„Każdego dnia” - recenzja

Autor: Wojciech Wilk Redaktor: Motyl

Dodane: 08-03-2018 17:22 ()


Mówi się, że miłość nie zna granic i nie ma takiej bariery, której nie może przełamać. Ponadto jest też coś prawdziwego w przysłowiu, mówiącym, że miłość i sraczka przychodzą znienacka. Dokładnie tak, jak w przypadku bohaterów filmu Każdego dnia.

Trudno sobie bowiem wyobrazić tak nietypową, bo w rzeczy samej nieco kuriozalną sytuację, na zakochanie się od pierwszego wejrzenia. Oczywiście nie jest ona niemożliwa, aczkolwiek podkoloryzowana wątkiem fantastycznym. Główną bohaterką komedii romantycznej jest Rhiannon - nastolatka, którą poznajemy, gdy spędza cudowny dzień ze swoim chłopakiem, Justinem. Jednak tego dnia to nie z nim dzieli ten wspaniały czas, a z całkiem inną osobą. Osobą, która o sobie mówi A, jest bytem  przeskakującym co dzień do innego gospodarza. Akurat tego dnia trafiło na Justina. Innego będzie to bogobojny nastolatek, dziewczyna pragnąca popełnić samobójstwo, a może nawet sama Rhiannon. Punkt wyjściowy filmu jest nietypowy, trącący trochę fantastyką, jednak w tak delikatnym wymiarze, że aż nieodczuwalnym.

Początkowo dziewczyna nie chce uwierzyć nagabywaniom nieznanych osób, że oto właśnie tajemnicza obecność A zawładnęła kolejną osobą. Z czasem jednak ilość faktów i informacji przekazywanych przez skaczącą z człowieka na człowieka duszyczkę okazuje się tak wielka, że Rhiannon ulega. Daje się wkręcić w przedziwną znajomość, by po chwili być zakochana do nieprzytomności. Zakochana w kim? W duchu zagnieżdżającym się w kolejnych ciałach? Niezwykle samotnej osobie, skazanej na wieczną tułaczkę między kolejnymi osobowościami? Czy może kimś wyjątkowym, niepowtarzalnym, którego trudny los jest nie tylko przekleństwem, ale i błogosławieństwem?

Trzeba przyznać, że wstęp obrazu bazującego na powieści Davida Levithana jest oryginalny i implikuje wiele kontrowersyjnych tematów. A wprawdzie przenosi się z ciała do ciała w bliskiej okolicy i zawsze jest to osoba w zbliżonym wieku, ale nie ma już wpływu na płeć, rasę czy wyznanie. Może to powodować sporo komicznych sytuacji, których twórca nie omieszka generować, ale jednocześnie prześlizguje się po tych tematach, nie zahaczając nawet o ich doniosłą wymowę. Po ekscytującym początku, gdy poznajemy sposób na życie A i wzajemne zauroczenie między bohaterami, dalsza część filmu sprowadza się już tylko i wyłącznie do romantycznego rozwoju sytuacji i prób scementowania borykającej się z problemami rodziny Rhiannon. Nad tym wszystkim unosi się gdzieś widmo anormalnego związku, gdyż dziewczyna każdego dnia jest z kimś innym w sensie fizycznym. Dusza pozostaje ta sama, ale ciało jest inne. Tak jak wspomniałem na początku - miłość nie zna granic, co twórca chciał pokazać w całej rozciągłości, to jednak w realizacji tego zamiaru widać pewną nieporadność czy niezręczność. Kiedy relacja wychodzi poza wymiar zabawowy, przejawiający się fascynacją i zauroczeniem, co prowadzi do osiągnięcia namiastki szczęścia i błogości, całość wytraca impet. Gdy w grę wchodzi poważny i głęboki związek, wszystko rozmywa się, a miłość nie do końca okazuje się najsilniejsza i mogąca przezwyciężyć wszystkie przeciwności losu. Jest to zrozumiałe, przy osobliwym charakterze wspomnianej relacji, ale jednocześnie stanowi rysę na tej iście fantastycznej relacji, która ostatecznie nie potrafi wyrwać się z oków schematów. 

Każdy dzień mimo wszystko zasługuje na uwagę nie tylko ze względu na podejmowaną tematykę, ale również zaskakująco sprawną grę aktorską. Pogodna i roześmiana Rhiannon grana przez Angourie Rice jest jasnym punktem produkcji, ale też poszczególni gospodarze A z powodzeniem kreują ulotną i bogatą osobowość. Dla tych epizodycznych kreacji warto obejrzeć film Michaela Suscy'ego, który gorycz codzienności potrafi przemienić w pozytywne przesłanie o potędze miłości.

Ocena: 6/10

Tytuł: „Każdego dnia” 

Reżyseria: Michael Sucsy

Scenariusz: Jesse Andrews, David Levithan

Obsada:

  • Angourie Rice
  • Justice Smith
  • Jeni Ross
  • Lucas Jade Zumann
  • Rory McDonald
  • Katie Douglas
  • Jacob Batalon
  • Ian Alexander
  • Sean Jones

Muzyka: Elliott Wheeler

Zdjęcia: Rogier Stoffers

Montaż: Kathryn Himoff

Scenografia: Shayne Fox

Kostiumy: Georgina Yarhi

Czas trwania: 97 minut  

 Dziękujemy Cinema City za udostępnienie filmu do recenzji. 


comments powered by Disqus