„Ta teksańska krew” tom 1 - recenzja

Autor: Wojciech Wilk Redaktor: Redakcja

Dodane: 22-02-2026 21:50 ()


Na Ta teksańska krew napaliłem się jak szczerbaty na suchary. Nowa pozycja ze stajni KBOOM od razu zwróciła moją uwagę, a do tego serwuje solidny zestaw motywów: zmęczony życiem szeryf, moralna szarość, duszna atmosfera i Teksas skąpany w ostrym słońcu. Komiks noir jak się patrzy.

Głównym bohaterem jest Joe Bob, starszawy szeryf (w Polsce grzałby już emerytalną ławeczkę), który z niejednego pieca jadł chleb i niewiele jest w stanie go zaskoczyć. Żyje trochę z rozpędu, pod okiem żony pilnującej jego zdrowia. Gdy dochodzi do morderstwa jednego z lokalnych mieszkańców, prowadzi śledztwo bez zbędnych emocji. Równolegle poznajemy Randy’ego, pisarza wracającego w rodzinne strony po śmierci brata, i wtedy zaczyna się robić naprawdę ciekawie.

Chris Condon dobrze radzi sobie z budowaniem świata i postaci. Nie potrzebuje przydługich tyrad, żeby oddać charakter bohaterów, a drugoplanowe postaci potrafią zapaść w pamięć. Autor stawia bardziej na nastrój niż na fabularne fajerwerki, co w dużej mierze wychodzi mu na dobre. To właśnie klimat jest najmocniejszą stroną tej historii: powolny, duszny, momentami przytłaczający, jak powietrze przed burzą gdzieś na zapadłej prowincji. Czuć zmęczenie bohaterów, ich rezygnację i świadomość, że pewnych spraw nie da się już naprostować. 

Twórca dobrze rozumie konwencję noir i potrafi opowiadać oszczędnie, zostawiając miejsce na niedopowiedzenia. Nie wszystko jest tu podane wprost, co działa na plus. Problem pojawia się wtedy, gdy za tą oszczędnością nie zawsze idzie coś więcej. Historia bywa momentami zbyt zachowawcza, jakby bała się zrobić krok dalej i naprawdę czymś zaskoczyć. Z kolei Jacob Phillips wykonuje solidną robotę w budowaniu atmosfery. To nie jest rysunek, który powala detalem, ale dobrze oddaje emocje i brud tego świata. Najlepiej wypadają momenty, w których kolor zaczyna grać pierwsze skrzypce, wówczas komiks naprawdę łapie swój rytm.

Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że to komiks mocno zapatrzony w twórczość Ed Brubakera i jego opus magnum, czyli Criminal. Inspiracja sama w sobie nie jest niczym złym, ale tutaj jest aż nazbyt widoczna. Condonowi brakuje tej naturalności, którą Brubaker umie osiągnąć bez wysiłku. Największym zarzutem wobec tej historii pozostaje brak wyraźnej tożsamości i samodzielności.

Podsumowując, Ta teksańska krew to tytuł, który czyta się z przyjemnością, ale trudno nazwać go niepowtarzalnym. Można go docenić bardziej za konsekwencję i klimat niż za oryginalność. Jeśli lubicie spokojnie poprowadzone, trudne historie o ludzkich słabostkach i bohaterach, którzy dawno minęli punkt, gdy wszystko dało się jeszcze naprawić, warto spróbować. Jeśli jednak szukacie czegoś świeżego albo wybijającego się ponad gatunek, możecie poczuć niedosyt.

 

Tytuł: Ta teksańska krew tom 1

  • Scenariusz: Chris Condon
  • Rysunki: Jacob Phillips
  • Data wydania: 12.02.2026 r.
  • Wydawnictwo: Kboom
  • Tłumaczenie: Bartosz Czartoryski
  • Druk: kolorowy
  • Oprawa: miękka
  • Format: 170×260 mm
  • Stron: 168
  • ISBN: 978-83-975826-4-4
  • Cena: 79 zł

Dziękujemy wydawnictwu KBOOM za udostępnienie egzemplarza do recenzji.


comments powered by Disqus