„Amerykański wampir” tom 3 - recenzja

Autor: Marcin Andrys Redaktor: Raven

Dodane: 13-06-2015 07:41 ()


Po dłuższej przerwie i okresie zawieszenia wydawnictwo Egmont zdecydowało się kontynuować przygody amerykańskiego wampira. Skinner Sweet to indywiduum jakich mało. Zuchwały, pewny siebie i żądny krwi potwór, pozostawiający na swojej drodze stosy trupów. Jeżeli ktoś ujdzie z życiem przed  jankeskim wąpierzem, to i tak będzie napiętnowany do końca swych dni. Obcowanie ze Sweetem jest niczym rosyjska ruletka, nigdy nie wiadomo, kiedy dzień rozpocznie się od nieoczekiwanego ubytku krwi.

Scott Snyder lubi przeskoki czasowe, w każdym albumie odnajdujemy bohaterów w innej epoce. Nie trzyma się kurczowo linearnej fabuły, niewątpliwie jest to jeden z atutów cyklu – komiksowego serialu. Pozwala na roszadę postaciami, umożliwia wprowadzanie atrakcyjnych niedopowiedzeń, a także daje możliwość obserwacji zmieniającej się rzeczywistości przez pryzmat istot długowiecznych. Dla rysowników jest to również pole do popisu, szczególnie w kontekście zmieniających się wraz z epokami trendów.

Walka z wampirami nabiera rozpędu, synowie nocy przestali być zjawiskiem anonimowym,  a wręcz przeciwnie, stali się realnym zagrożeniem, zwłaszcza w burzliwych czasach. W samym środku największego konfliktu zbrojnego w dziejach ludzkości trudno jest nie doceniać siły, jaką niosą ze sobą zastępy lojalnych i praktycznie niezniszczalnych żołnierzy. W pierwszej opowieści – Henry Preston - ukochany Pearl Jones, zaciąga się na niebezpieczną wyprawę w głąb Taipan, gdzie z pozostałymi agentami Wasali Gwiazdy Zarannej musi zlikwidować gniazdo niezwykle niebezpiecznego gatunku wampirów. Ekstremalnie brutalne bestie, z którymi bliski kontakt gwarantuje automatyczną przemianę oraz utratę resztek człowieczeństwa – to przeciwnik ponad siły grupki komandosów. No chyba, że w konfrontację miedzy nimi wmiesza się osobnik o ponadprzeciętnym potencjale.

W „Wojnie duchów” autorzy przemieniają szpiegowską misję w rasowy horror z domieszką odrobiny nuty love story, czyli komponują ze sobą główne elementy wojennych opowieści.  Snyder umiejętnie stopniuje napięcie, czy to w mrocznych scenach więziennych, czy prowadząc emocjonalną narrację z perspektywy pożegnalnego listu do Pearl. Widać, że czuje się niezwykle pewnie i swobodnie w wampirzym uniwersum. Z powodzeniem wtóruje mu Rafael Albuquerque, którego pełne dynamiki kadry zapadają w pamięć, budując klaustrofobiczną atmosferę grozy.

W drugiej opowieści – „Selekcji naturalnej” – główni bohaterowie serii pozostają na uboczu ustępując pola nieustępliwym pogromcom wampirów w osobach Casha McCogana, oraz Felicii Book. Agenci Wasali Gwiazdy Zarannej udają się do rumuńskiego zamczyska na spotkanie z naukowcem, który poświęcił się pracy nad zbadaniem „złej krwi”, co zaowocowało wynalezieniem leku na wirusa wampiryzmu. Niestety, nie jest to zadanie z tych łatwych, bowiem profesor przebywa w gościnie u nader opiekuńczych nazistowskich oprawców, którzy również zapragnęli posmakować „boskiej mocy”, tworząc jednostkę oddanych krwiopijców na usługach armii. Infiltracja szeregów wroga dla wprawnych agentów, posiadających szeroki wachlarz aktorskich umiejętności nie należy do rzeczy trudnych. Pytanie tylko jak długo uda im się wodzić za nos niecierpliwych i łaknących krwi przeciwników?

„Selekcja naturalna” to idealny przepis na szpiegowską opowieść, w której prócz akcji znajduje się miejsce na chytrą rozgrywkę między przeciwnymi obozami oraz sporą ilość humoru. Taki koktajl atrakcji zawdzięczamy udanie rozpisanym postaciom, Cash i Felicia uzupełniają się, czuć między nimi chemię - para idealna. Snyder udowadnia, że również na polu szpiegowskich fabuł nasączonych wątkami nadprzyrodzonymi radzi sobie całkiem nieźle. Możliwe również, że inspiracją dla tej historii był jeden z pamiętnych scenariuszy Alistaira MacLeana – mistrza w kreowaniu sensacyjnych fabuł. Niniejsza opowieść prezentuje się również wybornie pod kątem fenomenalnych grafik Seana Murphy’ego, którego ilustracje w opanowanym przez hordy nazi-wampirów zamczysku są pełne szczegółów. Rysownik, słynący z kanciastego stylu, jest niebywałym estetą, uwielbia komponować poziome kadry. Zwraca też baczną uwagę na drugi plan, nadając wielu ujęciom gotyckiego i niepowtarzalnego charakteru. 

Mimo że Snyder snuje opowieść o amerykańskim wampirze, to zawsze znajduje miejsce na eksponowanie silnych, niezależnych, a przede wszystkim niejednoznacznych kobiet. Trudno wyobrazić sobie kolejne zeszyty bez tych bezkompromisowych, niekiedy posuwających się do ekstremalnych rozwiązań bohaterek, które w imię miłości, szlachetnych pobudek bądź też przaśnej zemsty są o wiele groźniejsze niż ich męscy partnerzy. Co tu dużo mówić – przebojowe heroiny zaskarbiają sobie sympatię czytelnika. Słaba płeć? W żadnym wypadku, jak widać jedyna (jak na razie) skuteczna broń w starciu z bezwzględnym krwiopijcą. Trzeci album zaostrza apetyt na więcej, toteż ciosajcie swe kołki, szykujcie krzyże i wodę święconą, bowiem wampiry powrócą już niebawem, a dokładnie w sierpniu.

Tytuł: „Amerykański wampir” tom 3

  • Scenariusz: Scott Snyder
  • Rysunek: Rafael Albuquerque, Sean Murphy, Danijel Zezelj
  • Tłumaczenie: Paulina Braiter
  • Wydawca: Egmont
  • Data publikacji: 20.05.2015 r.
  • Liczba stron: 288
  • Format: 170×260 mm
  • Oprawa: twarda
  • Papier: kredowy
  • Druk: kolor
  • Cena: 79,99 zł

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie komiksu do recenzji.


comments powered by Disqus