„Ofiarnicy” tom 3 - recenzja

Autor: Damian Maksymowicz Redaktor: Motyl

Dodane: 27-09-2026 21:49 ()


I tak oto dotarliśmy do finału serii „Ofiarnicy”. Polski wydawca był tutaj dla nas łaskawy, bo zamiast wydać, tak jak oryginalnie, trzeci i czwarty wolumin w dwóch tomach, zebrano je w jednym, grubszym wydaniu. Recenzując poprzednie, zastanawiałem się, jak będzie funkcjonować świat Jutra i czy, jeśli krwawa krucjata Gołębia przyniesie zamierzony skutek (wyrżnięcie pasożytniczych bogów), świat będzie bez nich lepiej funkcjonował. Ten tom odpowiada na te, ale też inne rodzące się po drodze pytania i piętrzy kolejne – często natury moralnej – dylematy. Sensownym wydaje się całkowite pozbycie się tego jarzma i porzucenie składania ofiar. Ale czy wtedy na tym ołtarzu ofiarnym nie stanie cały świat, pozbawiony panteonu odpowiedzialnego chociażby za siły natury? Pamiętamy, jakie katastrofalne skutki przyniosła śmierć bogini księżyca.

Remender przez większość tego tomu mniej skupia się na postaciach, a bardziej na akcji. Nie znaczy to, że postaci nie mają swoich momentów, bo kiedy już je dostają, są one bardzo emocjonalne, zwłaszcza w finałowej części. Mamy tutaj chociażby przykład jednego z bogów, który nie pada pod toporem Gołębia, lecz widzi sens w jego rozumowaniu i udziela mu wsparcia. Zainfekowana mroczną siłą Soluna staje się najbardziej altruistyczną ze wszystkich bogów i bogiń panteonu. Dla niej nawet pojedyncze życie, w tym wypadku akurat życie Beatrice, siostry Gołębia, jest ważne. Jeśli będzie mogła ją ocalić, to być może będzie w stanie również odkupić swoją nieśmiertelność.

Widzieliśmy już reperkusje, jakie niesie ze sobą mordowanie bogów. Tutaj Gołąb będzie musiał tę cenę zapłacić ponownie. Zdecydowanie nie jest krystalicznie czystym bohaterem i jego sumienie, w imię większego, jego zdaniem, dobra, zostanie obarczone wieloma śmierciami. Oczywiście nie bezpośrednio, ale stanowiącymi skutek uboczny jego działań. To smutna ironia, że on sam, hodowany niegdyś na ofiarę, ma ich teraz wiele na koncie, bo ucierpiały one wskutek jego zemsty.

Na szczycie zepsutej, nadużywającej swojej władzy piramidy bogów stoi bóg słońca, ojciec Soluny. Ten, szczerze zrozpaczony lub może bardziej rozwścieczony tym, że ktoś odważył się odebrać mu coś, co należy do niego – jego córkę – jest gotów spopielić cały świat, byle tylko ją odzyskać. Tu można zadać sobie pytanie: czy on naprawdę odczuwa smutek i z niego wynika ten gniew? A może to jedynie wymówka, nawet przed samym sobą, dająca mu przyzwolenie na to, żeby ukarać śmiertelników za nieposłuszeństwo? Rokos jest upojony władzą, a samo bycie bogiem daje mu, w jego mniemaniu, usprawiedliwienie dla robienia, czego tylko chce.

Jeden z popularniejszych obecnie pisarzy gatunku fantasy, Brandon Sanderson, w pierwszej erze swojego cyklu „Z mgły zrodzony” miał ciekawy zamysł, żeby w pierwszej książce pokazać obalenie tyrana, czyli dojść do miejsca, w którym zazwyczaj serie kończą swój bieg. Lecz on poszedł dalej i w kolejnych tomach trylogii pokazał, jak wygląda świat później, jego odbudowa, jak ludzkość radzi sobie bez swojego boga-imperatora i czy po wygranej rzeczywiście jest lepiej. Remender w ostatnich zeszytach swojej ofiarniczej sagi wyszedł poniekąd z podobnego punktu widzenia. Ciężko mi powiedzieć cokolwiek bez lekkiego zahaczenia o to, co dzieje się w fabule, ale ograniczę się do niezbędnego minimum. Jak już z tego wprowadzenia łatwo się domyślić, krucjata Gołębia przyniesie upragniony przez niego efekt, a tak przynajmniej mu się wydaje. Jak to się stanie? Czy zrobi to sam? Tego nie powiem. Ale rzeczywiście do tego dojdzie.

Czas akcji przeskakuje do przodu o trzydzieści lat, żeby pokazać, jak wygląda świat w rękach proletariatu. Czy jest on lepszy? W jaki sposób jest zarządzany? Nie będzie chyba zdziwieniem, że skoro bogowie odpowiadali chociażby za różne żywioły, to bez nich niekoniecznie wszystko działa tak, jak oczekiwano. Nie ma składania ofiar, ale nie znaczy to, że ludzie nie giną. Wypadałoby więc zadać sobie pytanie, czy może jednak pod rządami bogów było lepiej, bo świat się kręcił. Jego trybiki były splamione krwią, ale działał. Dochodzi również kwestia, czy jeśli obaliłeś dany porządek, to próbując stworzyć nowy, niekoniecznie wspaniały świat, sam nie zostaniesz wciągnięty w tryby rzeczonej maszyny. Czy brzemię nie będzie zbyt ciężkie i nie popchnie cię w rejony, którymi wcześniej gardziłeś, ku czemuś, co sam całą swoją mocą zwalczałeś?

Tak sobie dywaguję, rzucam pytania, zahaczki, które konkretnie rozwija już sama seria. Jej finał jest krwawy. Temu rzeczywiście nie da się zaprzeczyć. Na pewno wizja Remendera na epokę żywych w świecie pozbawionym bogów jest interesująca. Przeskok czasowy pokazuje, że działania protagonistów przyniosły więcej szkody niż pożytku. Jesteśmy bliżej dystopii niż kiedykolwiek. Niedopuszczenie do pewnych przemian może spowodować nieodwracalne zmiany w nas samych. Historia lubi się powtarzać, ta zła również. Choć cyniczne, takie zakończenie tej serii wydaje się trafione. Jest w nim iskierka nadziei na przyszłość, ale ze względu na naturę dark fantasy tego świata nie płonie ona tak jasno, jak w klasycznym fantasy.

Rysunkowo jest tak, jak było w poprzednich tomach. Max Fiumara idealnie sprawdza się w klimacie mrocznego fantasy. André Lima Araújo, będący drugim, dodatkowym rysownikiem tej serii, choć posiada odmienny styl, również pasuje do tego pełnego szarości świata. Aczkolwiek zauważyłem pewien błąd. Nie wiem, czy wynika on z winy rysownika, czy kolorysty, ale Gołąb nagle na jednym i tylko jednym kadrze ma na twarzy symbol księżyca i ewidentnie nie jest to zamierzony zabieg.

Dwadzieścia jeden zeszytów nie pozwoliło w pełni wybrzmieć pewnym akcentom. Samo przeskoczenie czasu akcji o trzy dekady nie stanowi tu problemu, ale przydałoby się spędzenie dłuższego czasu w przyszłości. Relacje starszych wersji postaci nie dostały dość miejsca, przez co pewne decyzje (zwłaszcza w wykonaniu Beatrice), o ile mogą wydawać się zasadne, to zdają się zrealizowane po macoszemu, bo na karku czuć oddech pozostałej do końca liczby stron. Jednym z motywów serii w końcowych zeszytach komiksu jest brzemię, którym nie chcemy obarczać naszych dzieci, choć to nasza decyzja, a nie ich, by je dźwigać. Z kolei sam Rick Remender nie do końca udźwignął brzemię stworzonej przez siebie serii. Gdyby nie ten pośpiech, „Ofiarnicy” byliby naprawdę dobrą serią fantasy. Ostatecznie są tylko dobrą.

 

Tytuł: Ofiarnicy tom 3

  • Scenariusz: Rick Remender
  • Rysunki: Max Fiumara, André Lima Araújo
  • Kolory: Dave McCaig
  • Tłumaczenie: Bartosz Czartoryski
  • Liczba stron: 280
  • Format: 180 x 275 mm
  • Oprawa: Twarda
  • Papier: Kredowy
  • Druk: Kolor
  • Wydawnictwo: Lost In Time
  • Wydawca oryginalny: Image Comics
  • Data premiery: 28.08.2026 r.
  • Cena okładkowa: 130 zł
  • ISBN-13: 9788368346831

Dziękujemy wydawnictwu Lost In Time za udostępnienie komiksu do recenzji.


comments powered by Disqus