„Gun Honey” tom 3: „Kurs kolizyjny” - recenzja
Dodane: 12-05-2026 21:34 ()
„Cycki! Tyłek! Cycki! Tyłek! Cycki! Tyłek! Przykułem już waszą uwagę?” Jeśli śledzicie moje recenzje serii Gun Honey i jej spin-offów, to wiecie, że właśnie epatowanie golizną jako tanim chwytem na przyciągnięcie czytelnika zarzucałem Heat Seeker, pobocznej historii z tego uniwersum, silnie związanej z główną serią. Cóż, trochę tej rozbuchanej seksualności ulało się chyba także na przygody Joanny Tan…
Nie chcę sprawiać wrażenia osoby nader pruderyjnej, ale podczas lektury Kursu kolizyjnego – bo tak zatytułowany jest najnowszy tom – ciężko oprzeć się myśli, że ilością kadrów skupionych na krągłościach głównej bohaterki oraz innych heroin autor stara się coś maskować… Tylko nie do końca wiem co, bo przedstawiona opowieść jest całkiem zjadliwa, a momentami nawet naprawdę smakowita.
Po finale wydarzeń z tomów Krew za Krew oraz Heat Seeker Joanna wraz ze swoim pomagierem ukrywają się przed prześladowcami gdzieś na krańcu świata. Nadchodzi jednak pora, by przejść do kontrataku. I właśnie o tym odwróceniu ról, w którym Joanna ze zwierzyny staje się drapieżnikiem, opowiada recenzowany album. I, szczerze mówiąc, jest naprawdę nieźle.
Intryga wciąga, bywa przewrotna i opiera się na kilku naprawdę niezłych pomysłach. Tom czyta się bardzo dobrze dzięki odpowiedniemu tempu, umiejętnemu dawkowaniu napięcia, energicznej akcji oraz solidnym dialogom. Co więc kryje się za istną lawiną melonów, arbuzów, brzoskwinek i innych owocowych alegorii, które – wiadomo – coś oznaczają?
Ok, już wiem co: bohaterowie.
Ech… Chwaliłem poprzedni tom za krok w dobrym kierunku, jeśli chodzi o charakterystykę postaci. Jak widać, był to klasyczny „krok do przodu, dwa kroki w tył”. Jak pewnie zauważyliście, towarzysza Joanny – de facto deuteragonistę serii – nazwałem po prostu „pomagierem”. To dlatego, że ponownie stał się postacią tak płytką, iż po odłożeniu komiksu za nic nie przypomnę sobie jego imienia. Regres zaliczyła również sama Joanna, spłycona tutaj do roli wszechmocnej i niepowstrzymanej heroiny, a nowe postacie sprawiają wrażenie raczej antropomorficznych pretekstów do popychania fabuły naprzód.
Ostatecznie nie jest jednak tak źle, jak mogłoby się wydawać. Pomimo problemów z bohaterami warstwa fabularna broni się na tyle mocno, że Kurs kolizyjny nadal czyta się z niemałą frajdą.
Wizualnie jest po prostu dobrze. Oprawa nie powala – nie uświadczycie tu kadrów wywołujących opad szczęki poziomem detali czy artystycznym kunsztem – ale za to akcję śledzi się bez najmniejszego problemu. Rysunki są na tyle szczegółowe, by przyciągać uwagę, i jednocześnie na tyle oszczędne, by nie przeciążać odbiorcy wizualnie. Balans zachowano bardzo umiejętnie. Na plus wypada również ekspresja bohaterów wyrażana mimiką i mową ciała. I tak – liczne krągłości też narysowano całkiem nieźle.
Kurs kolizyjny to mimo licznych wad wciąż bardzo przyzwoita (lub nieprzyzwoita, wink wink) lektura, która potrafi zaspokoić (pun intended) apetyt na szpiegowską akcję i intrygę. I pomimo mojego niemal purytańskiego narzekania bawiłem się podczas lektury naprawdę dobrze. Momentami nawet bardzo.
Tytuł: Gun Honey tom 3: Kurs kolizyjny
- Scenariusz: Charles Ardai
- Rysunki: Ang Hor Kheng
- Wydawnictwo: Egmont
- Data wydania: 11.03.2024 r.
- Tłumaczenie: Mateusz Lis
- Druk: kolorowy
- Oprawa: miękka
- Format: 17,0x26,0 cm
- Stron: 112
- ISBN: 9788328169944
- Cena: 49,99 zł
Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie komiksu do recenzji
comments powered by Disqus
























