„Venom” tom 3 - recenzja

Autor: Jacek Szeląg Redaktor: Redakcja

Dodane: 20-08-2026 21:25 ()


Al Ewing już od pierwszego tomu udowadnia, że historia Eddiego Brocka może być czymś znacznie bardziej skomplikowanym niż kolejną opowieścią o człowieku połączonym z kosmicznym pasożytem. W jego rękach Venom stał się historią o czasie, przeznaczeniu, tożsamości, dziedziczeniu i konsekwencjach własnych decyzji, balansującą między superbohaterską akcją, horrorem, science fiction i filozoficzną refleksją nad tym, czy człowiek może uciec przed samym sobą.

Największą zaletą pierwszej części tomu jest odejście od klasycznej narracji. Eddie znajduje się poza normalnym porządkiem czasu, a różne wersje jego samego funkcjonują jednocześnie. Ewing wykorzystuje ten zabieg do rozwinięcia motywu tożsamości. Eddie nie jest jedną postacią, lecz wieloma możliwymi wersjami siebie. Najlepszym przykładem jest Meridius – nie zwykły złoczyńca, lecz przyszła, wypaczona wersja Eddiego. Bohater walczy więc z tym, kim sam może się stać. Ewing ponownie pokazuje też, jak dobrze potrafi wykorzystywać mniej pamiętane elementy historii Marvela. Flexo, dawny robotyczny bohater, zostaje włączony do mitologii symbiontów, podobnie jak Toxin przypomina o bardziej klasycznych korzeniach Venoma. Nie są to wyłącznie nostalgiczne ciekawostki – scenarzysta wykorzystuje je do budowania większej, spójniejszej układanki. Ciekawie wypada również Doktor Doom. Jego obecność nie jest zwykłym crossoverem. Doom, podobnie jak Eddie, ma obsesję na punkcie własnej sprawczości i przekraczania ograniczeń. Różnica polega na tym, że Doom chce podporządkować sobie rzeczywistość, podczas gdy Eddie próbuje zrozumieć swoje miejsce w większym mechanizmie. Ich spotkanie staje się więc starciem dwóch sposobów patrzenia na wolną wolę.

Druga część wyraźnie zmienia ton. Dostajemy historię Dylana, Toksyna i Natashy Romanoff, która otrzymuje własnego symbionta. Pomysł „symbiontowej” Black Widow jest prosty, ale bardzo trafny. Natasha zawsze była bohaterką opartą na kontroli, dlatego interesujące okazuje się pytanie, kto właściwie kontroluje kogo. Można wręcz odnieść wrażenie, że to ona stanowi większe zagrożenie dla symbionta niż on dla niej. Dylan pokazuje natomiast, że jest zupełnie innym Venomem niż jego ojciec. Nie jest Eddiem 2.0. Jego relacja z symbiontem ma bardziej wspólnotowy charakter, a on sam zaczyna dostrzegać możliwość stworzenia społeczności symbiontów. Wątek Noname, Brena i Alchemax jest bardziej konwencjonalny, ale dobrze pokazuje, że świat symbiontów stał się czymś większym niż historia pojedynczego bohatera. Jednocześnie ta część jest mniej ambitna od historii Eddiego. Jej znaczenie ujawnia się przede wszystkim w szerszym kontekście serii: symbiont może być pasożytem, partnerem, bronią, więzieniem, dziedzictwem czy narzędziem przekraczania własnych ograniczeń. Natasha, Dylan i Eddie reprezentują różne odpowiedzi na to samo pytanie.

Najważniejszym elementem tomu pozostaje jednak historia Tyro i jego przemiany w Meridiusa. Ewing pokazuje, że nie był on od początku potworem. To kolejna wersja Eddiego, która chce wrócić do syna i zrozumieć swoją sytuację. Dopiero poznanie przyszłości oraz wiedzy oferowanej przez Kanga prowadzi go w stronę władzy. Najciekawsze jest to, że Ewing nie pozwala zrzucić całej winy na przeznaczenie. Meridius sam podejmuje decyzje. Im więcej dowiaduje się o przyszłości, tym mniej interesuje go powrót do dawnego życia, a coraz bardziej – zdobycie kontroli. Staje się więc spełnionym koszmarem Eddiego: dowodem na to, że człowiek może stać się swoim własnym największym wrogiem. Tom jest nierówny i momentami bardzo skomplikowany. Czytelnik nieznający wcześniejszych części serii może mieć trudności z odnalezieniem się w fabule. Historia Black Widow również nie dorównuje poziomem opowieści Eddiego i chwilami sprawia wrażenie bocznego odgałęzienia.

Dla osób śledzących serię od początku sytuacja wygląda znacznie lepiej. Kolejne elementy układanki zaczynają się zazębiać, Meridius przestaje być tajemniczą figurą z przyszłości, a Dylan coraz wyraźniej pokazuje, że można wybrać inną drogę niż jego ojciec. Na uwagę zasługuje również warstwa wizualna. Ramón F. Bachs, Cafu, Julius Ohta, Rafael Pimentel i pozostali artyści tworzą odmienne stylistycznie fragmenty historii. Szczególnie dobrze wypadają sceny kosmiczne, abstrakcyjne oraz te wykorzystujące charakterystyczną, płynną anatomię symbiontów. Ich wygląd świetnie podkreśla tematy utraty kontroli, przemiany i rozszczepienia tożsamości.

W rezultacie trzeci tom Venoma jest dziwny, ambitny i chwilami frustrujący, ale przede wszystkim bardzo pomysłowy. Ewing rozciąga mitologię Venoma do kosmicznych rozmiarów, jednocześnie sprowadzając ją do prostego problemu: człowiek może zmienić swoje przeznaczenie tylko wtedy, gdy jest gotowy zaakceptować odpowiedzialność za własne wybory.

 

Tytuł: Venom tom 3

  • Scenariusz: Al Ewing, Ram V
  • Rysunki: Brian Hitch, Cafu, Ramon F. Bachs, Ken Lashley, Julius Ohta
  • Tłumaczenie: Zofia Sawicka
  • Data wydania: 15.07.2026 r.
  • Wydawnictwo: Egmont
  • Druk: kolorowy
  • Oprawa: miękka ze skrzydełkami
  • Format: 167x255 mm
  • Stron: 240
  • ISBN: 9788328175723
  • Cena: 99,99 zł

 Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie komiksu do recenzji


comments powered by Disqus