„Venom” tom 1 - recenzja
Dodane: 07-10-2025 20:25 ()
Kiedy Marvel powierzył serię Venom duetowi Al Ewing i Ram V, było to jak przekazanie pałeczki na sztafecie… tyle że ktoś dodatkowo dolał benzyny do ognia. Donny Cates i Ryan Stegman rozciągnęli już wcześniej mitologię Venoma poza uliczny poziom mściciela w stronę kosmicznych sag – smoki, bogowie, stawki multiversalne. Każde następne podejście wydawało się wręcz karkołomne. Jak „przebić” historię, która już ustawiła symbionty naprzeciw pierwotnych sił Wszechświata? Iść w stronę jeszcze większych skal kosmicznych, czy też wrócić do intymniejszych opowieści i ryzykować utratę tej epickości?
Genialny manewr Ewinga i Rama V polegał na tym, że w ogóle nie uznali tego rozdroża za wybór „albo albo”. Zamiast tego stworzyli opowieść dwuwarstwową: z jednej strony mamy intymną psychologię ojca i syna (Eddie i Dylan Brockowie) próbujących odnaleźć własną tożsamość, z drugiej – rozległą kosmiczną rekonstrukcję mitologii symbiontów.
Na początek szybkie spojrzenie wstecz. Pod koniec runu Donny’ego Catesa Eddie Brock dokonał niemożliwego – stał się King in Black, czyli rządzącą świadomością całego roju symbiontów. Venom nie był już tylko Eddiem w kombinezonie – był bogiem. W tej samej chwili Dylan odziedziczył „klasycznego Venoma”, a dynamika ojciec/syn została spleciona z konfliktem.
Pierwsza historia zatytułowana Recursion świetnie oddaje sedno: Eddiemu nowa rola Króla w Czerni zmienia nie tylko status kosmiczny, ale i sposób postrzegania czasu. Ewing stosuje tu swoją znaną z Immortal Hulk strategię: nieliniowy czas jako koszmar i tragedia zarazem. Eddie doświadcza pętli temporalnych, spotyka alternatywne wersje siebie – ale w ten sposób odbija się także jego ojcostwo: rodzic, którego obecność jest odczuwalna nawet w nieobecności. Równolegle Dylan w narracji Rama V musi udźwignąć gniew i stratę. Ram V, którego specjalnością są opowieści o tożsamości i traumie, rysuje Dylana jako postać złożoną, zagubioną, ale realną. Druga część, Deviation, przyspiesza. Dylan staje twarzą w twarz z wojskową wersją starych symbiontów z fundacji Life, a zarazem ze sobą samym: gniewem, żalem i buntowniczością. Tematycznie to już nie pętla, lecz odchylenie od szlaku. Dylan zaczyna kreślić swoją odrębną drogę – nie tylko jako kopia ojca.
Eddie natomiast coraz głębiej zagłębia się w kosmiczny pejzaż, doświadczając mocy i bytów, które nawet Królowi w Czerni wymykają się spod kontroli. Oba wątki pracują razem jak tezy i antytezy. „Rekursja” to metafora traumy, która powraca, i dziedzictwa, które ciągle brzmi w tle. „Odchylenie” to próba wyrwania się z tego cyklu. Razem oba tytuły malują obraz rodziny, która egzystuje w cieniu własnych wspomnień, ale szuka skutecznych dróg wyjścia. Venom w interpretacji Ewinga i Rama V jest sagą rodzinną – lepki obcy kombinezon to materializacja łańcuchów historii i więzów rodzinnych. Cates nadał symbiontom genezę boską, osadzając ich w micie Knulla. Ewing i Ram V idą dalej – traktują symbionta jako symbol pamięci, traumy, buntu. Dla Dylana to narzędzie rebelii. Dla Eddiego – dziedzictwo i echo minionych wersji siebie.
Bryan Hitch jest nazwiskiem niemal legendarnym – to właśnie on w Authority czy w Ultimates na przełomie wieku zasłynął z kadrowania przypominającego filmowe blockbustery. W Recursion mamy podobny efekt: pełne dramatyzmu układy, długie, panoramiczne kadry, monumentalne splash‑pages. I to działa doskonale zwłaszcza w scenach z Eddiem. Kosmiczne segmenty, w których Eddie porusza się poza zwykłą czasoprzestrzenią, wyglądają jak sceny z filmu science fiction z ogromnym budżetem. Symbiotyczne światy i wizje alternatywnych wersji Eddie’go są dynamiczne i obce, ale przy tym czytelne, bo Hitch lubi szerokie, klarowne kompozycje.
Hitch kładzie nacisk na fizyczność – mięśnie, sylwetki i monumentalne formy. Venom w jego wersji jest masywny, toporny, prawie „betonowy” w rzeźbie mięśni. To może wydawać się sprzeczne z płynną, organiczną naturą symbionta, ale tak naprawdę pasuje do tematu: Dylan jest młody, gniewny, więc jego Venom jawi się bardziej brutalny, ciężki, „nieokrzesany”. Z kolei kiedy rysuje Eddiego jako King in Black, Hitch tworzy postać niemal posągową, jakby marmurową – stojącą wobec Wszechświata niczym bohater klasycznego malarstwa historycznego. Bryan Hitch swoją kreską przedstawia szeroko zakrojone kosmiczne panoramy, które świetnie kontrastują z ujęciami ulicznymi Dylana. Nieco sztywne twarze w momentach emocjonalnych stanowią słabszy punkt, ale generalnie sztuka Hitcha wspiera dwutorową fabułę: kosmos kontra ulica.
Kiedyś Venom był tylko „cool” złoczyńcą lat dziewięćdziesiątych. Dziś przez kolejne twórcze reinterpretacje urósł do postaci elastycznej, symbolicznej i bogatej. Ewing i Ram V czynią z niego opowieść o tożsamości i dziedziczeniu. Opowieść o Venomie nie jest już wyłącznie o potworze z zębami. To metafora dla wspomnień, traumy, dorastania i międzypokoleniowych więzów. I chyba to największe zaskoczenie, że komiks o symbioncie potrafi być tak głęboki.
Tytuł: Venom tom 1
- Tytuł oryginału: Venom by Al Ewing & Ram V vol 1. Recursion. Venom by Al Ewing &Ram V vol 2. Deviation.
- Scenariusz: Ram V, Al Ewing
- Rysunki: Bryan Hitch
- Tłumaczenie z języka angielskiego: Zofia Sawicka
- Wydawca wersji oryginalnej: Marvel
- Wydawca wersji polskiej: Story House Egmont.
- Data publikacji edycji polskiej: 13.08.2025 r.
- Oprawa: miękka ze skrzydełkami
- Format: 167 x 255 mm
- Druk: kolor
- Papier: kredowy
- Liczba stron: 256
- Cena: 99,99 zł
Album zawiera materiały opublikowane pierwotnie w zeszytach „Venom” (2021) #1-10.
Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie komiksu do recenzji.
comments powered by Disqus
























