Najbardziej oczekiwana gra roku 2010 to:
Star Wars: The Old Republic16%
Wiedźmin 216%
Nie gram w gry komputerowe13%
StarCraft 211%
Mass Effect 28%
Assassin's Creed 28%
Mafia 25%
Żadna z powyższych5%
Fallout: New Vegas5%
Batman: Arkham Asylum 25%
All Points Bulletin3%
Star Trek Online3%
Dead Space 23%
Battlefield: Bad Company 20%
BioShock 20%
Max Payne 30%
Rage0%
Alan Wake0%
Kane & Lynch 2: Dog Days0%
oddano 38 głosów

archiwum









Login:

Hasło:

 autologowanie


rejestracja
zapomniałeś hasła?
Konkurs "Hellboy: Opowieści niesamowite"

Wydawnictwo Egmont Polska i Serwis Paradoks zapraszają do wzięcia udziału w konkursie  "Hellboy: Opowieści niesamowite" z okazji premiery komiksu w Polsce. więcej...


Chapter 1: LOVE - Konkurs!

Serdecznie zapraszamy do wzięcia udziału w następnym konkursie. Tym razem do wygrania dwie wejściówki na konwent Chapter 1: Love! więcej...


Konkurs "Martha Washington"

Wydawnictwo Egmont Polska i Serwis Paradoks zapraszają do wzięcia udziału w konkursie  "Martha Washington" z okazji premiery w Polsce komiksu Franka Millera i Dave'a Gibbonsa.więcej...


"Decathexis" - konkurs

Serdecznie zapraszamy do wzięcia udziału w konkursie zorganizowanym wspólnie z wydawnictwem Grasshopper. Zabawa dotyczy nowej powieści Łukasza Śmigla.więcej...


"Świt" - konkurs na opowiadanie

Serdecznie zapraszamy do wzięcia udziału w nowym konkursie. W tej zabawie uczestnikom przyjdzie napisać fantastyczne opowiadanie. Sponsorem nagród jest wydawnictwo Fabryka Słów!więcej...


Kliknij, aby przejść do Paradoksowego Kalendarium Konwentowego
Widok: treść | komentarze
Recenzja książki "Requiem dla Europy" Pawła Kempczyńskiego
Dodano: 29-04-2008 11:45
Odsłon: 1197
Autor: Krzysztof Księski
Redaktor: druzila

  Dość przypadkowo wpadła mi ostatnio w ręce książka Pawła Kempczyńskiego „Requiem dla Europy". Byłem w Rzeszowie na R-konie 2008 i prowadziłem spotkanie z Olą Janusz. Zaraz potem odbyło się spotkanie z Paradoksem przeze mnie prowadzone i niejako siłą rozpędu zostałem na spotkaniu autorskim z nowym autorem Supernowej. Kempczyński był w stanie w krótkim czasie zainteresować nas, a przynajmniej mnie swoją powieścią, jak również planami literackimi na przyszłość. Postanowiłem zatem sięgnąć po lekturę, tym bardziej, że trafiła mi się okazja nabyć ją po okazyjnej cenie.

Pierwsze wrażenie niespecjalnie zachęca do lektury. Okazuje się jednak, że przeciętna okładka i przeciętne liternictwo kryją bardzo interesującą powieść, ale o tym później. Czterysta stron gęsto zapisanych - tak, to solidna porcja literatury spod znaku fantastyki bliskiego zasięgu. Kontynuując klasyfikowanie omawianego utworu mogę skonstatować, iż mamy do czynienia z próbą odświeżenia popularnego szczególnie w latach osiemdziesiątych w Polsce (Janusz A. Zajdel, Edmund Wnuk-Lipiński) oraz w następnej dekadzie (Rafał A. Ziemkiewicz) gatunku political/social fiction.

Lekturę rozpocząłem zaraz po powrocie z konwentu. Nawał spraw nie pozwolił mi na jej błyskawiczne połknięcie, tym bardziej, że książki nie czyta się jednym tchem. Nie oznacza to jednak, że styl jest ciężki, mało przyjemny. Jest zupełnie odwrotnie. Po prostu mamy do czynienia z dziełem „mięsistym", z wyraźnym przesłaniem, a nie lekką, łatwą i przyjemną papką, który władujemy do głowy w jeden wieczór, a po tygodniu nie będziemy nic pamiętać, z imieniem głównego bohatera włącznie.

Kempczyński wprowadza czytelnika w świat Europy mniej więcej połowy XXI wieku. Miejscem zdecydowanej większości opisanych wydarzeń czyni Berlin - jedną z największych metropolii kontynentu. Jako głównego bohatera tworzy zdegradowanego pilota, weterana wielu misji humanitarnych - Huberta Jugenmanna. Poznajemy go będącego niemal na dnie - żona go opuściła, nie ma pracy, mieszka w kawalerce przypominającej norę i każdego dnia zastanawia się, co dalej. Postać pilota jest zaprezentowana bardzo przekonująco. To człowiek z krwi i kości, pełen zalet i wad, mający własne natręctwa i zwyczaje - po prostu prawdziwy homo sapiens. Do tego jest facetem - raczej typem macho, choć zdolnym do romantycznych uniesień. A to w powieści ma fundamentalne znaczenie.

Powieść bowiem jest prawicową dystopią. Przedstawieniem ponurej wizji przyszłości Europy, zmienionej pod wpływem prądów myślowych wyraźnie dostrzegalnych we współczesnym świecie. Dominują z jednej strony feminizm i skrajny relatywizm kulturowy wpadający w permisywizm, a z drugiej islamizm oraz społeczny (bo w zasadzie nie prawny) rasizm wobec białej rasy, chrześcijaństwa i płci męskiej. Homoseksualizm jest nie tylko akceptowany, ale nawet uprzywilejowany w porównaniu z heteroseksualizmem. Biali mężczyźni zostają powszechnie umieszczeni w obozach resocjalizacyjnych, gdzie mają odpokutować za wieki prześladowań, jakie z ich strony spotkały kobiety i inne kultury oraz nauczyć się życia w urządzonym na nowo społeczeństwie miłości i tolerancji. Zjednoczoną Europą - kieruje Wielka Matka - pani prezydent. Władzę sprawują wyłącznie kobiety. To państwo totalitarne, pełne dysproporcji majątkowych, niesprawiedliwości społecznej i braku konsekwencji na każdym kroku. Zaś władza sądownicza sprawowana jest nie w oparciu o zasadę terytorialności prawa, ale osobowości prawa. Skutkiem tego ludność napływowa z Afryki i Azji - stanowiąca większość społeczeństwa futurystycznej Europy, jest sądzona według swoich praw, często zwyczajowych, nie zmieniających się przez wieki, które moglibyśmy z naszej perpektywy określić prymitywnymi.

W takiej rzeczywistości przyszło żyć Hubertowi Jugennmannowi. Jak widać należy on do jednej z bardziej upośledzonych obyczajowo warstw społecznych - jest autochtonem, białym mężczyzną wyrzuconym z sił lotniczych za niesubordynację wobec dowódcy - kobiety. Problemy z alkoholem, samotność, depresja i bezradność to cechy, które u niego dominują. Stoi na skraju przepaści. Alternatywą jest albo samobójstwo albo trafienie do obozu resocjalizacyjnego. Na awans społeczny nie ma szans. Okazuje się, że jednak ktoś wyciąga ku niemu rękę. Zostaje wplątany w spisek, mający za zadanie normalizację rzeczywistości. Jak sobie poradzi? Odsyłam do książki i mogę zapewnić, że nie pożałujecie.

Fabuła powieści jest niezwykle interesująca. Bez przerwy niemal coś się dzieje. Nieliczne luki w akcji zapowiadają jedynie burzę, która po nich nastąpi. Wszystko pisane jest w pierwszej osobie, z perspektywy głównego bohatera. Dzięki temu możemy utożsamić się z nim i poglądami, które wyznaje. Często podczas lektury otrzymujemy całą gamę przemyśleń pilota, które nadają głęboki i przekonujący obraz jego psychiki. Świat widzimy oczami bohatera, co pozwala na dostrzeżenie nie tylko niuansów szarej rzeczywistości, ale również na ich prawidłową ocenę. Skrajne, wypaczone ideologie, które zmieniły rzeczywistość mają być przestrogą dla nas, nauczką, że pewne idee i programy polityczne w swojej skrajnej postaci nie tylko nie wprowadzają nic dobrego, ale przeciwnie - mogą być odpowiedzialne za wielkie zło. Wprowadzone na siłę, unieszczęśliwiają ludzi, a nie sprzyjają ich wielowymiarowemu rozwojowi.

Dlatego już teraz, gdy kolejne koncepcje znajdują posłuch w jednoczącej się Europie, należy zadać sobie pytanie - dokąd to wszystko zmierza? Na ile treści nurtu feministycznego mają znaleźć swoje odzwierciedlenie w prawie i obyczajach? Gdzie leżą granice relatywizmu kulturowego, w tym relatywizmu moralnego? Jak radzić sobie z problemem migracji ludzi z całkowicie odmiennych kręgów kulturowych na Stary Kontynent? To tylko kilka pytań, na jakie odpowiedzieć musi współczesność - nie tylko politycy i myśliciele, ale także każdy z nas. Bowiem to problemy niezwykle aktualne.

Nie musimy zgadzać się z poglądami autora, które z pewnością można odebrać jako kontrowersyjne. Myślę, że Kempczyński nawet tego nie chce. Przerysowując wiele elementów przedstawionej rzeczywistości, autor prowokuje, aby zachęcić czytelnika do myślenia, do zastanowienia się nad naszym światem, do zajęcia stanowiska wobec procesów, które w nim zachodzą.

Fabuła zaskakuje wielokrotnie. Autor wprowadza sporo wątków, które mają na celu zmylenie czytelnika, zaskoczenie go rozwojem wydarzeń. Poza nielicznymi wyjątkami, udaje mu się to znakomicie. Interesujący, choć kontrowersyjny świat, krwiste postaci, wciągająca akcja - książka jest pełna zalet. Do tego otrzymujemy jeszcze parę zadziwiających pomysłów na rozwiązanie niektórych wątków, wyjętych iście z dzieł Machiavelliego.

Styl też jest bardzo dobry. Na początku, co prawda, był dla mnie odrobinę zbyt poetycki, trochę zanadto przepełniony rozbudowanymi przenośniami, jednak szybko się do niego przyzwyczaiłem. Świetnie pasuje do głównego bohatera, bowiem „Requiem dla Europy" jest przecież czymś w rodzaju jego opowieści. Mówiąc ogólnie, mogę stwierdzić, iż otrzymujemy tekst dobry, gdzie zarówno narracja, jak i dialogi stoją na wysokim poziomie. Dzięki temu książka wciąga od początku do końca. W trakcie lektury okazuje się, że będzie również część następna. Drugi tom zatytułowany „Hekate" ma nawiązywać do statku kosmicznego, którym grupa kosmonautów wraz z Jugennmannem wyruszy by eksplorować odległe przestrzenie kosmiczne. Z pewnością po nią sięgnę, gdyż pierwsza część okazała się znakomita.

„Requiem dla Europy" zaskoczyła mnie zupełnie. Co prawda na spotkaniu autorskim zachęcono mnie skutecznie do sięgnięcia po lekturę, jednak nie spodziewałem się, że będzie to aż tak dobre. Wydaje mi się, że to jedna z ważniejszych książek w polskiej fantastyce ostatnich lat. Należy do tego nurtu książek, które nie tylko mają opowiedzieć ciekawą historię i zabawić czytelnika, ale mają dodatkowe walory. Przez cały tekst prześwieca wizja autora, nakłaniającego czytelnika do refleksji, pragnącego przedstawić swoją koncepcję rzeczywistości. Cieszy, że powstała taka powieść, szczególnie, że niewiele podobnych na rynku. Tym bardziej więc polecam ją każdemu. Naprawdę warto.

 

Tytuł: Requiem dla Europy

Autor: Paweł Kempczyński

Wydawca: Supernowa

Data wydania: 09.11.2007 r.

Wymiary: 125 × 195 mm

Cena: 31,50 zł

 

Średnia ocena: - (0 głosów)


jast(19-11-2009 15:34)
Nie jest źle, ale konstrukcja świata strasznie życzeniowa i pobieżna. Po skasowaniu chrześcijaństwa i kultury patriarchalnej feministki i muzułmanie po prostu muisieliby rzucić sobie do gardeł, chyba, że jakiś bardzo konkretny wróg zewnętrzny wymusiłby dalszą kooperację. No i główny bohater z jednej strony opisywany jest jako prawdziwy facet i gość o jajach ze stali a przez całą książkę zachowuje się jak miękka buła i dupa wołowa, nijaki jest do obrzydzenia. W przeciwieństwie do postaci drugoplanowych. Bardzo zacne niektóre fragmenty, np o obywatelskiej samoobronie. Ale ogólnie - Lewandowski w opowiadaniach a Oramus i Jęczmyk w publicystyce pisali w zasadzie to samo a znacznie lepiej.
murgen(03-09-2008 13:12)
Miałem wątpliwą przyjemność poznania autora na konwencie Polkon 2008. Obawiam się, że skończy jak niesławny Przewodas - Konrad Lewandowski. Pominę milczeniem niestosowne teksty i uwagi w kierunku publiczności, ale największy śmiech (dosłownie) na sali wzbudziła deklaracja pisarza, że fantastykę naukową trzeba pisać po to tylko, aby prezentować tam wynalazki dające się wykorzystać praktycznie. Inna fantastyka naukowa nie jest istotna.
Poza tym kilkukrotnie przeczył sam sobie. Być może książki ma dobre - nie czytałem - ale nie polecam w takim razie miłośnikom jego twórczości spotykania się z autorem, bo to może tylko pogorszyć odbiór.
marzan(20-07-2008 21:36)
Po lekturze pierwszej ćwiartki poczułem się rasistą. Potem omal nie przestałem lubić kobiet. Na wszelki wypadek wyjaśniam: to nie zarzuty. Co by o autorze nie mówić, napisał książkę, która PORUSZA a to już ogromny plus, bo większość współczesnej polskiej literatury USYPIA. No i tematyka, jakże ważna i jakże przemilczana: wpuszczać do kraju tych obcych, innych, kolorowych, czy bronić się przed nimi. Mniejsza o odpowiedź, chodzi o to, by na początek dyskusję podjąć, a tę "Requiem" niewątpliwie inspiruje. A że autor przegiął? Cóż, to fantastyka w której kanon wpisane jest przejaskrawianie i przesadzanie, czasem po granice groteski.
Mikado(24-06-2008 20:26)
Ja podobnie jak Siman, przez Dukaja nie brałem książki do ręki, ale dobrzy ludzie mi podpowiedzieli. Uważam jak powyżej, że to jedna z najlepszych fantastyk w naszej literaturze. Zupełnie orginala i wciągająca na maxa.
Git(05-05-2008 14:25)
Krzyś-Miś

No dobra, umówmy się ze to pogranicze tych dwu, naturalnie zresztą przenikających się wzajenmie najczęsciej - gatunków.

Druzilla

Mówisz że feminizm z islamizmem są rozbieżne?:) To spójrz na zachodnią Europę, Skandynawię zwłaszcza. Łączy je atak na chrześcijańską kulturę, z innymi "izmami" zresztą też. Według lewactwa wszystko co antychrześcijańskie, i w ogóle - antyeuropejskie, w sensie kulturowej spuścizny - jest dobre.
Krzyś-Miś(05-05-2008 13:53)
Jedno nie przeszkadza drugiemu. Uważam, że całość posiada elementy groteskowe, ale groteską z pewnością nie jest, dystopią zaś bez wątpienia.
Git(05-05-2008 13:11)
Siman

Dukaj strasznie jakoś, mam wrażenie, nerwowo zareagował na powieść Kempczyńskiego, bardzo osobiście. Czy to normalne by uznany autor(nie krytyk), tak atakował drugiego, zwłaszcza debiutanta? Czyniąc to niby w szerszym kontekście, rozważań na temat prawico/lewico - skrętności literatury s-f, wyraźnie jednak stara się zdeprecjonować tę właśnie książkę.
Czyżby w obawie o swoją pozycję przed wschodzącym konkurentem?
Nietrafnie też jak sądzę kwalifikuje gatunek, według mnie to bardziej groteska niż dystopia.
Niewierny Tomasz(02-05-2008 14:13)
Nie wiem, czy to jakaś dystopia (pierwsze słyszę), czy coś innego. Ale powieść jast kapitalna. Ja ją czytam teraz scenami i ciągle powracam. Powaliła też kilku moich znajomych. Szkoda, że nie miała żadnej reklamy i info o Kempczyńskim rozchodzi się pantoflowo.
Krzyś-Miś(01-05-2008 12:13)
Skoro różne osoby mogą zobaczyć w tym dziele różne rzeczy, to chyba świadczy o nim jak najlepiej, nie sądzicie?
Basia Trz.(01-05-2008 02:57)
Czytałam, już panowie zaczynacie te swoje mądre gadki, a ta powieść to prosty romans. Jak Hubert z Adą tańczyli w knajpie tango, to ryczałam z godzinę. To najbardziej kultowa scena z tej powieści, a tak wogóle to autor jest chyba bardziej muzykiem niż pisarzem.
grafika: Fedor i Kuna