„Sonic. Szybki jak błyskawica” - recenzja

Autor: Marcin Andrys Redaktor: Raven

Dodane: 05-03-2020 23:24 ()


Hollywood ma problem z ekranizacjami gier video i wiadomo to nie od dziś. Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane, ale nawet one nie wystarczą, by odnieść sukces. A Sonic miał nie po drodze z pozytywnym odbiorem widzów już od samego początku, gdy po publikacji pierwszego zwiastuna, pojawiły się negatywne opinie o wyglądzie głównego bohatera. Premierę przełożono, usilnie pracowano nad poprawą graficznej strony obrazu. Czy trud i poniesione koszty się opłaciły?

Jeśli ktoś nastawiał się na mało oryginalną, przewidywalną fabułę z futrzakiem będącym podróbką Flasha, w której kluczowym słowem jest familijny, to seans Sonica będzie dla niego wymarzoną rozrywką. Pozostali nie mają czego w kinie szukać, bo tak obraz Jeffa Fowlera nawet przez niewielki moment nie próbuje udawać, że jest czymś więcej niż schematyczną, odrobinę komediową opowiastką, w której pierwsze skrzypce odgrywa generowany komputerowo byt.

Na pewno na odbiór produkcji może wpłynąć zmieniony origin postaci, bo jeż Sonic jest w obrazie Fowlera kosmitą, który szuka na Ziemi azylu. Tutaj wykopuje sobie norkę, kolekcjonuje co lepsze artefakty związane z lokalną popkulturą, w tym kolekcję komiksów z Najszybszym Żyjącym Człowiekiem na czele, by trochę narozrabiać, być nieuważnym i wpaść w tarapaty przez swoją głupotę. Później rozpoczyna się wyścig z czasem, by odzyskać utracone magiczne pierścienie i walka z przebiegłym antagonistą Doktorem Ivo Robotnikiem, który pragnie dowiedzieć się, kim jest Sonic, sprawdzić zakres jego mocy i oczywiście przeprowadzić wiwisekcję. Szybkobieżny jeż ma oczywiście kilka asów w rękawie, ale nie pogardzi pomocą lokalnego gliny w osobie Toma Wachowskiego. I tak rodzi się cienka więź przyjaźni między człowiekiem a kosmicznym jeżem, która jednoczy bohaterów w walce z szurniętym doktorkiem o przerośniętym ego. Koniec.

Sonic. Szybki jak błyskawica to produkcja, którą ogląda się bezboleśnie, ale też bez większych emocji. Nie znajdziecie tu zaskoczeń, brawurowych kreacji i scen przełamujących schematy. Fowler pokusił się nawet o sekwencję będącą kalką szybkościowych popisów Quicksilvera z ekranizacji przygód X-Men. To tylko pokazuje, że w przypadku deficytu własnych pomysłów nie sposób nakręcić dzieło zapadające w pamięci. Cóż z tego, że Sonic wydaje się sympatycznym zwierzakiem pragnącym nawiązać bliższe relacje z człowiekiem, skoro jego ekranowy magnetyzm oparto wyłącznie na popisie umiejętności szybkiego biegania i kilku czerstwych żartach. James Marsden, czyli Tom jest najbardziej bezbarwną postacią ekranizacji, w wielu aspektach wręcz zbędną. Jedynie fason trzyma Jim Carrey, który jak za starych dobrych lat znów pląsa w najlepsze, miotając się między kreacją z Maski a Ace Venturą na emeryturze. Niemniej trzeba oddać, że niegdysiejszy komik nie zapomniał, jak zabawić publiczność i to jego wygibasy i oschłe żarciki stanowią osłodę tej trochę nieszczęśliwej produkcji.

Sonica trudno nazwać w pełni rozczarowaniem, bo nie jest to produkcja pozbawiona dowcipnych momentów, a i młodzi widzowie będą mieć sporo frajdy z obcowania z kosmicznym jeżem pędzącym co sił w nogach. Jednak nie sposób nie odnieść wrażenia, że postać z gry SEGI ma większy potencjał, niż wydobył z niej Jeff Fowler i trochę szkoda, że nie trafiła ona pod skrzydła bardziej doświadczonego twórcy. Zamieszanie wokół wyglądu bohatera mogło odstraszyć potencjalnych odbiorców, ale też nakręcić spiralę reklamy. Jeśli studio pragnie podziałać coś na polu kontynuacji, to musi się zabrać za nią nie jak pies do jeża.

Ocena: 5/10

Tytuł: Sonic. Szybki jak błyskawica

Reżyseria: Jeff Fowler

Scenariusz: Stacey Menear

Obsada:

  • Ben Schwartz
  • James Marsden
  • Jim Carrey
  • Tika Sumpter
  • Natasha Rothwell
  • Adam Pally
  • Lee Majdoub
  • Neal McDonough 

Muzyka: Junkie XL

Zdjęcia: Stephen F. Windon

Montaż: Debra Neil-Fisher

Scenografia: Shannon Gottlieb

Kostiumy: Debra McGuire

Czas trwania: 99 minut

Dziękujemy Cinema City za udostępnienie filmu do recenzji.


comments powered by Disqus