„Krzyk 7” - recenzja

Autor: Marcin Andrys Redaktor: Redakcja

Dodane: 26-02-2026 22:10 ()


Po trzydziestu latach od premiery kultowego Krzyku Wesa Cravena zabójca z Woodsboro znów daje o sobie znać. Dwie ostatnie odsłony serii mocno zreinterpretowały slasherową formułę, wprowadzając świeżą krew i nową energię twórczą. Zapewne siódma część utrzymana byłaby w podobnym tonie, gdyby nie zawirowania za kulisami, czyli zwolnienie Melissy Barrery oraz odejście Jenny Ortegi znacząco zmieniły kierunek projektu. Czy film na tym stracił? Moim zdaniem nie. Pozwoliło to Kevinowi Williamsonowi, scenarzyście oryginału, stanąć za kamerą i powrócić do korzeni serii. Podobno siódemka to szczęśliwa liczba. 

Nie jest to jednak bezrefleksyjne odcinanie kuponów. Williamson porządkuje mitologię, kierując narrację ku pierwotnemu dziedzictwu, które wyrosło z traum Sidney Prescott, a nie ku temu „przyszywanemu”, zaproponowanemu przez twórców dwóch poprzednich części. Krzyk 7 to świadoma podróż w przeszłość. Film jest bardziej stonowany, napięcie budowane jest stopniowo, zamiast nieustannie podkręcane kolejnymi sekwencjami ataków. Kamera zatrzymuje się na twarzach bohaterów, na ich wymownych spojrzeniach i wzajemnych podejrzeniach. Twórcy umiejętnie mylą tropy, choć już od jednej z najlepszych scen otwarcia w całym cyklu sugerują, że zło sprzed trzech dekad nigdy nie zostało w pełni pogrzebane. Ta oczywistość bywa podawana w wątpliwość, aby utrzymać widza w stanie niepewności, a także działa niemal do samego finału. Nie jest on może wielkim rozczarowaniem, ale bez wątpienia stanowi najsłabszy element fabuły. Motywacja zabójcy wydaje się naciągana, jakby zabrakło ostatniego, mocnego szlifu.

Powrót Neve Campbell do roli Sidney Prescott (tu już jako Sidney Evans) udowadnia, że królowa krzyku jest tylko jedna. Jej bohaterka dojrzała, jest mniej naiwna, bardziej świadoma i gotowa zrobić wszystko, by chronić rodzinę. Pojawienie się Ghostface’a nie burzy jej świata. Przeciwnie, Sidney wydaje się przygotowana na najgorsze. Ma w zanadrzu kilka sztuczek i nie waha się sięgać po brutalne rozwiązania. W tej odsłonie przypomina momentami Laurie Strode. Jest wojowniczką zahartowaną przez traumę. Relacja matki z córką stanowi emocjonalny rdzeń filmu. Wpisanie jej w ramy scen subtelnie nawiązujących do oryginału dodaje całości pikanterii. Liczba easter eggów i odniesień do poprzednich części jest imponująca. Dla zagorzałych fanów cyklu będzie to prawdziwa uczta. Na ekran powraca również Courteney Cox jako Gale Weathers. Jej wejście należy do najmocniejszych w całym cyklu, a chemia między nią a Sidney pozostaje naturalna i wiarygodna. Córka Sidney także nie jest jedynie tłem dla wydarzeń, przechodzi zauważalną przemianę i wydaje się gotowa, by w przyszłości przejąć pałeczkę po matce.

W przeciwieństwie do polowania w Nowym Jorku znanego z Krzyku VI tutaj nie ma miejsca na chaotyczne gonitwy i kuriozalne sceny balansujące na granicy wiarygodności. Ograniczono także męczące meta-tyrady bohaterów analizujących, czy mają do czynienia z requelem, remakiem czy kolejną wariacją gatunkową. Ten zabieg bawił, gdy Randy z pasją i błyskiem szaleństwa w oczach wykładał zasady horroru. W nowoczesnej mowie nerdów było to jedynie fabularną watą wyniesioną do rangi błyskotliwej, przemądrzałej gadki. Williamson postawił na spokojniejszy ton i przeniósł akcję z dala od wielkiej metropolii. Małomiasteczkowa sceneria potęguje uczucie osaczenia i klaustrofobii. Bohaterowie czują się jak w matni, bez realnej pomocy z zewnątrz. Reżyser buduje grozę subtelnie poprzez mrok spowijający uliczki, przez nieoświetlone zakamarki, przez cień, który może zwiastować nadejście upiora… albo być tylko złudzeniem. Atmosfera przywodzi momentami na myśl Haddonfield, nie wprost, ale w sposobie operowania kamerą.

Twórcy udowadniają, że siódma odsłona kultowego slashera może być spójna, przemyślana i zakorzeniona w mitologii cyklu. Film świadomie czerpie z najlepszych elementów serii, oddaje hołd oryginałowi i gra na nostalgicznej nucie, nie popadając przy tym w tani sentymentalizm. A to, że Ghostface jeszcze powróci, wydaje się bardziej niż pewne.

P.S. Dla uważnie śledzących napisy w kinie, autorowi polskiej wersji językowej, jak i dystrybutorowi należą się baty za Teksaską masakrę piłą mechaniczną. Taki brak szacunku dla obrazu, który wszystko zapoczątkował.  

 

Tytuł: Krzyk 7

Reżyseria: Kevin Williamson

Scenariusz: Kevin Williamson, Guy Busick

Obsada:

  • Neve Campbell
  • Courteney Cox
  • Isabel May
  • Jasmin Savoy Brown
  • Mason Gooding
  • Roger Jackson
  • Joel McHale
  • Celeste O'Connor
  • Mckenna Grace
  • Matthew Lillard

Muzyka: Marco Beltrami

Zdjęcia: Ramsey Nickell

Montaż: Jim Page

Scenografia: Lynne Mitchell

Kostiumy: Leigh Leverett

Czas trwania: 114 minut


comments powered by Disqus