„Showman Killer – wydanie zbiorcze” - recenzja

Autor: Przemysław Mazur Redaktor: Motyl

Dodane: 22-07-2018 23:12 ()


Nie śmiąc wnikać w szczegóły metryki Alejandro Jodorowsky’ego oraz dodawać mu niezasłużonych lat trudno nie zauważyć, że do przesadnie  młodych wiekiem autorów rzeczony nie należy. A jednak mimo tego zdaje się on nie tylko nic nie tracić z cechującej go w toku jego reżyserskiej aktywności energii, ale wręcz intensyfikuje swoją twórczość. „Królewska krew” czy „Synowie El Topo” to tylko pierwsze z brzegu przejawy owej kreacyjnej nadpobudliwości. Do tego w co najmniej dobrym stylu czego przejawem jest kolejna jego inicjatywa osadzona w uniwersum Incala. 

„Showman Killer” (bo o tym tytule mowa) raz jeszcze przenosi fanów dokonań „Arcymaga Wielkiego Ekranu” ku niemal nieskończonym przestrzeniom wykreowanego przezeń konglomeratu wszechświatów. Tym razem oś fabularna oparta została o losy tytułowego osobnika, efektu osobliwej hodowli wyzutego z choćby resztek wyższych uczuć doktora Kurkolana. „Wyprodukowany” na zmiennokształtnego „super-zabójcę” władnego do fizycznej eliminacji w bezpośrednim starciu wielotysięcznych armii ma sobie nie mieć równych w całej galaktyce. Brzmi znajomo? Nieprzypadkowo. Trudno bowiem nie dopatrzyć się w osobie Showman Killera parafrazy Bezimiennego z być może najbardziej udanego cyklu pióra tzw. Jodo, tj. „Kasty Metabaronów”. Podobne są też założenia ogólne tej serii, jako że jej główny protagonista zostaje wplątany w rozległą intrygę związaną z próbą pozbawienia władzy nad galaktyką legalnej dynastii. Reprezentujący ją omnimonarcha zdaje się nieświadomy wagi zagrożenia, lokując swoje zaufanie w zdecydowanie nietrafionych osobistościach. Tym sposobem powiernikiem najcenniejszego dlań „zjawiska” zostaje nie kto inny jak Showman Killer. Ta sytuacja jest o tyle kuriozalna, że z założenia jego egzystencja służyć miała zupełnie innym zadaniom niż roli niańki imperialnego dziedzica.

Oczywiście można zgłaszać różnego typu żale i pretensje, w myśl których Jodorowsky na okrągło przetwarza te same schematy i motywy, do „znudzenia” cytując samego siebie. I faktycznie na stronicach tej trylogii odnajdujemy parafrazy/trawestacje czy to Anomalii z „Megalexu” czy „Incala”. Jak już chwilę temu wspominano, tytułowy bohater to de facto przemodelowany Metabaron w swojej złagodzonej i wzbogaconej o nieco humorystyczny rys odmianie, w bliskim tle dają o sobie znać przedstawiciele wpływowego zakonu Technokapłanów, a polityczny ład w galaktyce jako żywo przypomina monarchiczną despocję tzw. boskiego androgyna. Żaden to jednak zarzut, skoro akcja utworu została osadzona w tej samej przestrzeni przedstawionej (chociaż na innym odcinku chronologicznym), a nade wszystko jej „kosmokreator” niezmiennie wykazuje w zakresie scenopisarstwa bardzo dobrą formę. Pełne rozmachu historie, dosycone sekwencjami kosmicznych bitew, dworskimi intrygami oraz pozaziemskimi plenerami to wbrew pozorom wciąż cieszące percepcje licznego grona czytelników elementy składowe, którymi chilijski autor dysponuje ze znaczną wprawą. Nawet jeśli nawiązania do najwyraźniej bardzo przezeń cenionej „Diuny” Franka Herberta (by wspomnieć choćby odniesienia do oneironautycznych bogiń jako ewidentnie inspirowaną wspólnotą Czcigodnych Macierzy tudzież Sióstr Bene Gesserit) są niekiedy aż nazbyt łatwo uchwytne, a realia wszechświatów kreowanych sprawiają wrażenie, jakby stanowiły pochodną kolejnej sesji Tarota, to jednak twórcze szaleństwo (w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu tego sformułowania) konceptów Jodorowsky’ego wciąż emanuje fabularną nośnością poszerzającą zasięg i tak już rozległego uniwersum Incala. Stosowane przezeń warianty znanych z wcześniejszych odsłon tej sagi motywów nie rażą wtórnością. Chociażby główny bohater, mimo ogólnego „pokrewieństwa” z Bezimiennym oraz zabójczej wręcz skuteczności w najemniczym fachu, w gruncie rzeczy w większym stopniu wzbudza skojarzenia z przerośniętym klaunem niż wzbudzającym powszechny postrach pogromcą wielotysięcznych armii (choć gwoli ścisłości momentami jest tu nie mniej krwawo i brutalnie niż m.in. na kartach „Technokapłanów”). Tym samym miast domniemanej wtórności Jodorowsky proponuje kolejne „ogniwo” w liczących sobie miliony lat dziejach tegoż uniwersum.

Jak zawsze w przypadku oferty Scream Comics znakomicie prezentuje się forma edycji tego tytułu. Podobnie jak przy okazji zbiorczych wznowień m.in. „Incala” i „Przed Incalem” także i ten zbiór uposażono w solidną, lakierowaną okładkę oraz powiększony względem frankofońskiego standardu format. W przypadku utworów sygnowanych przez rzeczonego scenarzystę owa taktyka poligraficzna sprawdza się wręcz idealnie. Wszak na planszach cykli osadzonych w „Jodoversum” nie brak szerokokątnych kadrów ukazujących m.in. międzyplanetarne przestrzenie, odległe słońca i powierzchnie światów pokrytych metaliczno-szklistymi metropoliami tudzież fantazyjną florą. W tym akurat przypadku zilustrowania przejawów wyobraźni twórcy „El Topo” podjął się Nicolas Fructus, artysta, który zdołał zachować równowagę pomiędzy ogólnie przygnębiającą wizją zdehumanizowanego imperium odległej przyszłości, a nieco większą skłonnością autora niż miało to miejsce we wcześniejszych „składnikach” uniwersum Incala do groteski oraz niekiedy wręcz zamierzonej autoparodii. Stąd jakość bliska estetyce horroru koegzystuje z niemal karykaturalnymi formami. I co więcej, tworzą one spójną całość epickiej space opery z udziałem licznych kosmicznych ras ciśniętych na żer sprytnie kamuflujących się drapieżców.

Czegóż zatem chcieć więcej? Oczywiście kolejnych przejawów szaleńczo-genialnej wyobraźni Jodorowsky’ego!

 

Tytuł: „Showman Killer – wydanie zbiorcze”

  • Scenariusz: Alejandro Jodorowsky
  • Ilustracje: Nicolas Fructus
  • Tłumaczenie z języka francuskiego: Tadeusz Luniak 
  • Liternictwo: Krzysztof Kaźmierczak
  • Wydawca wersji oryginalnej: Delcourt
  • Wydawca wersji polskiej: Scream Comics
  • Data publikacji wersji oryginalnej: „Un heros sans cœur” (17 listopada 2010), „L’Enfant d’or” (11 stycznia 2011), „Le Femme invisible” (19 września 2012)
  • Data publikacji wersji polskiej: 17 maja 2018 r.
  • Oprawa: twarda
  • Format: 176
  • Druk: kolor
  • Papier: kredowy
  • Liczba stron:
  • Cena: 119,99 zł

Dziękujemy wydawnictwu Scream Comics za udostępnienie komiksu do recenzji.

Galeria


comments powered by Disqus