„Lego Ninjago: Podniebni piraci" część 1 i 2 - recenzja

Autor: Miłosz Koziński Redaktor: Raven

Dodane: 11-08-2016 14:45 ()


„Władujmy się więc z buciorami w owe medium!” - zakrzyknęli włodarze LEGO. „Niech dzieciaki chłoną nasz przekaz i niech pragną naszych produktów” - stwierdzili kiwając głowami do rytmu automatu przeliczającego kolejne grube pliki banknotów, wpływające na ich konta. „Jak nazywa się nasza nowa linia klocków?”. „Ninjago” - odpowiedział jeden z młodszych pracowników. „Doskonale!” - rozpromienił się jeden z dyrektorów. „Wszystko ze słowem ninja w tytule jest z góry skazane na sukces. Przy odrobinie szczęścia już wkrótce będziemy pływać w mamonie.”, dodał z miną naukowca, dowodzącego właśnie wyjątkowo skomplikowanej teorii. „Zróbcie z tego serial. Dla młodych dzieciaków.”, dodał w myślach przeliczając przewidywane zyski... I tak, jak mi się wydaję, powstał serial LEGO Ninjago. Czy jednak w produkcję włożono serce, starając się wykreować coś, co można obejrzeć z przyjemnością czy może też z lenistwa posilono się jedynie na pełnometrażową reklamę?

O dziwo, wygląda na to, że w rzadkim przypływie empatii wobec młodego widza, który jest docelowym odbiorcą produkcji (a także w przedłużeniu klientem LEGO), scenarzyści i animatorzy pokusili się o obraz, który NIE jest pędzącą na złamanie karku karuzelą product placement, której celem jest pozostawienie w umyśle malucha niemal podprogowej sugestii pod tytułem „Jestem hiper fajna! Kup mnie, bo musisz mnie mieć!!!”. Nie oznacza to jednak, że Ninjago jest wybitnym serialem dla dzieci, pozytywnie wyróżniającym się na tle innych produkcji przeznaczonych dla tej grupy wiekowej. Przygody naszych pokolorowanych dla łatwiejszego rozróżnienia ninja to tak naprawdę w większej części kalka z tego, co sami znamy z naszych lat dziecinnych, choć podrasowana na potrzeby współczesnego widza. Owszem, możemy się praktycznie zawsze domyślić tego, jak akcja potoczy się dalej, ale nie oznacza to, że nie możemy czerpać satysfakcji z dobrze zrealizowanej produkcji. A taką jest właśnie LEGO Ninjago. Intryg i tajemnic jest w produkcji na tyle, aby przykuć uwagę młodszego widza, a cała historia jest na tyle niegłupia, by nie obrażać inteligencji odbiorcy.

Oczywiście jest to opowieść o tym, jak przyjaźń i inne pozytywne wartości będą ostatecznie w stanie unicestwić zło i pokonać wszelkie przeszkody, ale w tym przypadku nie ma co narzekać na banalność i pewną sztampowość, bo przecież jest to produkcja skierowana do dzieci. Ma zapewnić im rozrywkę, która nie tylko nie rozpuści im mózgów w wirze oprawy audiowizualnej i chaotycznego scenariusza, ale również przekaże informacje na temat pewnych podstawowych wartości. Wiem, co prawda, że zachwycanie się nad przeciętnością Ninjago to trochę tak, jak bicie brawo, bo dwa plus dwa równa się cztery, ale obraz przynajmniej nie stara się udawać czegoś czym nie jest, i chwała mu za to. Niemniej jednak, dla Ninjago zdobędę się na powściągliwy aplauz, głównie ze względu na centralną postać czarnego charakteru – złego dżina Nadakhana. Można by powiedzieć, że w zasadzie to ta postać ciągnie całą produkcję do przodu, będąc motorem napędowym fabuły, stanowiąc świetną przeciwwagę dla bohaterów, a także ze względu na poziom skomplikowania charakteru również znacznie bardziej wielowymiarową figurą niż typowe niemilce, jakie widujemy w kreskówkach.

Niestety ze względu na deficyt uwagi i ponieważ dzieciaki najzwyczajniej nie usiedzą na tyłku, jeśli nie podrzucimy im czegoś co zajmie ich zmysły na dłuższa chwilę, to na samej fabule produkcja dla dzieciaków daleko nie zajedzie i trzeba również zadbać o odpowiednią oprawę audiowizualną. W przypadku Ninjago narzekać na cokolwiek za bardzo nie ma. Niestety, jest też druga strona medalu, zbyt wielu pochwał Ninjago też nie zbierze. Całość produkcji wygląda poprawnie i nie odbiega jakością do tego, do czego przyzwyczaiły nas współczesne telewizyjne produkcje dla dzieci. Oczywiście nie jest to poziom nawet zbliżony do pełnometrażowych produkcji, jakimi raczy nas Disney czy Pixar, ale na tle innych animacji przeznaczonych wprost na dvd lub do telewizji nie ma się czego wstydzić. Mnie osobiści nie do końca podobała się z założenia dość koślawa animacja ludków, podyktowana ich specyficzną „fizjonomią” oraz niezbyt wyszukana scenografia, ale film nadrabia dynamiką pracy kamery i ciekawymi scenami akcji, przy których na żadne z powyższych zbytniej uwagi nie zwrócimy.

LEGO Ninjago to taka „bezpieczna” z różnych względów produkcja. Z jednej strony wiemy, że tak naprawdę cała ta opowieść o ninja, walczących ze złym dżinem, to tylko pretekst by opchnąć jak najwięcej produktów, ale z drugiej nie przeszkadza nam to aż tak bardzo, bo dajemy się ponieść ciekawej wyprawie, na którą ruszamy wraz z interesującymi postaciami. Owszem, jak już napisałem, przeważającą większość tych przygód już kiedyś odbyliśmy, oglądając ten czy inny serial, ale jeśli coś jest dobre, to kolokwialnie mówiąc: „nie trza psuć i na nowo wymyślać koła”. Mojemu dziecku Ninjago pościłbym bez wahania, wiedząc, że zajmie się na tyle by dać mi odpocząć, a jednocześnie nie rozpuści mojej pociesze mózgu.

 

Tytuł: „Lego Ninjago: Podniebni piraci" część 1 i 2

  • Reżyser: Różni
  • Obsada: Animacja
  • Dystrybutor: Galapagos
  • Czas trwania (min.): 110 min.
  • Język oryginału: angielski
  • Lektor: nie
  • Dubbing: tak
  • Nośnik: DVD
  • Typ dysku: DVD-9
  • Dodatkowe nośniki: brak
  • Liczba nośników: 1
  • Dźwięk: Dolby Digital 2.0
  • Region: 2.0
  • Data premiery: 06.2016 r.
  • Cena: 39,99 zł

Dziękujemy dystrybutorowi Galapagos Films za udostępnienie egzemplarza do recenzji.


comments powered by Disqus