„Naznaczony 6”: „Wyjście z mrocznego wymiaru” - recenzja
Dodane: 24-08-2026 20:52 ()
Bieżący rok dla horrorów jest wyjątkowo udany. Obsesja, Hokum czy Backrooms. Bez wyjścia okazały się wielkimi przebojami nie tylko pod względem artystycznym, ale również finansowym. Dorzucając do puli zeszłoroczne Zniknięcia czy Together, można przyznać, że kino grozy nie tyle się odrodziło, co zaczyna nadawać ton współczesnemu kinu. Niskie budżety, anonimowi aktorzy, a przede wszystkim udane scenariusze są gwarantem sukcesu. Jak na tym tle wypada szósta już odsłona Naznaczonego? Niewątpliwie ubogo.
Chyba jedynym powodem, dla którego odgrzebano zakończoną już serię, której poprzednia odsłona na dobre zamknęła wątek Lambertów, była chęć wyciśnięcia jeszcze kilku dolarów z, jakby nie patrzeć, szesnastoletniego cyklu mającego grupę oddanych widzów. Gdyby nie wątek mrocznego wymiaru oraz powracająca do roli Elise Lin Shaye, można by uznać ten film za spin-off, a nie pełnoprawną część cyklu.
Centralną postacią obrazu jest higienistka Gemma, która nie miała łatwego dzieciństwa. Już na wstępie otrzymujemy zarys jej relacji z matką nawiedzaną przez dziwne wizji, których dziewczynka nie rozumie, aż do momentu, gdy sama zaczyna doświadczać podobnych zjawisk. Podczas snu przenosi się do mrocznego wymiaru, którym włada demoniczna postać pragnąca powrócić do realnego świata. Naczyniem mającym jej to umożliwić jest właśnie Gemma. Bohaterka nie tylko ma zdolność przenikania między światami, ale również potrafi przenosić przedmioty z mrocznego wymiaru do rzeczywistości i na odwrót.
Twórcy serii znaleźli pomysł na uatrakcyjnienie fabuły poprzez rozwinięcie postaci wędrowca, który nie tylko przemierza mroczny wymiar w planie astralnej, ale jest również swego rodzaju kurierem mogącym przenosić rzeczy i osoby między światami. Założenie z pewnym potencjałem, ale wykorzystane w sposób niespecjalnie oryginalny.
Nie zmienia to jednak faktu, że seria nie ma wiele do zaoferowania poza kolejnymi kreaturami pragnącymi powrócić do życia, scenami, które niekoniecznie potrafią przestraszyć widza, bo repertuar środków sprowadza się głównie do dość powszechnych jump scare'ów, oraz mało rozbudowanymi postaciami. Niemniej szósta odsłona może pochwalić się niezłym aktorstwem Amelii Eve, a także, jak zawsze, udanie kreowaną przez Lin Shaye waleczną Elise. Co również istotne, film ma dobre tempo i, przymykając oko na scenariuszowe potknięcia czy niezbyt ambitną intrygę, może się podobać miłośnikom kina grozy oczekującym od podobnych produkcji dreszczyku emocji. Pewna scena w przychodni dentystycznej może na długo zniechęcić co mniej odpornych widzów do wizyt u stomatologa. Repertuar trików mających wystraszyć widza mógłby być jednak znacznie bardziej rozbudowany, bo przecież groza to nie tylko wyskakujący znienacka upiór czy muzyka mająca przypominać nam, że oglądamy kino grozy, a nie serial obyczajowy.
Szósta odsłona Naznaczonego nie jest więc filmem przełomowym ani niezapomnianym. Odrobinę poszerza znane już nam uniwersum, ale stosuje zbyt ograne chwyty, aby można było powiedzieć, że jest to coś świeżego. Szkoda, bo jak pokazuje niniejsza odsłona, wciąż istnieje tu pole do eksploracji mrocznego wymiaru. Warto byłoby jednak zająć się tym na poważnie, a nie dopisywać jedynie jakieś skrawki do dotychczasowych osiągnięć serii.
Ocena: 5/10
Tytuł: Naznaczony 6: Wyjście z mrocznego wymiaru
Reżyseria: Jacob Chase
Scenariusz: Jacob Chase
Obsada:
- Amelia Eve
- Brandon Perea
- Maisie Richardson-Sellers
- Lin Shaye
- Sam Spruell
- Joseph Lopez
- Laura Gordon
- Island Austin
Muzyka: Joseph Bishara
Zdjęcia: Dave Garbett
Montaż: Gregory Plotkin
Scenografia: Nick Bassett
Kostiumy: Liz Keogh
Czas trwania: 106 minut
comments powered by Disqus
























