„Buntownik” - recenzja

Autor: Marcin Andrys Redaktor: Redakcja

Dodane: 22-08-2026 21:24 ()


Najnowsza produkcja z Jasonem Stathamem jeszcze przed kinową premierą była prześladowana przez pecha w postaci jakiegoś nierozgarniętego pracownika platformy Amazon Prime. Zamiast zapowiedzi film trafił do streamingu i przez kilka godzin szczęśliwcy mogli zanurzyć się w dynamicznej, acz pozbawionej fabularnych twistów fabule Buntownika. Jak bardzo odbije się to na kondycji finansowej produkcji? Czas pokaże.

Czasem myślę, że te tytuły filmów ze Stathamem są całkowicie zbędne. Po co Pszczelarz, Mechanik, Samotnik, Fachowiec? Czy nie lepiej byłoby je po prostu nazwać: „Statham 1”, „Statham 2”… „Statham 15”? Nie będzie tajemnicą poliszynela stwierdzenie, że większość tych obrazów, pretendujących do miana kina akcji, to po prostu kolejne kopie, z aktorem/bohaterem nawet nie starającym się zmienić czegoś w swoim ekranowym emploi. Wyjątków było niewiele, ale dotyczyły raczej obrazów, w których Brytyjczyk nie grał pierwszych skrzypiec, tudzież cudem scenarzystom wpadł do głowy znośny pomysł (np. Meg).

Buntownik powiela więc schematy poprzednich filmów Stathama, grającego tym razem ochroniarza wziętego biznesmena, który chce sprzedać swoją firmę. Coś idzie jednak nie tak i rzeczony ginie, a o wszystko obwiniany jest – jakże by inaczej – jego bodyguard. Później akcja przenosi się na statek, na którym odkrywamy wraz z bohaterem szemrany handel ludźmi. Rzecz jasna nie może on pozwolić, by oprawcom uszło to na sucho, zwłaszcza że są powiązani z przedwczesnym odejściem na łono Abrahama dotychczasowego szefa dziarskiego ochroniarza.

Trudno nie odnieść wrażenia, że fabuła tego filmu przypomina wiele podobnych produkcji – i tak jest w rzeczywistości. Nie ma tu zaskoczeń czy finezyjnych dialogów, nawet nie pokuszono się o kilka fajnych one-linerów. Pod tym kątem jest przeciętnie. Lepiej wypadają sceny walki, okraszone kilkoma sążnistymi oklepami, a nawet ujęciami odrażających ran ciętych i szarpanych zadanych za pomocą przeróżnych narzędzi. Miłośnicy krwi wszelakiej i ran głębokich, że aż widać odsłoniętą żuchwę, będą usatysfakcjonowani.

Jak wiadomo, w takich filmach chodzi głównie o zemstę, a ta jest osiągana przeważnie siłą i stosem trupów pozostawionych na oceanicznej łajbie. Statham nie wychodzi tu poza swoje standardowe odzywki, niemniej kilka razy udaje mu się uśmiechnąć, a i walka wręcz z jego udziałem wypada nader sprawnie.

To jednak wszystkie atuty Buntownika, który jako półtoragodzinny film na odmóżdżenie powinien znaleźć swój dom właśnie na platformie streamingowej. Wprawdzie amatorzy takich produkcji i wielbiciele talentu brytyjskiego zabijaki odwiedzą kina, pytanie tylko, czy X Muza to w obecnych czasach wciąż miejsce dla przeciętnego kina akcji, które na ekranach, a zwłaszcza w Polsce, zagości najwyżej przez dwa tygodnie.

Ocena: 4/10

Tytuł: Buntownik

Reżyseria: Jean-François Richet

Scenariusz: J.P. Davis, Lindsay Michel

Obsada:

  • Jason Statham
  • Annabelle Wallis
  • Adrian Lester
  • Arnas Fedaravicius
  • Chaneil Kular
  • Tom Christian
  • Roland Møller
  • Lee Charles
  • Jason Wong

Muzyka: David Buckley

Zdjęcia: Martin Ahlgren

Montaż: Matthew Newman

Scenografia: Tim Blake

Kostiumy: Suzie Harman

Czas trwania: 94 minuty


comments powered by Disqus