„Blade Runner. Tokio Nexus” tom 1: „Odejdź w pokoju” - recenzja

Autor: Miłosz Koziński Redaktor: Motyl

Dodane: 18-03-2026 22:07 ()


Fajnie, że komiksowe uniwersum Blade Runnera się rozwija. Seria 2019-2039 to bardzo przyzwoity kryminał noir w duchu oryginalnego filmu, a miniserie Origins i Black Lotus też są niczego sobie. Dlatego do kolejnej pozycji tej serii, czyli do Tokio Nexus podchodziłem z optymizmem – przygoda w Japonii, na drugim końcu świata, w niejako kolebce cyberpunkowej estetyki. Jak skończyła się komiksowa wyprawa do Kraju Kwitnącej Wiśni?

Para zbiegów z elitarnej formacji wojskowej, ludzka kobieta Mead i zmodyfikowany replikant Stix, ukrywają się w szemranej dzielnicy Tokyo mając nadzieję wytropić zdrajcę odpowiedzialnego za zagładę ich jednostki. Na miejscu zostają uwikłani w konflikt pomiędzy yakuzą a tajną grupą Cheshire, która zajmuje się tworzeniem ulepszonych wersji replikantów na bazie produktów korporacji Tyrell. Jednocześnie do Tokio zostaje wysłany łowca mający „obronić własność intelektualną korporacji Tyrell” wszelkimi możliwymi sposobami. Brzmi super prawda? Wątek zdrady, wątek walki o władzę, wątek szpiegostwa przemysłowego... No po prostu przepis na sukces. Szkoda tylko, że w klarownej formie dowiecie się tego, czytając tekst na tylnej okładce, bo sama treść recenzowanej publikacji to istny chaos i pomieszanie z poplątaniem. Brak sensownej i dobrze poprowadzonej ekspozycji, skakanie z fabułą i akcję z miejsca w miejsce, bardzo nierówne, chwilami gwałtowne, chwilami ślamazarne tempo, w jakim toczy się akcja, sprawiają, że ciężko się połapać w tym co się dzieje, dlaczego właśnie to się dzieje i gdzie zmierza akcja. Wszystko jest lub stara się być na siłę zagmatwane, autor stara się utkać nimb tajemniczości i intrygi, ale najzwyczajniej w świecie mu to nie idzie i zamiast stworzenia opowieści ciekawej i angażującej tworzy historię pogmatwaną, niezachęcającą do dalszej lektury i zwyczajnie w świecie nudną.

Dodatkowo komiks ma problem z zaprezentowaniem czytelnego ciągu przyczynowo skutkowego. W czasie lektury nie raz musiałem się cofnąć o kilka kadrów lub wręcz plansz, żeby upewnić się, że wciąż śledzę tĘ samą scenę lub wręcz przeciwnie, czy i dlaczego właśnie znalazłem się wraz z bohaterami w nowej lokacji. No i właśnie bohaterowie – o Mead nie wiemy praktycznie nic, Stix jest nieco lepiej scharakteryzowany, głównie z tego powodu, że Mead mówi o nim często i dużo, a sam replikant ma dla siebie kilka scen podkreślających jego charakter, Rumika – łowczyni na usłuchach korporacji Tyrell – również nie grzeszy głębią i wypada blado. Trio protagonistów prezentuje się kiepsko. Nie lepiej mają się inne postaci – są słabo zarysowane, pojawiają się nagle bez odpowiedniej charakteryzacji, ale komiks oczekuje od nas, że potraktujemy je poważnie i z należytą uwagą pomimo ich płytkości. Szczytem jest tu niby istotna postać, która pojawia się i ginie dosłownie na tej samej stronie. Nie, jeśli chodzi o warstwę fabularną Tokio Nexus to wyraźny spadek jakości względem reszty pozycji tego uniwersum.

Niestety, nie najlepiej jest również z oprawą. Na podstawowym poziomie postrzegania i przy pobieżnych oględzinach szata graficzna Tokio Nexus to taka rzemieślnicza średniawka – wizualnie bez szału, ale też i bez bólu przy przekartkowaniu. Niestety, w czasie lektury na wierzch zaczynają wyłazić pewne problemy. Twarze czasami przybierają dziwne i nienaturalne wyrazy, proporcje ciała jakieś  takie niewłaściwe, twarze podobne do siebie, przez co postaci różnią się głównie fryzurami. Wszystko to można jednak wybaczyć, bo najcięższym grzechem oprawy Tokio Nexus jest to, że z narracją wizualną, prowadzeniem akcji za pomocą kompozycji i zawartości poszczególnych kadrów, pozycji tej najzwyczajniej w świecie nie idzie, co tylko zaognia wspomniany już problem śledzenia akcji i fabuły.

Często piszę o pierwszych tomach serii, że „jest nie najlepiej, ale jest potencjał”, że „pomimo pewnych niedociągnięć czekam na więcej, bo jest ciekawie”. Nie tym razem. Tokio Nexus to historia, od której najzwyczajniej w świecie się odbiłem pomimo ogromnej sympatii do uniwersum, jakie stworzył Ridley Scott (tak, wiem, że inspirował się książką Dicka, ale odszedł od niej na tyle daleko, że możemy mówić o jego własnym dziele). Dlatego nie mogę z czystym sumieniem polecić tej pozycji nikomu, nawet najzagorzalszym fanom przygód łowców i replikantów. Nie czekam na kolejny album serii, po prostu nie siadło i to na tyle, że nie pobudziło nawet ciekawości czy będzie lepiej. A szkoda, bo sądząc po opisie, mógł być hicior.

 

Tytuł: Blade Runner. Tokio Nexus tom 1: Odejdź w pokoju

  • Scenariusz: Kianna Shore
  • Rysunki: Mariano Taibo
  • Wydawnictwo: Egmont
  • Data wydania: 10.12.2025 r.
  • Seria: Blade Runner
  • Tłumaczenie: Maria Jaszczurowska
  • Druk: kolorowy
    Oprawa: twarda
  • Format: 17,0x26,0 cm
  • Stron: 112
  • ISBN: 9788328169449
  • Cena: 79,99 zł

 Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie komiksu do recenzji


comments powered by Disqus