„Venom 2: Carnage” – recenzja

Autor: Marcin Andrys Redaktor: Motyl

Dodane: 20-10-2021 23:10 ()


Niespodziewany sukces Venoma (mimo raczej przeciętnych opinii) spowodował, że studio Sony postanowiło rozbudować swoją franczyzę filmów rozgrywającą się w uniwersum Spider-Mana. Tak oto doczekaliśmy się sequela przygód Eddiego Brocka i jego kosmicznego „partnera”, a na premierę czeka już Morbius oraz kolejne projekty osadzone w tym uniwersum.

Venom – zarówno część pierwsza, jak i druga, swój fenomen zawdzięcza popularności Toma Hardy’ego, który swoją grą podnosi jakość tych filmów o dobre dwie lokaty. Nie da się ukryć, że twórcom udała się też rzecz niebywała, a mianowicie stworzyli taką chemię między granym przez niego Brockiem, a również granym przez niego Venomem, że to dla żartów i wzajemnych utyskiwań dwóch protagonistów widzowie walą drzwiami i oknami do kin. Nie będzie zbytnią przesadą stwierdzenie, że odsłona druga, przedstawiająca nam psychopatycznego mordercę w osobie Cletusa Kasady nie ma specjalnie skomplikowanej fabuły, opiera się w sumie na jednym motywie znanym kinematografii od zarania dziejów – czyli zemście.

W przypadku tego obrazu jest to jeszcze najbardziej chyba łopatologicznie skonstruowana fabuła, gdzie widz nie jest zaskakiwany w żadnym momencie, a scenarzysta wyłuszczył wszystko od A do Z. Na dłuższą metę takie nagromadzenie banałów i prężenia muskułów obu posiadaczy symbiontów mogłoby okazać się mocno niestrawne, ale dzięki chaotycznemu montażowi i  - krótkiemu seansowi – Venom 2 wchodzi na miękko, bo nie ma tutaj za bardzo co popsuć dobrze znanej z jedynki relacji Eddiego z jego „pasożytem”. Można wręcz rzec, że dowcipy są powielane, a chwilowa rozłąka Zabójczego Obrońcy – jak sam siebie nazywa Venom, nawiązując do tytułu popularnej w latach dziewięćdziesiątych serii z jego udziałem – w filmie i tak była najsłabszym ogniwem.

Rozczarowuje nieco Carnage, którego motywacja oparta na wątku romantycznym nie pasuje do tak wykreowanej postaci. Dorzucając do tego praktycznie bezużyteczną Shriek (całkowicie zmarnowany potencjał Naomie Harris – czyli ekranowej Moneypenny), przylepioną na doczepkę bez konkretnego pomysłu, dostajemy parę antagonistów, których motto życiowe – totalna rozwałka czy wręcz rzeź – została zarysowana powierzchownie (ach te PG-13). Finałowe starcie trójki dziwolągów również razi prostotą, a także nie do końca dopracowanymi efektami CGI. Tych w filmie jest dużo, toteż nie dziwi, że nie starczyło miejsca na dłuższe hasanie i demolowanie miasta przez symbiontów. Woody Harrelson ma w swoim spojrzeniu coś z psychopaty, potrafi zagrać bohaterów rozchwianych emocjonalnie czy wręcz psychotycznych. Akurat jego wybór do roli Cletusa dziwić nie powinien, ale z uwagi na kiepsko napisaną postać, aktor znany m.in. z roli w Urodzonych mordercach nie miał pola do popisu albo też nie bardzo wiedział, jak oddać całkowicie zwichrowaną psychikę swojej postaci. Dziwi również brak wykorzystania pensjonariuszy Ravencroft. Aż prosiło się o kilka cameo podczas wizytowania kamery w tej placówce dla jakże trudnych przypadków.

Szczęśliwie dla amatorów kina bez większych oczekiwań, fanów duetu Brock-Venom i talentu Toma Hardy’ego starcie z Carnage’em okaże się krótkim, acz rozrywkowym seansem, który na długo nie pozostanie w pamięci. Chyba że na dłużej zapamiętamy Venoma konsumującego czyjś mózg. Prawdziwą bombą tej produkcji wydaje się scena na napisach, która jednoznacznie pokazuje, że w przyszłości czeka nas konfrontacja Venoma z jego etatowym przeciwnikiem. Wszystko wskazuje na to, że Spider-Man w końcu uwolni się z oków MCU i zawita w swoim dawnym uniwersum, mozolnie odbudowywanym przez Sony. Zanim to się jednak nastąpi, czeka nas jeszcze wampirza opowieść, a zapowiedź Morbiusa prezentuje się znacznie lepiej niż starcie symbiontów.

Ocena: 4+/10

Tytuł: Venom 2: Carnage

Reżyseria: Andy Serkis

Scenariusz: Kelly Marcel, Tom Hardy

Obsada:

  • Tom Hardy
  • Michelle Williams
  • Woody Harrelson
  • Naomie Harris
  • Reid Scott
  • Stephen Graham
  • Peggy Lu

Muzyka: Marco Beltrami

Zdjęcia: Robert Richardson

Montaż: Maryann Brandon, Stan Salfas

Scenografia: Alex Brandenburg, Dominic Capon

Kostiumy: Joanna Eatwell

Czas trwania: 90 minut

Dziękujemy Cinema City za udostępnienie filmu do recenzji.


comments powered by Disqus