„Gigantyczna broda, która była złem” - recenzja

Autor: Paweł Ciołkiewicz Redaktor: Motyl

Dodane: 08-12-2015 13:59 ()


„Gigantyczna broda, która była złem” to komiks, który jest jedną wielką metaforą. Nie o krytykę (względnie promocję) lumberseksualności przecież tutaj chodzi, ani o brodę jako taką, ale o odwieczne napięcie pomiędzy tym, co znane, swojskie i bezpieczne a tym, co nieznane, obce i niebezpieczne. Broda symbolizuje tu wszystko to, co złe.

Rzecz dzieje się na wyspie o swojsko brzmiącej nazwie Tutaj. Jest to bardzo schludna wyspa. Schludni są tutaj ludzie, schludne są ulice i domy. Wszystko jest tu na swoim miejscu, dzięki czemu na wyspie panuje ład. Rzeczy znajdujące się na ulicach, w domach czy w firmach są uporządkowane i przewidywalne. Krótko mówiąc, na wyspie Tutaj jest idealnie. Jednak już na obrzeżach wyspy daje o sobie znać coś niepokojącego. Otaczające wyspę morze budzi lęk, gdyż prowadzi ono do nieznanego Tam. Tam stanowi zaś zaprzeczenie wszystkiego, co jest charakterystyczne dla Tutaj. Tam jest mroczne, niebezpieczne, nieznane i niechlujne. Tam jest po prostu złe. Nikomu przez myśl nawet nie przejdzie by zapuszczać się Tam. Mało tego, nikt nawet nie chce mieszkać w pobliżu brzegu. Sama bliskość morza wywołuje dyskomfort.

Niestety właśnie w takim miejscu mieszka bohater naszej opowieści. Dave zamieszkuje osiedle usytuowane przy brzegu morza. Z bliskością morza radzi sobie w charakterystyczny sposób – wpatruje się mianowicie w okno wychodzące na ulicę i rysuje to, co tam widzi, słuchając przy tym w kółko tej samej piosenki. A widzi idealnych ludzi zmierzających każdego dnia do idealnej pracy. Życie Dave’a jest równie idealne. Pracuje w firmie, dla której codziennie przygotowuje prezentacje przedstawiające przewidywalne i uspokajające dane. Z równowagi nie jest go w stanie wyprowadzić nawet to, że kompletnie nie wie, czym w gruncie rzeczy jego firma się zajmuje. Z uwagi na to, że nikt z jego współpracowników tego nie wie, Dave czuje się spokojny. I tak sobie nasz bohater żyje z dnia na dzień w idealnym Tutaj, aż pewnego dnia dochodzi do tragedii.

 

Z jedynego włosa, który od niepamiętnych czasów wyrastał z idealnie łysego ciała Dave’a, zaczyna powstawać… broda. I nie chodzi tu o małą, stylową bródkę. Nie chodzi nawet o pozornie zaniedbaną brodę kojarzącą się z lumberseksualnym wzorcem męskości. Nie, Dave na pewno nie ma w sobie nic z modowego „drwala”. Chodzi tu o brodę, która swymi rozmiarami zaczyna burzyć porządek społeczno-ekonomiczny na całej wyspie Tutaj. Jest to matka wszystkich bród, broda absolutna, której nie można przystrzyc ani zgolić. Nie można nad nią w żaden sposób zapanować. Nie radzi sobie wojsko ani nawet zastępy wezwanych do akcji fryzjerów. Wraz z rozrastaniem się brody, którą uznano za czyste zło, chaos wkrada się podstępnie do idealnego Tutaj. Wszystko powoli zaczyna zmieniać się pod wpływem demonicznej brody. Czy uda się zapanować na tym chaosem? Czy Tutaj znów stanie się miejscem idealnym? Czy Dave jakoś poradzi sobie z tą wątpliwą ozdobą swojej idealnej – poza tym – twarzy? Odpowiedzi trzeba szukać w opowieści.

Komiks Stephena Collinsa opowiada o próbach zapanowania nad niesfornym zarostem, ale oczywiście jest to przede wszystkim komiks o czymś znacznie poważniejszym. Wszystko tu jest przesycone metaforyką tak dosłowną, że chwilami można nawet odnieść wrażenie, że autor podchodzi do tematu zbyt dosadnie. Relacja pomiędzy Tutaj i Tam, to odwieczna relacja pomiędzy znanym i nieznanym. Pomiędzy oswojonym i bezpiecznym centrum świata wyznaczanym przez nasze w nim usytuowanie, a nieznanym obszarem zamieszkanym przez obcych. Broda symbolizuje tu wkraczanie chaosu na dobrze znane i bezpieczne tereny. Choć równie dobrze może symbolizować bunt przeciwko skostniałym strukturom ograniczającym jednostkę. To, jaką perspektywę przyjmiemy zależy chyba przede wszystkim od naszych poglądów, doświadczeń i wyobrażenia o tym, jak powinien wyglądać idealny świat.

Tak czy inaczej, odczytanie komiksu jako krytyki zaściankowości przypisywanej zazwyczaj pewnym grupom społecznym, byłoby jednak nieporozumieniem. Wydaje się, że warto interpretować go znacznie szerzej, jako gruntowną krytykę wymierzoną nie przeciwko określonej grupie, ale przeciwko pewnemu stylowi myślenia, który można odnaleźć w każdej grupie społecznej, klasie czy warstwie. Młodzi, wykształceni, kosmopolityczni i dobrze zarabiający ludzie z wielki miast – by użyć jednego z modniejszych współcześnie określeń – równie dobrze mogą być potraktowani jako ograniczeni mieszkańcy Tutaj. Siedzą sobie w swoich schludnych korporacjach, przygotowują schludne kolorowe prezentacje, z których są bardzo zadowoleni, choć kompletnie nie mają pojęcia, czym tak naprawdę zajmuje się ich firma i komu potrzebne są te dane. Zresztą nic ich to nie obchodzi dopóki wypłata systematycznie pojawia się na koncie. Po pracy siedzą sobie w Starbucksie albo modnych klubach i również cieszą się swoistym bezpieczeństwem zapewnianym przez dobrze znane otoczenie. Ich również przeraża wszelkie Tam, wszelka zmiana, która może zburzyć ten idealny styl życia.

 

Napięcie pomiędzy ładem i chaosem odzwierciedla się także w warstwie graficznej komiksu. Rysunki Collinsa są… schludne. Oglądając kolejne kadry można wręcz odczuć atmosferę tego wyidealizowanego świata. Wszystko co znajduje się na wyspie Tutaj, wygląda jakby było elementem sterylnej sali chirurgicznej. Mało tego, cała wyspa Tutaj wygląda jak jedna wielka, sterylna i absolutnie symetryczna sala chirurgiczna. Domy, drzewa, ulice, a nawet ludzie sprawiają wrażenie idealnie dopasowanych do życia w takim otoczeniu. Poza utrzymanymi w szarościach rysunkami atmosferę wyspy Tutaj budują również różne formalne eksperymenty stosowane przez autora, który komponuje poszczególne plansze z matematyczną precyzją. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że komiks został narysowany na wyspie Tutaj.

Podsumowując należy stwierdzić, że „Gigantyczna broda, która była złem” to interesujący komiks, który skłania do refleksji, choć chwilami jest może nieco zbyt dosłowny. Wiadomo, że broda to metafora i w niektórych miejscach nie trzeba było tego aż tak bardzo podkreślać. Mimo tej nadmiernej dosadności dzieło Collinsa jest warte uwagi i daje wiele różnorodnych możliwości interpretacyjnych. Każdy może sam sobie szukać odpowiedzi na pytanie, czym jest ta broda, jakie zło symbolizuje i jak można z nim walczyć. Równie dobrze można pójść zupełnie inną drogą i odczytywać komiks nie jako walkę ze złą brodą, ale jako walkę z buntem, różnorodnością, otwartością na zmiany. W przypadku takiej interpretacji, to nie broda symbolizuje zło, ale złe jest wszystko to, co próbuje z nią walczyć. Sama broda zaś może stać się symbolem otwarcia się na to, co nowe. Może nawet symbolem wolności.

Tytuł:Gigantyczna broda, która była złem”

  • Tytuł oryginału: „The Gigantic Beard That Was Evil”
  • Scenariusz: Stephen Collins
  • Rysunki: Stephen Collins
  • Tłumaczenie: Grzegorz Ciecieląg
  • Wydawca: Wydawnictwo Komiksowe
  • Data polskiego wydania: 03.2015
  • Wydawca oryginału: Jonathan Cape
  • Data wydania oryginału: 2013
  • Objętość: 240
  • Format: 215x295 mm
  • Oprawa: twarda
  • Papier: kredowy
  • Druk: czarno-biały
  • Cena: 59,90 zł

Dziękujemy Wydawnictwu Komiksowemu za udostępnienie egzemplarza do recenzji.


comments powered by Disqus