. Goyer oraz bracia Nolanowie zapożyczyli z „Długiego Halloweenu” nie tylko ogólny pomysł na zorganizowaną przestępczość w rodzinnym mieście Zamaskowanego Krzyżowca, ale też co najmniej kilka innych widowiskowych konceptów zużytkowanych przez nich w poświęconych tej postaci filmach. Ta okoliczność dodatkowo potwierdza klasę utworu Loeba i Sale’a.

Skoro wspomniano już rysownika tej opowieści to nie sposób oceniać go inaczej niż wyłącznie w superlatywach. Niewykluczone, że cześć spośród wielbicieli Mrocznego Rycerza skłaniających się ku bardziej realistycznej stylistyce rysunku może poczuć w tym przypadku lekki dysonans. Skłonność ku odkształceniom formy dalece bowiem odbiega od sposobu ujmowania Batmana przez twórców tego sortu co Jim Lee, David Mazzucchelli czy Brian Bolland. A jednak im dalej w tok opowieści, tym większa szansa oczarowania czytelnika unikalną manierą Sale’a oferującego nie tylko perfekcyjnie zakomponowane kadry, ale też mnóstwo przemyślanych sztuczek formalnych: począwszy od zbliżeń (których nie powstydziłby się nawet Régis Loisel), poprzez pełne dynamizmu sekwencje (np. pościgu Batmana za Catwoman) aż po grę świateł i cieni dostrzegalnych raz za razem w obliczu Harveya Denta. Przekonującej nastrojowości dopełniają kolory dobrane przez Gregory’ego A. Wrighta („Zero Hour: Crisis in Time”). Nie będzie przesadą stwierdzenie w myśl którego warstwą wizualną albumu można sycić się raz za razem za każdym razem odkrywając w pracach Sale’a przebłyski plastycznego geniuszu.

Na marginesie warto nadmienić, że niniejszy tytuł to również polski debiut Solomona Grundy, jednego z najdawniejszych czarnych charakterów uniwersum DC Comics. Biorąc pod uwagę, że po raz pierwszy dał  on o sobie znać blisko siedemdziesiąt lat temu (w październiku 1944 r.) wspomniany debiut jest jakby nieco spóźniony. Cytując jednak klasyka: lepiej późno niż wcale. Ponadto album zawiera szkice plansz oraz fragmenty scenariusza tej opowieści. Dzięki temu czytelnik zyskuje okazję wniknięcia w warsztat obu zaangażowanych w projekt twórców.  

„Długie Halloween” to kolejny, spełniony sen polskich czytelników w jakże obfitym, prawdopodobnie najbardziej udanym roku w dotychczasowych dziejach naszego rynku. Co więcej na tym nie koniec; bowiem w przyszłorocznych zapowiedziach Muchy od pewnego czasu figuruje „Dark Victory”, równie udana co „Długie Halloween” kontynuacja tegoż hitu. Zaiste jest na co czekać!

 

 

Tytuł: „Batman: Długie Halloween”   

  • Tytuł oryginału: „Batman: The Long Halloween”
  • Scenariusz: Jeph Loeb
  • Szkic i tusz: Tim Sale
  • Kolory:  Gregory A. Wright
  • Tłumaczenie z języka angielskiego: Tomasz Sidorkiewicz 
  • Wydawca: Mucha Comics
  • Data premiery: 8 października 2013 r.
  • Oprawa: twarda
  • Format: 17 x 26 cm
  • Papier: kredowy
  • Druk: kolor
  • Liczba stron: 376
  • Cena: 149 zł

Zawartość niniejszego wydania zbiorczego opublikowano pierwotnie na kartach mini-serii „Batman: Long Halloween” nr 1-13 (październik 1996 – grudzień 1997 r.)

Dziękujemy wydawnictwu Mucha Comics za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

 


comments powered by Disqus