„Pieśń Otchłani” tom 1 - recenzja

Autor: Jakub Syty Redaktor: Motyl

Dodane: 29-03-2018 23:08 ()


Czy można uzależnić się od miejsca znajdującego się w innym, całkowicie obcym wymiarze, w którym roi się od potworów, a wszystko wokół wygląda, jakby powstało w wyobraźni dziecka zafascynowanego budowaniem rzeczywistości z różnokolorowej plasteliny? Najwyraźniej tak. Podobno w tym miejscu słychać osobliwe dźwięki przypominające muzykę – pieśń otchłani. Ale nie tylko muzyka bywa uzależniająca. Chęć niesienia pomocy również. A jeszcze bardziej uzależniająca może być myśl, że gdzieś tam, w nieprzyjaznym świecie, którego sensu istnienia nie sposób ogarnąć, znajduje się twój brat... Taka właśnie myśl towarzyszy głównemu bohaterowi nowej serii Roberta Kirkmana.

„Pieśń Otchłani” opiera się na pomyśle istnienia bliżej niezidentyfikowanego paralelnego świata, który w pewnym momencie przeniknął do naszej rzeczywistości – co miało miejsce w Filadelfii – przyczyniając się do prawdziwej katastrofy. Po pierwsze, w wyniku tego zdarzenia została spustoszona część miasta, po drugie doprowadziło ono do śmierci wielu ludzi, po trzecie wiele osób zniknęło – zostali przeniesieni do nieznanej rzeczywistości. Jak się okazuje, istnieje możliwość przedostania się do drugiego świata i wydostania z niego zagubionych po drugiej stronie ludzi. Zajmuje się tym Nathan Cole, nie w pojedynkę, a nawet korzystając z dofinansowania ze strony państwa, co niestety dobiega końca. Poznajemy go właśnie w tym trudnym dla niego momencie, kiedy okazuje się, że kierowana nie tylko altruizmem, ale też osobistymi pobudkami krucjata, jest zagrożona.

Co ciekawe, pomysłodawca hołduje zasadzie „Kiedy spoglądasz w otchłań, ona spogląda na ciebie”. W związku z tym okazuje się, że tak naprawdę to, co dzieje się po drugiej stronie wcale nie jest do końca takie, na jakie wygląda. Tak więc zupełnie nie wiadomo, co takiego się stało, że doszło do tajemniczego zdarzenia, a także prawdopodobne jest, że ci, którzy trafili na drugą stronę, wcale nie chcą wracać. Dzięki temu bardzo szybko historia przestaje być płaska, nabiera dodatkowego wymiaru i kolorów.

Za rysunki odpowiada Lorenzo De Felici, włoski ilustrator, przed którym stało wyzwanie stworzenia oryginalnego świata znajdującego się po drugiej stronie. W miejski krajobraz powrzucał zatem struktury przywodzące na myśl rozpuszczoną plastelinę czy porozciąganą gumę do życia, dzięki czemu miejsce to sprawia wrażenie, jakby było trochę żywym organizmem, wnętrznościami jakiegoś ogromnego stwora. Jeśli zaś chodzi o kreację postaci, posługuje się dość realistyczną kreską, choć miejscami zakrzywia perspektywę lub naciąga ludzkie proporcje. Grunt jednak, że komiks jest czytelny, również po nałożeniu kolorów przez Annalisę Leoni, która miejscami mocno eksperymentuje z barwami – do czego całkowicie uprawnia ją fantastyczny świat.

Nowa seria Roberta Kirkmana rozpoczyna się całkiem nieźle. Miłośnikom science-fiction z elementami tajemnicy tytuł powinien przypaść do gustu. Chociaż odnoszę wrażenie, że fabuła jest miejscami nieco naciągana, a relacje między postaciami nie funkcjonują tak dobrze, jak w „Żywych trupach” albo „Outcaście”, potencjał jest naprawdę spory i pozostaje mieć nadzieję, że zostanie wykorzystany. Kirkman lubi zaskakiwać, a w tym przypadku ma ku temu doskonałe pole do popisu.

 

Tytuł: „Pieśń Otchłani” tom 1

  • Scenariusz: Robert Kirkman 
  • Rysunki: Lorenzo De Felici
  • Tłumaczenie:  Grzegorz Drojewski
  • Wydawca oryginału: Image Comics
  • ISBN: 978-83-8110-174-5
  • Format: 170x260mm
  • Oprawa: miękka
  • Liczba stron: 144
  • druk: kolor
  • Data wydania: 03.2018 r.
  • Cena: 44 zł

Dziękujemy wydawnictwu Non Stop Comics za udostępnienie komiksu do recenzji.

Galeria


comments powered by Disqus