„Lady Baltimore” tom 1: „Królowe czarownic” - recenzja
Dodane: 23-04-2026 21:16 ()
Okultystyczne zapędy i eksperymenty nazistów, goniących za odkryciem swojej upragnionej wunderwaffe, to we wszelakich mediach motyw stary jak świat. Wielokrotnie ogrywany, powielany, przepoczwarzany i dekonstruowany, ale jednak najczęściej serwowany w swojej standardowej formule. W swojej twórczości stosował go choćby twórca kultowej postaci Hellboya, czyli Mike Mignola. I to właśnie z jego nowym dziełem się dzisiaj zmierzymy. I nie zgadniecie, o czym ono będzie...
Druga wojna światowa. Siły nazistów, wspierane przez czarownice z okultystycznego HexenKorps, przybierają na sile z każdym dniem. Czoła stawić im może jedynie (fanfary!)... Lady Baltimore! Powiem tak: historia i intryga w nowym dziele Mignoli są proste jak konstrukcja cepa, a fabuła subtelna niczym kopniak w tyłek. Ot, ci źli ruszają odkryć mistyczny artefakt i przejąć jego moc, a ci dobrzy starają się im za wszelką cenę przeszkodzić. Tyle. Tylko tyle i aż tyle.
Pomimo swojej prostoty i, nie bójmy się tego powiedzieć, sztampowości „Lady Baltimore” czyta się po prostu bardzo dobrze. To przyzwoicie napisana i poprowadzona w satysfakcjonującym tempie historyjka, która oferuje dokładnie to, czego potrzeba: początek, rozwinięcie i satysfakcjonujące zakończenie, wypełnione akcją, niezłymi dialogami i niezgorszym humorem.
Recenzowana pozycja nawet przez moment nie stara się udawać, że jest czymś więcej niż rozrywką w typie filmów klasy B i tanich pulpowych czytadełek. I szczerze mówiąc, jest to niesamowicie odświeżające po wielu komiksach traktujących się niesamowicie poważnie, jakie miałem w ostatnich miesiącach przyjemność (bądź nieprzyjemność) czytać. Lekkość, z jaką Mignola snuje swoją opowieść, werwa, swada, istne élan vital, to jakość sama w sobie. Czysta, wydestylowana frajda z lektury.
A czy może bohaterowie recenzowanej pozycji wykazują jakąś głębię i psychologiczną komplikację? A gdzież tam. Zarówno tytułowa Lady Baltimore, jej pomagierzy, jak i adwersarze to wydmuszki płaskie niczym wyobrażenie pewnej grupy „intelektualistów” o kształcie Ziemi i zdefiniowane przez jedną, góra dwie cechy. Ale za to wyraziste i oryginalne, dzięki czemu ich przygody śledzi się z niekłamaną przyjemnością.
Wizualnie jest po prostu adekwatnie pod względem jakości szkiców i kompozycji, a dobrze wręcz, jeśli chodzi o poziom wizualnej oryginalności. Oprawa ma jednoznacznie komiksowy charakter, ze wszystkimi gatunkowymi cechami. Rysunki są dynamiczne i opatrzone taką ilością detali, by przyciągać wzrok i być interesującymi, a jednocześnie zachować przejrzystość pozwalającą bez problemu śledzić dynamicznie przedstawioną akcję. Postacie są wystarczająco ekspresywne, by bez problemu odczytywać ich emocje i ogólną atmosferę sceny. Sama atmosfera opowieści została umiejętnie podkreślona przez odpowiednio dobraną kolorystykę. W ogólnym rozrachunku oprawa nie porywa, ale i nie razi. Jest bardzo solidnie wykonanym rzemiosłem, z bonusowymi punktami za pewną dozę oryginalności.
Zdecydowanie zachęcam do zapoznania się z „Lady Baltimore”. Tak, wiem, że napisałem, iż fabularnie opowieść ta nie grzeszy oryginalnością i powiela schematy. Tak, napisałem, że postacie są nieskomplikowane. Tak, napisałem, że graficznie nie powala. A teraz podkreślę to ponownie, żadne z powyższych nie zepsuło mi zabawy w czasie lektury. Czytanie tego albumu to po prostu dobra rozrywka! Wydestylowana frajda pozwalająca bardzo miło spędzić czas. Polecam!
Tytuł: Lady Baltimore tom 1: Królowe Czarownic
- Scenariusz: Mike Mignola, Christopher Golden
- Rysunki: Bridgit Connell, Michelle Madsen
- Wydawnictwo: Egmont
- Tłumaczenie: Marek Starosta
- Data publikacji: 25.02.2026 r.
- Druk: kolorowy
- Oprawa: twarda
- Format: 17,0x26,0 cm
- Stron: 144
- ISBN: 9788328174672
- Cena: 89,99 zł
Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie komiksu do recenzji
comments powered by Disqus
























