„Ukryte działania" - recenzja

Autor: Marcin Andrys Redaktor: Raven

Dodane: 26-02-2017 23:59 ()


Historia – to od niej zależy czy film mający przybliżyć nam jakieś ważne wydarzenia, a które zwykle są pomijane, okaże się wartym obejrzenia. Ta, przedstawiona w obrazie Teda Melfiego, nie może poszczycić się zawiłą intrygą czy porywającą akcją. Jest prosta, sprawnie skrojona, jak wiele podobnych trafiających na biurka producentów w Fabryce Snów. A jednak, w jej powszechności, banalności i przewidywalności kryje się niezwykły urok, dokładnie urok trzech aktorek, które na swoich barkach niosą ciężar filmu, sprawiając, że widz z przejęciem i autentyczną radością chłonie opowieść o czarnoskórych kobietach, które odegrały istotną rolę w programie kosmicznym NASA. Któż wie, jak potoczyłyby się losy rywalizacji mocarstw podczas Zimnej Wojny, gdyby nie trzy utalentowane i bez mała genialne kobiety.

Katherine Goble, Dorothy Vaughan i Mary Jackson – trzy przyjaciółki, a zarazem pracowniczki NASA, zostały pokazane w najbardziej gorącym okresie dla afroamerykańskiej ludności w USA. Początek lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia to nasilająca się fala protestów przeciwko dyskryminacji czarnoskórych mieszkańców, a także wzrost rasistowskich postaw wśród białej populacji. Jednak cała otoczka polityczna, mimo że widoczna w filmie Melfiego, została potraktowana bardzo powierzchownie. Czasami w formie żartów, jak w przypadku, gdy grany przez Kevina Costnera bohater niszczy szyld z napisem toaleta dla kolorowych, z należytym patosem dodając, że w NASA wszyscy sikają jednakowo, a czasami wynikająca z frustracji czarnoskórych, którzy, mimo że są patriotami i dobrymi Amerykanami, zamyka im się przed nosem drzwi do kariery. Oczywiście, takich mini aluzji nawiązujących do ówczesnej sytuacji w Ameryce znajdziemy w tym filmie więcej. Nie są one jednak tak mocno eksponowane, jak choćby w Selmie. Ale widać, że nie taki był też zamysł autorów. Traktowanie ciemnoskórych obywateli w tamtym okresie miało jedynie podkreślić wielki upór, determinację, a przede wszystkim przebiegłość i inteligencję bohaterek, jak w scenie otwierającej, gdy trzy czarne kobiety gonią samochodem białego mężczyznę, w dodatku policjanta. Dlaczego? To już warto przekonać się samemu w kinie. Właśnie dzięki takim scenkom, pokazującym w dość subtelny sposób istotę konfliktu, śledzimy losy bohaterek.

Autorzy w główniej mierze skupiają się na Katherine Goble (nazywana pieszczotliwie „ludzkim komputerem”), która już od dziecka była geniuszem, a nie miała sobie równych w geometrii analitycznej. To właśnie ona trafiła do ekipy Ala Harrisona, mającej opracować sposób wysłania amerykańskich chłopców na orbitę okołoziemską, a potem sprowadzenia ich bezpiecznie do domu. Dla czarnoskórej dziewczyny to nie tylko wyścig z czasem, ale też udowadnianie na każdym kroku swojej przydatności dla zespołu, przekonywanie mężczyzn, że kobieta również może dokonać skrupulatnych obliczeń, w końcu walka z uprzedzeniami i niechęcią od samego początku pracy. Dwie pozostałe bohaterki - Dorothy Vaughan i Mary Jackson – znajdują się nieco na uboczu. Pierwsza z uporem dobija się o posadę kierowniczą, jak z przekorą mówi jej przełożona – NASA to szybkie rakiety, ale powolne awanse. Druga z kolei pragnie realizować się jako inżynier. A do tego musi ukończyć naukę w szkole przeznaczonej wyłącznie dla mężczyzn. Losy wszystkich trzech są nie mniej dramatyczne, co i szczęśliwe.

Siłą obrazu Melfiego są kreacje aktorskie. Cała trójka: Taraji P. Henson, Octavia Spencer i piosenkarka Janelle Monáe błyszczą na ekranie. Spychają w cień męskie kreacji i to nie byle jakie – Kevina Costnera, znanego z Teorii wielkiego podrywu Jima Parsonsa czy Glena Powella. Każda z aktorek wnosi mnóstwo uroku. Taraji P. Henson brawurowo wciela się w nieco nieśmiałą, ale pewną swych umiejętności i z uporem dążącą do celu matematyczkę. Mądrość przemawia przez stateczną i cierpliwą Octavię Spencer, która zawłaszcza każdą scenę ze swoim udziałem. Pięknie to widać w scenach konfrontacji z graną przez Kirsten Dunst szefową kadr, która w rozmowach z Dorothy Vaughan zazwyczaj dostaje wiązankę dosadnych ripost. Ostatnia z aktorek, jak na gwiazdę estrady przystało, miała wnieść więcej luzu i przebojowości. Ciekawa wydaje się też postać kreowana przez Costnera, dla którego liczy się rezultat prac. Do końca nie wiadomo czy jego postępowanie wobec Katherine, początkowo z rezerwą i chłodne, z czasem nie jest tylko pragmatycznym rozwiązaniem lawirującym gdzieś pomiędzy powinnością a moralną przyzwoitością. 

Trzy wspaniałe kobiety, trzy wspaniałe kreacje. Dla nich warto obejrzeć „Ukryte działania”, bo, mimo że nie znajdziemy tu nic nowatorskiego, to wciąż elektryzująca opowieść pokazana z pasją, niezwykłym wdziękiem, odkupująca fragment interesującej kroniki lotów kosmicznych. Bez wątpienia warto przyjrzeć się jej bliżej.

Ocena: 8/10

Tytuł: „Ukryte działania"

Reżyseria: Theodore Melfi

Scenariusz: Allison Schroeder, Theodore Melfi

Obsada:

  • Taraji P. Henson        
  • Octavia Spencer
  • Janelle Monáe
  • Kevin Costner
  • Kirsten Dunst
  • Jim Parsons        
  • Mahershala Ali    
  • Aldis Hodge    
  • Glen Powell

Muzyka: Hans Zimmer, Pharrell Williams, Benjamin Wallfisch

Zdjęcia: Mandy Walker

Montaż: Peter Teschner

Scenografia: Wynn Thomas

Kostiumy: Renee Ehrlich Kalfus

Czas trwania: 127 minut

Dziękujemy Cinema City za udostępnienie filmu do recenzji.


comments powered by Disqus