„Obłąkani” – recenzja

Autor: Marcin Waincetel Redaktor: Motyl

Dodane: 02-11-2015 10:37 ()


Zakład dla obłąkanych – nazwa, która prowokuje grozę. Zwłaszcza przed wiekami, gdy zgłębianie tajemnic ludzkiego umysłu odbywało się za pomocą barbarzyńskich metod. W takiej scenerii nietrudno jest zaaranżować nastrojowy dreszczowiec, bazujący dodatkowo na motywach noweli Edgara Allana Poe. Jak wykorzystano pomysły amerykańskiego mistrza?

Być może nie jest to kwestia najważniejsza, ale warto uwzględnić sposób adaptacji. Literacki materiał źródłowy, a więc „System doktora Smoły i profesora Pierza” scharakteryzować można jako groteskę komiczną. Poe stworzył coś dalece różnego od swoich klasycznych opowiadań ujętych w formułę czarnego romantyzmu. Niesamowitość ustąpiła miejsca racjonalnemu niepokojowi. Z kolei film „Obłąkani” w reżyserii Brada Andersona jest przykładem grozy, tyle że wydobytej z ludzkiej natury.

Nie mogło być zresztą inaczej, skoro zasadnicza akcja toczy się w szpitalu dla obłąkanych. Ośrodek poznajemy wraz z Edwardem Newgatem, młodym absolwentem medycyny, który trafił tam na praktyki. Miejsce idealne, a to za sprawą nowatorskiej metody leczenia opracowanej przez charyzmatycznego doktora Lamba. Pensjonariusze nie są traktowani jak więźniowie, lecz członkowie wielkiej rodziny. Szaleństwo sprowadza się do poziomu normalności, ekscesy tłumaczy jako nieszkodliwe zachowania. Wszystko jest osobliwe. Budzące trwogę.

Anderson bardzo sprawnie buduje tajemnicę całego widowiska. Odejście od charakteru noweli Poe potraktować można jako świadomy, a przy tym zadowalający zabieg. „Obłąkani” bazują na niuansach, lekkich niedopowiedzeniach, zagadkowych faktach. Perspektywa Newgate’a jest bliska dla widza, pozwala na emocjonalne zaangażowanie w historię podszytą przez bojaźń i trwogę. Źródła tych poruszeń znajdują się w świątyni szaleństwa – u samych podstaw XIX-wiecznej instytucji. Enigmatyczny opis powinien zostać rozszyfrowany jednak samodzielnie.

Dopowiedzenie choć kilku słów zburzyłoby bowiem misterną strukturę całego filmu. Zawieszenia akcji, nieoczywistą puentę. Realizacyjną sprawność wydobyto z szeregu uzdolnionych aktorów. Jim Sturgess jako młody adept medycyny, Michale Caine oraz Ben Kingsley wcielający się w nobliwych, tajemniczych profesorów czy kusząca, lecz skrzywdzona Kate Beckinsale. Z osobą tej ostatniej wiąże się jednak najsłabszy wątek produkcji. Melodramatyczna relacja pomiędzy zakochanymi jest istotna dla zawiązania fabuły, jednak jej tożsamość pozostaje łatwa do identyfikacji.

Kategoria niejednoznaczności najpełniej oddaje chyba ducha „Obłąkanych”. Pod pewnymi względami jest to film szyty na miarę klasycznych wyobrażeń thrillera ulokowanego w staroświeckim anturażu. Scenograficzna troska o detale skrywa w sobie jednak o wiele więcej zagadek. Warto dowiedzieć się jakich. Makabra może być przecież taka pociągająca... Nie tylko za sprawą kobiet.

 

Tytuł: "Obłąkani"

Reżyseria: Brad Anderson

Scenariusz: Joe Gangemi  

Obsada:

  • Kate Beckinsale 
  • Jim Sturgess    
  • Ben Kingsley     
  • Michael Caine
  • David Thewlis         
  • Sinéad Cusack       
  • Brendan Gleeson    

Muzyka: John Debney   

Zdjęcia: Tom Yatsko      

Montaż: Brian Gates  

Scenografia: Alain Bainée 

Kostiumy: Thomas Oláh  

Czas trwania: 112 minut

Dziękujemy Monolith Video za udostępnienie egzemplarza do recenzji.


comments powered by Disqus