"Odlot" - recenzja

Autor: Marcin Andrys Redaktor: Raven

Dodane: 18-10-2009 16:29 ()


W dobie przenoszenia na kinowe ekrany najróżniejszych superbohaterów, nie tylko w filmach fabularnych, ale także w animowanych, studio Pixar wybrało całkiem inny kierunek.  "Odlot" to pewniak do prestiżowej nagrody przyznawanej przez Amerykańską Akademię Filmową.  

Jak się okazuje, przepis na sukces jest w stanie zagwarantować nawet emerytowany dziadek grający pierwsze skrzypce familijnej produkcji. Na pierwszy rzut oka ma on w sobie nieodparty urok buntownika, trochę w typie postaci kreowanych przez Clinta Eastwooda. Towarzyszy mu ciapowaty skaut Russell, o ideałach krystalicznych niczym woda w górskim potoku, a także najlepszy przyjaciel człowieka, pies As – gadający jakże "aksamitnym" głosem Cezarego Pazury. 

Zanim jednak poznajemy brawurowe i fascynujące perypetie tej zwariowanej gromadki, twórcy w skrócie opisują nam dotychczasowe życie dziarskiego nestora. W ciągu kilku chwil, które rozgrywają się praktycznie bez słów, rysują przed nami portret bohatera i jego małżonki, Ellie. Połączyła ich wspólna pasja, posiadająca wiele imion, ale najlepiej nazwać ją nieustającą przygodą. Marzenia związały na zawsze serca dwójki młodych ludzi, jednak rzeczywistość okazała się brutalniejsza niż przewidywali. Wyśniona podróż do niedostępnych obszarów Ameryki Południowej, odkładała się w czasie tak długo, aż zastała ich jesień życia. Mimo to nigdy nie przestali w nią wątpić i skrupulatnie się przygotowywali. 

Kiedy Ela odeszła, Carl z pogodnego i wiecznie uśmiechniętego człowieka stał się pochmurnym, zrzędliwym i zramolałym odludkiem. Od tej pory żył wspomnieniami o cudownych dniach spędzonych z małżonką. Pielęgnował w sobie pamięć o niej  na wszelkie możliwe sposoby. Dzień, w którym do jego drzwi zapukał Russell oraz wydarzenia rozgrywające się wokół jego posiadłości,  skłoniły go na tą jedną - ostatnią wyprawę. Nadmuchał wszystkie balony, jakie posiadał i dał się ponieść sile wyobraźni. Odleciał od szarej i przygnębiającej codzienności wprost do bajkowego i kolorowego świata, w którym wszystko jest możliwe…

Twórcy studia Pixar coraz śmielej sięgają po odważne tematy. Pokazują, że bohaterem animacji może być każdy, a problemy w niej poruszane bardziej przyziemne niż nam się wydaje. Zresztą "Odlot" to nie tylko bajka dla najmłodszych. Już na początku widz musi się zmierzyć z zagadnieniami typu: przemijanie, bezpłodność, strata ukochanej osoby, błędy, które popełniamy i ich konsekwencje - to wszystko sprawia, że na obraz patrzymy pod innym kątem. Nie brakuje standardowych wartości, m.in.: przyjaźń, oddanie, ale twórcy wplatają je z rozsądkiem, aby  nie  raczyć nachalnym moralizatorstwem.

Obserwując zachowanie Carla można stwierdzić, że jego życie ulega zadziwiającej metamorfozie. Budzi się z marazmu. Jest jeszcze na tyle żwawym staruszkiem, żeby poradzić sobie w każdej sytuacji. Russell i As uświadamiają mu, że życie jest wielką przygodą, z której nie warto rezygnować. Niecodzienna  wyprawa nie tylko przywróciła Carla na nowo światu, ale pokazała mu, jak wiele tracił siedząc w domu i żyjąc przeszłością. Ponownie odnalazł radość i szczęście, a przede wszystkim, spokój ducha.

Animacji Pixara niewiele można zarzucić. Graficznie jest to uczta dla oka, twórcy pomyśleli o każdym detalu, nawet zaroście głównego bohatera, który wraz z upływem czasu pojawia się na jego brodzie. Dzieło Pete’a Doctera i Boba Petersona gwarantuje dobrą zabawę zarówno dla najmłodszych, jak i tych nieco starszych. Nie brakuje w nim dowcipów i gagów oraz trzymającej w napięciu akcji. Po prostu - odlotowe kino. Jedynym mankamentem jest polska data premiery. Nagradzana i doceniana wszędzie produkcja czekała pięć miesięcy na debiut w kinach. To dobitnie pokazuje nasze miejsce na filmowej mapie świata.  

Pixar ponownie udowodnił, że w temacie komputerowych animacji nie ma sobie równych. Powstał zabawny, niezwykle ciepły i lekki utwór, pozwalający nam przekroczyć bramy do fantastycznego świata nieograniczonej wyobraźni. Nie ulega przecież wątpliwości, że każdy z nas posiadał w młodości marzenia, które zapewne czekają jeszcze na realizację. Baloniki w dłoń i do dzieła. Odlot murowany. Szczerze polecam.

9/10

                                                                                                      Korekta: Ania Stańczyk

Tytuł: "Odlot"

Reżyseria: Pete Docter, Bob Peterson     

Scenariusz: Jakub Wecsile, Bob Peterson     

Obsada (głosy):

  • Edward Asner - Carl Fredricksen 
  • Christopher Plummer - Charles Muntz
  • Jordan Nagai  - Russell
  • Bob Peterson - Alfa 
  • Delroy Lindo - Beta 
  • Jerome Ranft  - Gamma 

Produkcja: Andrew Stanton, John Lasseter, Jonas Rivera

Muzyka: Michael Giacchino     

Montaż: Kevin Nolting

Czas trwania: 97 minut

 

Dziękujemy Cinema City za udostępnienie filmu do recenzji

 


Komentarze do starszych artykułów tymczasowo niedostępne...