„Spaghetti Bros” tom 4 - recenzja

Autor: Dawid Śmigielski Redaktor: Redakcja

Dodane: 01-11-2026 22:06 ()


Hollywoodzka kariera jest ucieleśnieniem amerykańskiego snu. Scena, blask reflektorów, czerwony dywan, afisze z Twoim nazwiskiem, pieniądze, sława i władza. A przede wszystkim bezkarność. By to zdobyć, sprzedać można wszystko, o czym doskonale wie Caterina Centobucchi, lepiej znana jako Gipsy Boone, którą pikująca w dół kariera zmusiła do gry w podrzędnych pornosach. Jako mumia musi bzykać się na ekranie z wilkołakiem i wampirem, ale okrutny los od czasu do czasu bywa łaskawy. Nawet dla kogoś takiego jak ona, ale o tym później.

Wszyscy kłamią. Wie o tym James, syn Carmeli Centobucchi. Będąc mimowolnym świadkiem obyczajowych wybryków własnej rodziny, wpada na pomysł, aby zostać scenarzystą filmowym. Wszak wystarczy przelać na papier losy swojego wujostwa i gotowe. Arcydzieło w czystej postaci. Obraz pozbawiony fałszu, przedstawiający zagmatwaną rzeczywistość w sposób dosadny, bezpruderyjny, uczciwy. Problem w tym, że James jest jeszcze dzieciakiem. Co najwyżej może zostać chłopcem na posyłki lub… doradcą innego wielkiego scenarzysty znajdującego się w kryzysie twórczym. Brak weny jest depresyjny, tym bardziej jeżeli odpowiada za nią Gipsy, figlująca ze wszystkimi, tylko nie z dobrze nam już znanym Bartonem.

I tak rozpoczyna się niespodziewana znajomość. James nieświadomie pomaga wyjść Bartonowi z twórczego kryzysu, podrzucając mu scenariusz o swojej rodzinie. Robi to z polecenia nieświadomej ciotki. Jednak szybko przekonuje się o tym, że hollywoodzka machina jest bezwzględna. Nie ma w niej miejsca na prawdę i dobroduszność. Filmy o potworach produkują potwory. Co zabawne, James w pewnym momencie zostaje przyrównany do jednej z kreatur, wszak dzieciak z taką wyobraźnią musiałby być… potworem, jak mówi jeden z właścicieli wytwórni filmowej. Dobre sobie.

Carlos Trillo bez ogródek opisuje Złotą Erę Hollywoodu. Hipokryzję i obłudę, ale czyni to z wielką swadą. Poszczególne historie puentuje w szalenie zabawny sposób. Ostatecznie w przeważającej mierze jest wyrozumiały dla bezdusznego systemu, za który odpowiadają przecież ludzie. Tylko ludzie. Niepozbawieni wad i marzeń. Szukający własnej drogi. Jak James mający gotowy scenariusz na film utkany z fragmentów własnego i cudzego życia. Jak Gipsy, której jedyną kartą przetargową jest piękne ciało i gotowość do przespania się z każdym, kto pomoże jej się wspiąć na szczyt. Jak Amerigo, posiadający pieniądze splamione krwią, które musi szybko wyprać, utopić w jakiejś filmowej klapie, aby skarbówka nie zamknęła go w więziennej celi. A czy można nakręcić durniejszy obraz od tego opowiadającego o wielkiej małpie zakochującej się w pięknej dziewczynie? Zgadnijcie, kto zagrał tę dziewczynę…

Trillo swoje fantazje wpisuje w wielką historię, tworząc świat w pełni namacalny. Wypełniony ludzkimi pragnieniami. To baczny obserwator i wielki erudyta. Z lekkością porusza się po komiksowym medium, nieustannie flirtując z X muzą. To jeden z tych pisarzy unikających oceniania bohaterów. W jego komiksach nie ma prostego podziału na dobro i zło. Czytelnych granic, których nie należy przekraczać. Przecież Frank Centobucchi powinien wyrzekać się kłamstwa, zła, diabła itp. itd., ale czy sam nie przyczynia się do jego szerzenia, nie mówiąc prawdy? A może wręcz przeciwnie, tajemnica spowiedzi pozwala mu na uniknięcie najgorszego. Na manipulacje wiernymi. Oczywiście w imię lepszej, bożej sprawy.

Wyuzdaną Caterinę potrafi dopaść wstyd przed siostrzeńcem, który chciałby zobaczyć ją na planie. Carmela może zakochać się w młodym chłopaku. Stracić czujność zawodowej morderczyni dla motyli w brzuchu. Z kolei rogacz Amerigo, nienawidzący Tony’ego z całego serca, mający dziesiątki trupów na karku, nie jest w stanie zabić brata, którego obwinia za śmierć ukochanej matki. Tony zaś, „dzielny glina”, za wszelką cenę unikający niebezpieczeństw ulicy, postanawia zerwać z ponętną Filomeną, żoną jego starszego brata. Pozbawiony perspektyw na wychowanie własnego dziecka, ucieka w ramiona innej. Chce żyć.

Filomena obok Jamesa jest główną postacią niniejszego tomu. Uwikłana w małżeństwo z rozsądku, nienawidzi swojego spasłego męża, który traktuje ją jak rzecz w domu. Nienawidzi też Tony’ego za to, że ją zostawił. Nie rozumiejąc tych powodów, wydaje nań wyrok śmierci. Niespodziewanie dla czytelnika Trillo z głupiutkiej gęsi Filomeny czyni bohaterkę sprawczą, gotową na wszystko. Tym samym staje ona u boku Cateriny i Carmeli. Wszystkie w ten czy inny sposób porzucone, wykorzystane, zepchnięte na obyczajowy margines, zamknięte za kratami norm społecznych. Obdarte z człowieczeństwa na rzecz własnej cielesności, na każdym kroku muszą udowadniać swoją wartość i walczyć o przeżycie. Nie mają na podorędziu sutanny, munduru ani Thomsona. Tylko własne (starzejące się) ciało. To one są solą amerykańskiej ziemi. Silne i nieustępliwe, brane za słabe i uległe…

Domingo Mandrafina rozrysowuje ten epicki fresk z zegarmistrzowską precyzją, operując światłem i cieniem w taki sposób, jakby na każdej planszy toczyła się nieustanna walka ludzkich skrajności. Nadaje on głębię opowieści, a swobodna kreska sprawia, że z jego kadrami obcuje się niczym z filmowymi klatkami. Opowieść po prostu płynnie przesuwa się nam przed oczami. Wyraziste, mocne linie budują realizm tego świata. A karykaturalny pierwiastek zawarty w męskich obliczach potęguje komizm opowieści. W przeważającej mierze to humor czarny jak sutanna Ojca Franka. Celnie punktujący życiowe zakręty. Mandrafina znakomicie odnajduje się w estetyce komiksu-kina niemego, po mistrzowsku komponując kadry. Nie stroni od brutalności (lecz to nie sztuka dla sztuki), a także od erotycznych sekwencji, pełnych pikanterii, ale także bólu oraz cichego sprzeciwu. Emocjonalność opowieści o rodzinie Centobucchich to efekt jego tytanicznej pracy, perfekcyjnie przelewającej na papier myśli Trillo.

„Spaghetti Bros” to jedna z najlepszych serii komiksowych wydanych w naszym kraju. Ścisła czołówka. Trillo i Mandrafina próbują dotknąć sedna człowieczeństwa, zrozumieć rodzinną materię o niepowtarzalnej strukturze. Czynią to w sposób bezpretensjonalny, kopiąc czytelnika prosto w brzuch. Ot, takie jest życie. Pełne cierpienia i walki, ale gdzieś między kadrami naszej codzienności kryją się żądze, za którymi podążamy, bo ostatecznie wszyscy jesteśmy Centobucchimi i zachowujemy się jak „Goryle we mgle”.

 

Tytuł: Spaghetti Bros tom 4

  • scenariusz: Carlos Trillo
  • rysunki: Domingo Roberto Mandrafina
  • tłumacz: Robert Lipski
  • wydawca: Elemental
  • data publikacji: 22.04.2026 r.
  • format: 180x247 mm
  • oprawa: Twarda
  • papier: Kredowy
  • druk: Czarno-biały
  • ilość stron: 196
  • ISBN: 9788397839816
  • cena: 89,00 zł

Dziękujemy wydawnictwu Elemental za udostępnienie komiksu do recenzji.


comments powered by Disqus