"Szklane miecze" tom 3: "Tigran" - recenzja

Autor: Jakub Syty Redaktor: Motyl

Dodane: 30-12-2015 10:22 ()


Kiedy widmo bliżej nieokreślonej katastrofy, mającej zniszczyć słońce i doprowadzić do końca świata, zdaje się być coraz bliższe, przepowiednia o szklanych mieczach wypełnia się bardzo, ale to bardzo powoli. W przedostatnim albumie krótkiego cyklu poznajemy posiadacza drugiego magicznego ostrza pochodzącego wprost z umierającej gwiazdy, lecz na próżno szukać jakiegoś konkretnego zawiązania akcji wokół zdawałoby się przewodniego wątku. Póki co już nam znani oraz dopiero co poznani bohaterowie zajmują się własnymi sprawami, a stojący w obliczu zagłady świat po prostu czeka.

Jestem trochę zdziwiony faktem, że w serii o z pozoru niemałym potencjale, którego upatrywałbym w wykonywaniu przez drużynę fajnych postaci dobrze zaplanowanego questu, a przy tym przemierzaniu i eksplorowaniu ciekawego świata (ze szczególnym naciskiem na oryginalną faunę i florę, o czym wspomniałem przy okazji recenzji pierwszego albumu), wszyscy utknęli w mieście. Ma to oczywiście swoje znaczenie dla Yamy, która od samego początku zmierzała do tego punktu, by dokonać zemsty, ale mam wrażenie, że scenarzystka skupiła się trochę za bardzo na niej, traktując po macoszemu całą resztę. No, może poza kwestią nierówności społecznych, o których mowa była przez prawie cały drugi album.

Jako że Yama to na ten moment rozwinięta i dobrze scharakteryzowana postać, mogłoby się wydawać, że w kolejnym albumie dowiemy się czegoś więcej na temat posiadacza drugiego miecza. W zasadzie ma to miejsce (czemu zostało poświęcone jedenaście pierwszych plansz komiksu), ale nazwałbym to raczej formalnością, której należało dopełnić, by w ogóle mówić o jakimś konkretniejszym sportretowaniu nowych postaci – kowala Tigrana oraz czarownika Suriana. Ci dwaj oczywiście również przybywają do Karelane, ale nie za bardzo widzę, żeby wszystko się ze sobą zazębiało w kontekście wspomnianej przepowiedni.

 

Niestety już w drugim albumie „Szklane miecze” zaczęły tracić na wyrazistości. Przede wszystkim zupełnie rozmył się z pozoru kluczowy wątek tytułowych mieczy. Jako artefakty są one w zasadzie zbędne. Nie wiadomo, co z nimi robić. Można powiedzieć, że wadzą naszym bohaterom. W otwierającym cykl albumie sporo miejsca poświęcono sennym retrospekcjom Miklosa. Przedstawiały one silną relację między nim a Orlandem. Cóż z tego, skoro w momencie ich konfrontacji, wątek ten został zupełnie spłaszczony i nierozwinięty w należyty sposób. Tak jakby wszystko już zostało powiedziane i nie wymagało dodatkowego komentarza.

O nierozwiniętych motywach oraz postaciach można powiedzieć naprawdę dużo. Solą w moim oku jest sposób, w jaki Sylviane Corgiat potraktowała dwa maluchy, które poznaliśmy wraz z przybyciem Yamy do domu Mikolsa. W kolejnych przygodach są one popychadłami, które trochę na siłę pojawiają w nielicznych kadrach, bo najwyraźniej szkoda się ich pozbywać. Trochę to dziwne, bo skoro już towarzyszą głównym bohaterom, należałoby im przypisać chociaż jakieś epizodyczne – aczkolwiek mające jakiś wpływ na całą historię – role. W innym wypadku po prostu żal niewykorzystanego potencjału.

Tym samym po trzech tomach czteroczęściowego cyklu trudno mi stawiać je w dobrym świetle. Nie mam złudzeń, że finał będzie w jakikolwiek sposób spektakularny. Wydaje się oczywiste, że wszystko skończy się zbyt szybko, przez co naprawdę ciężko będzie poczuć dreszczyk emocji w trakcie lektury. A naprawdę szkoda – stwierdzam to z niechęcią – ponieważ sporo się po tej serii spodziewałem.

 

Tytuł: "Szklane miecze" tom 3: "Tigran"

  • Scenariusz: Sylviane Corgiat
  • Rysunek: Laura Zuccheri
  • Wydawnictwo: Egmont
  • Data publikacji: 07.12.2015 r.
  • Kolor: Laura Zuccheri
  • Tłumaczenie: Maria Mosiewicz
  • Liczba stron: 56
  • Format: 215x290 mm
  • Oprawa: miękka
  • Papier: kredowy
  • Druk: kolor
  • Wydanie: I
  • Cena: 29,99 zł

 Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie komiksu do recenzji.


comments powered by Disqus