„Czarny horyzont” - recenzja

Autor: Miłosz Koziński Redaktor: Redakcja

Dodane: 12-08-2026 20:16 ()


Space opera – opowieść o międzyplanetarnym konflikcie ukazanym na tle ważnych wydarzeń i przemian społecznych. Nie każda taka opowieść jest fajna, ale duża ich część trafia w moje gusta. Dziś serwowana jest mi w formie komiksu. 

Na planecie Kepler-452b odkryto coś niezwykłego – ciągnącą się wokół równika ścianę mroku, tytułowy Czarny horyzont. Można ją przekroczyć, ale nikt nie wie, co się za nią znajduje, ponieważ nikt spoza niej nie powrócił. Wiadomo jedynie, że kryje się za nią źródło potęgi, którego desperacko poszukuje stojąca w obliczu społeczno-energetyczno-przemysłowego kryzysu cywilizacja Kadingirry.

Recenzowany komiks wyraźnie podzielono na dwie fabularne warstwy. W jednej z nich obserwujemy eksplorację obszaru poza ścianą ciemności. To tu kryją się akcja i adrenalina związane z walką o przetrwanie w skrajnie niekorzystnych dla bohaterów okolicznościach oraz intrygująca tajemnica tytułowej anomalii. W drugiej warstwie obserwujemy społeczny konflikt i związane z nim przemiany z perspektywy uciskającego ludność Kadingirry tyrana. To tu autor umiejscawia dramatyzm, socjoekonomiczny komentarz i filozoficzne rozważania na temat wzrostu i upadku cywilizacji.

Oba te wątki autor przeplata niezwykle sprawnie, dzięki czemu w czasie lektury nie można ani poczuć się przeciążonym nieustanną akcją i napięciem, ani przytłoczonym relatywnie statycznymi dywagacjami na rozmaite tematy. W czasie lektury można wpaść w naturalny rytm akcja–dywagacja–intryga–ekspozycja, który sprzyja odbiorowi tej swoistej komiksowej epiki. Zresztą nawet w oderwaniu od siebie wątki te konsumowałoby się nad wyraz dobrze, ponieważ autor umiejętnie dawkuje napięcie, ujawniając kolejne elementy intrygi, i tworzy efektowną oraz oryginalną akcję, która nie opiera się jedynie na „tratatatata, bum bum, zastrzeliliśmy potwora”. Natomiast pytania, które stawia w temacie natury tyranii, kontroli nad społeczeństwem oraz ludzkich dążeń, są na tyle ciekawe, by chcieć dowiedzieć się, co na ich temat sądzą bohaterowie.

Bohaterowie... to w zasadzie mój jedyny zgrzyt, jeśli chodzi o odbiór warstwy fabularnej. Z jednej strony są bardzo wyraziści, ale z drugiej praktycznie każdy z nich zdominowany jest przez jedną cechę lub koncepcję, którą ma uosabiać. W przypadku głównego antagonisty jego nikczemność jest wręcz komicznie wyolbrzymiona. Wszystko to sprawia, że zamiast postaci z krwi i kości bohaterowie sprawiają bardziej wrażenie instrumentów służących przekazywaniu pewnych idei. Pomimo tego historia broni się na tyle intrygą i koncepcjami, które chce zademonstrować, by nie przerywać lektury.

Jeżeli chodzi o oprawę, to chyba w tym miesiącu mam jakąś szczęśliwą passę. Czarny horyzont to kolejny z komiksów, którego szatę graficzną ciężko określić mi inaczej niż „spektakularną”. Rysownik kreuje swój świat barwnymi, nasyconymi plamami koloru wziętymi w ryzy przy pomocy konturu o zróżnicowanej sile – twardego i wyrazistego lub delikatnego, ledwie zauważalnego, ale zawsze takiego, jakiego wymaga dana scena. Zróżnicowana siła konturu oraz barwy o doskonale dobranym kolorze i nasyceniu tworzą spójną, ale jednocześnie pełną wizualnej różnorodności oprawę, która stanowi niezaprzeczalny atut recenzowanej publikacji.

Jednak nawet najlepsze szkice i paleta zdałyby się na nic, gdyby zawiódł obrany przez rysownika styl i kierunek artystyczny. Na szczęście rysownik nie zawodzi i na tym polu – postawił na realistyczny, ale zarazem ekspresyjny styl rysunków i uwielbianą przeze mnie stylistykę quasi-twardego science fiction, przywodzącą na myśl choćby to, co James Cameron zaprezentował nam w Avatarze, a Ridley Scott w Obcym. Niezależnie od tego, czy autor prezentuje nam akurat walkę z groteskowymi monstrami, zapierające dech w piersiach landszafty, ciasne wnętrza futurystycznych lokali czy lądowanie kosmicznego okrętu, każdy z tych rysunków to małe dzieło sztuki zasługujące na to, by oprawić je w ramkę.

Na szczęście komiks ten nie jest stuprocentowym technofetyszyzmem i szkice bohaterów wypadają przynajmniej równie dobrze co oddane z pieczołowitością technologiczne detale. Są ekspresyjne, dynamiczne i oryginalne, dzięki czemu nie ma mowy o pomyleniu jednego bohatera z drugim.

Na przekór tytułowi Czarny horyzont to jeden z najjaśniejszych punktów w tegorocznym komiksowym kalendarzu wydawniczym. To rasowe science fiction, które obok wartkiej akcji i zachwycającej oprawy oferuje socjologiczny komentarz i stawia szereg intrygujących pytań, dających szansę na to, aby zatrzymać się na chwilę i podumać o naturze społeczeństwa w uścisku żelaznej ręki tyrana. Zdecydowanie polecam dzieło duetu Pelaez/Blasco-Martinez każdemu fanowi science fiction, w szczególności tego nieco bardziej ambitnego.

 

Tytuł: Czarny horyzont

  • Scenarzysta: Philippe Pelaez
  • Ilustrator: Benjamin Blasco-Martinez
  • Tłumacz: Paweł Łapiński
  • Wydawca: Lost In Time
  • Data polskiego wydania: 29.06.2026 r. 
  • Objętość: 172 stron
  • Format: 326x246 mm
  • Oprawa: twarda
  • Papier: kredowy
  • Druk: kolorowy
  • ISBN: 9788368346749
  • Cena okładkowa: 130 zł

         

Dziękujemy wydawnictwu Lost In Time za udostępnienie komiksu do recenzji.


comments powered by Disqus