„Green Class” tom 1: „Pandemia” - recenzja

Autor: Dawid Śmigielski Redaktor: Motyl

Dodane: 23-03-2020 22:45 ()


Spoglądam właśnie na znakomitą, nie tylko pod kątem ilustratorskim, ale i edytorskim, okładkę pierwszego tomu „Green Class: Pandemia” i zastanawiam się, co poszło nie tak? Dlaczego scenarzysta Jérôme Hamon i rysownik ukrywający się pod pseudonimem David Tako polegli całkowicie na jakże atrakcyjnym, a w dodatku zawsze aktualnym temacie dotyczącym chorób/wirusów zagrażających ludzkości?

Ów zagadnienie często i gęsto opisujące w swoich ramach moment rozgrywający się tuż przed końcem znanego nam świata, daje szanse na stworzenie historii o przeogromnych emocjonalnym potencjale, którego niestety w „Green Class” zupełnie zabrakło. Śledzenie losów szóstki pochodzących z Kanady przyjaciół (Beth, Linda, Sato, Lucas oraz będących rodzeństwem Naji i Noah) powracających właśnie do cywilizacji po dwutygodniowym pobycie w zielonej szkole na luizjańskich bagnach jest przeżyciem, łagodnie rzecz ujmując – nieciekawym. Hamon prowadzi swoją opowieść zdecydowanie za szybko, nie dając nam żadnych szans na bliższe poznanie głównym aktorów tego, rzekomo, dramatycznego spektaklu. Sprowadza ich do roli ubranych w ciuchy z sieciówek manekinów, którym nie zamykają się gęby, mimo iż nie mają nic mądrego i ciekawego do powiedzenia. Szereg frazesów zmieszanych z durną nawijką o wszystkim i niczym składa się na dialogi pozbawione jakiejkolwiek naturalności.

Trudno utożsamić się z emocjonalnie wypatroszoną grupą. A przecież tajemniczy wirus, który zamienia ludzi w szalejące stwory przypominające drzewa, powinien wpłynąć na paczkę przyjaciół z siłą pędzącego pociągu, tym bardziej że jedno z nich – Noah – zostaje zarażone, co jest niemal równoznaczne ze skazaniem go na śmierć. Jeżeli nie przez chorobę, to przez wojsko lub jeszcze zdrowych przedstawicieli ludzkości walczących o przeżycie w strefie 0, ogrodzonej od reszty świata wielkim murem na wzór tego oddzielającego USA od Meksyku (takie celne odniesienie autorów do współczesności).

Problem w tym, że dramatyczny punkt wyjściowy, na którym oparł scenariusz Hamon, a więc: czy ratować siebie przed chorobą i uciekać z zakażonej strefy, kiedy jeszcze jest na to szansa, czy zostać z jednym z nas i spróbować mu pomóc, licząc na… w zasadzie, to nie wiadomo na co, nie jest w stanie udźwignąć fabuły rozpisanej na 64. strony albumu. A to z prostej przyczyny – z wszechobecnej sztuczności przedstawionego świata niemającego za wiele wspólnego (porównując go choćby do tego, co obecnie widzimy za naszymi oknami) z groźną sytuacją, w której rozprzestrzenia się zabójczy wirus.

Gwoździem do trumny dziełka Hamona i Tako jest zupełny brak specyficznej, niepokojącej atmosfery, jaka powinna spowijać tego typu opowieść. Nie czuć tu żadnego napięcia, strachu ani zagrożenia. Nie ma w „Pandemii” nawet chwili na odpoczynek od dialogów i niezbyt finezyjnej akcji. Żaden zwrot akcji nie jest w stanie wybrzmieć ani złapać nas za serca, ponieważ Hamon wprowadza do scenariusza z prędkością postępującej choroby szereg klasycznych motywów (kłótnia i rozpad grupy, próba zdobycia jedzenia, śmierć jednego z rodziców, romans między bohaterami czy próba odkupienia), próbując usilnie uatrakcyjnić komiks. Jednak klisze trzeba umieć wykorzystać, a Francuz robi to równie nieudolnie, co Carlos Perez Valderrama w postapokaliptycznym „Giants” (Non Stop Comics, 2018). Znamienne dla Green Class jest to, że obaj go tworzący autorzy czerpią inspirację z mangi i „Pandemia” nieodzownie kojarzy się właśnie z taką głupiutką i naiwną mangą (weźmy np. „Słyszę Twój głos”, Waneko 2018) dla nastolatków. Przy tym obaj epatują dość brutalną, nic niewnoszącą do wydarzeń przemocą (ukierunkowaną na tanie szokowanie, co też raczej im nie wychodzi), jakby chcieli stworzyć jakąś dziwną hybrydę „Battle Royal” z turecką telenowelą.

Hamon i Tako stawiają po prostu na efekciarstwo. Wirus zamienia ludzi w bajkowe stwory, zamiast ich uśmiercać. Bohaterowie nagle zaczynają znakomicie posługiwać się bronią. Linda świetnie strzela („Gdy moje koleżanki chodziły na zajęcia z tenisa albo bilarda, ja trenowałam na strzelnicy policyjnej”). I o ile można przełknąć ten fabularny wytrych, to jak wytłumaczyć finezyjne umiejętności Tako, umiejącego walczyć dwoma siekierami naraz (kto trzymał kiedykolwiek owo narzędzie w rękach, wie, że manewrowanie nim na lewo i prawo w pełnym biegu nie jest prostą sprawą)? Zapewne nauczył się tego, grając na konsoli. Zresztą, kogo to obchodzi, ważne, że bohater z dwoma siekierami noszonymi na plecach wygląda odjazdowo, o to tu chodzi. Reszta nie ma znaczenia.

Tako zatem rysuje swój komiks w dynamicznym nawiązującym do mangi stylu, skupiając się na szeregu atrakcyjnych wizualnie scen, często zaniedbując kompozycje w kadrze, przez co wiele z nich wypada dość chaotycznie, utrudniając tym samym śledzenie akcji. Jednak w żadnym wypadku nie można odmówić mu ilustratorskich zdolności. Szczególnie w tworzeniu charakterystycznych, silnie zindywidualizowanych wizualnie bohaterów. Patrząc jednak na zamieszczony na końcu tomu szkicownik, widzimy, ile tracą prace Tako przez komputerowo nałożone kolory. Jego rysunki w czerni i bieli prezentują się o niebo lepiej. Ostrzej, gniewniej, aż kipią tak brakującymi tu emocjami.

Zabrakło Hamonowi przy pisaniu „Green Class” wrażliwości Jeffa Lemire'a ukazanej w podobnym tematycznie „Łasuchu”. Papierowe postaci, głupio gnająca na oślep akcja i kiepskie dialogi nie pozwalają nam na „wejście” w ten świat. Jego wirus papierowej rzeczywistości pod względem dramaturgicznym przegrywa sromotnie z dezorganizującym nasze obecne życie COVID-19. Co nie jest najlepszą rekomendacją dla omawianego dzieła, ale nie siejmy niepotrzebnej paniki. Tom drugi w przygotowaniu. Być może będzie on dla serii szczepionką, ratującą życie. Oby.

 

Tytuł: Green Class tom 1: Pandemia

  • Scenariusz Jérôme Hamon
  • Rysunki: David Tako
  • Tłumaczenie:  Maria Mosiewicz
  • Wydawca: Egmont
  • Data premiery: 25.03.2020 r. 
  • Stron: 72
  • Format: 216x285
  • Papier: kreda
  • Oprawa: twarda
  • Druk: kolor
  • Cena: 59,99 zł

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie komiksu do recenzji.

Galeria


comments powered by Disqus