„Światy H.P. Lovecrafta” tom 1: „Przyczajona groza i inne opowieści” - recenzja

Autor: Miłosz Koziński Redaktor: Motyl

Dodane: 05-08-2026 20:47 ()


Jestem turbofanem Lovecrafta (cóż, jego twórczości, nie człowieka – nie znam typa). Akolitą i Arcykapłanem Bogów Zewnętrznych. Strażnikiem Tajemnic od lat prowadzących badaczy na ścieżce prowadzącej do obłędu. Tu i teraz kroczę nią sam, zanurzając się w „Światy H.P. Lovecrafta – tom pierwszy”.

Album ten stanowi zbiór komiksowych adaptacji czterech opowiadań Samotnika z Providence. Są to „Grobowiec”, „Alchemik”, „Poza murem snu” oraz „Przyczajona groza” – wybór zdecydowanie bardziej nietypowy niż sięgnięcie po swoiste lovecraftowskie „the best of” i narysowanie „Zewu Cthulhu”. Samo to stanowi pewną ograniczoną wartość dodaną, zbudowaną na oryginalności selekcji, ale też nie są to pozycje, które krzyczą „Lovecraft!” i dla czytelników jedynie pobieżnie zainteresowanych mitologią Cthulhu mogą być niezbyt interesujące, rozczarowujące wręcz. Pomimo tego nietypowego wyboru opowiadania te są jednak na tyle ciekawe, by móc wybaczyć autorom, że wybrali właśnie je.

Nie ma tu typowych macek, morskich głębin i złowrogich, nieopisanych, choć wyraźnie inspirowanych stawonogami, istot wymykających się ludzkiemu pojmowaniu. Zamiast tego mamy tu klimat zdecydowanie bliższy gotyckiemu horrorowi czy twórczości Edgara Allana Poego („Grobowiec”, „Alchemik”) lub pewnej prototypowej formie czegoś, co zaistniało w popkulturze jako „slasher” („Przyczajona groza”). Najbliższe temu, co większość z czytelników zna jako „twórczość Lovecrafta”, jest „Poza murem snu”, które jest niemalże niczym protoplasta „Cienia spoza czasu”. Jednak nawet w tym ostatnim klasyczna kosmiczna groza została zamanifestowana jedynie delikatnie.

Co więcej, realia, w jakich osadzono poszczególne historie, uległy relatywnemu uwspółcześnieniu (o plus/minus 30–40 lat), ale nie do końca rozumiem, czemu ten zabieg miał posłużyć – trzon każdej z opowieści pozostaje w zasadzie niezmieniony, ale bohaterowie ubierają się współcześnie, odnoszą się do współczesnych instytucji. Jednocześnie przesunięcie akcji w czasie nie wpływa na historię, nie zmienia jej kontekstu, nie sili się na związany z tym czasowym przeskokiem komentarz. Ot, zamiast bohatera w garniturze z lat dwudziestych ubiegłego wieku mamy protagonistę w jeansach i swetrze.

Poza tą dziwną zmianą album czyta się przyzwoicie. Autorzy wyraźnie starali się wycisnąć, co tylko się da, z wybranego przez siebie materiału źródłowego i nadali mu formę krótkich komiksowych etiud. Każdą z tych krótkich opowieści podzielili dodatkowo na jeszcze krótsze rozdziały, dzięki czemu całość czyta się niemal jak wydanie zbiorcze komiksów publikowanych pierwotnie w odcinkach w jakimś magazynie pełnym pulpowych powieści niesamowitych. Nie wiem, czy recenzowany komiks ukazywał się pierwotnie w tej formie, czy jest to zabieg stylistyczny, ale zdecydowanie wzmacnia to klimat i, rozpoczynając kolejne rozdziały, można poczuć się tak, jak gdybyśmy sięgali po kolejny numer „Weird Tales” czy innego poświęconego fantastyce i horrorowi „szmatławca”.

Wrażenie to podkreśla dodatkowo oprawa, jako żywo wyciągnięta właśnie z takiej publikacji – czarno-biała, o rysunkowym stylu natychmiast przywodzącym na myśl komiksowe szkice z lat pięćdziesiątych. Rysownik wyraźnie postawił na połączenie relatywnego realizmu szkiców z wyrazistością i ekspresją, które mimo to utrzymane są w granicach rozsądku. Poza elementami, które mają być groteskowe w zamierzeniu, brak w postaciach ludzkich czy otaczającym je rysunkowym świecie niezgodnych z realistyczną konwencją wyolbrzymień.

Myśleliście, że skoro nie ma kolorów, to ominie was moja opinia o kolorystyce? Takiego... Ponieważ rysownik bardzo sprawnie operuje przestrzenią negatywną, kontrast między czernią a bielą gra istotną rolę w budowaniu atmosfery, uwypukla charakter szkiców i świetnie podkreśla wizję, pozwalając skupić się nie na barwie, a właśnie na rysunku.

Czy album ten będzie dobrym punktem pierwszego kontaktu dla kogoś, kto chce zanurzyć się w niesamowity świat mitologii Cthulhu? No nie, bo jest w nim jej po prostu tyle, co kot napłakał. Czy pomimo to broni się jako samodzielny byt? Jak najbardziej. Pozwala nam zetknąć się z mniej znaną, ale niemniej intrygującą twórczością Lovecrafta, a jest ona na tyle dobra w tym komiksowym wydaniu, by po prostu chcieć się z nią zapoznać, zamiast odkładać album „bo nie ma wielkich Przedwiecznych”.

Polecam fanom prozy Howarda, miłośnikom oldschoolowych, pulpowych magazynów w klimatach opowieści niesamowitych, ale też czytelnikom, którzy po prostu szukają niezłych opowieści z dreszczykiem.

 

Tytuł: Światy H.P. Lovecrafta tom 1: Przyczajona groza i inne opowieści

  • Scenarzysta: Steven Philip Jones
  • Ilustrator: Octavio Cariello
  • Autor: H.P Lovecraft
  • Tłumaczenie: Robert Lipski, Marcin Andrys
  • Wydawca: Best Comics
  • Data wydania: 03.06.2026 r.
  • Papier: offset
  • Druk: czarno-biały
  • Stron: 112
  • ISBN: 9788398097918
  • Cena: 54 zł

Dziękujemy wydawnictwu Best Comics za udostępnienie komiksu do recenzji.


comments powered by Disqus