„Dylan Dog”: „Wielki Diabolo” - recenzja

Autor: Jacek Szeląg Redaktor: Redakcja

Dodane: 25-09-2026 21:46 ()


Dylan Dog zdecydowanie nie ma szczęścia do spokojnych wieczorów. Gdy tylko wybiera się do teatru, na przyjęcie albo randkę, można właściwie założyć, że przed końcem historii natknie się na trupa, szaleńca lub ponurą tajemnicę. Najczęściej na wszystko naraz. Tak właśnie dzieje się w jedenastym tomie serii, zatytułowanym oryginalnie „Diabolo il Grande”, do którego scenariusz napisał Tiziano Sclavi, a rysunki przygotował Luca Dell’Uomo.

Tym razem „detektyw mroku” trafia do świata iluzji i teatralnych sztuczek. Na scenie wszystko jest udawane: ostrza są fałszywe, krew sztuczna, a śmierć jedynie elementem przedstawienia. Problem w tym, że za kulisami zaczyna działać prawdziwy morderca i szybko okazuje się, że granica między iluzją a rzeczywistością jest wyjątkowo cienka. Trudno wyobrazić sobie temat lepiej pasujący do świata Dylana Doga. Teatr magii daje Sclaviemu możliwość zabawy tym, co w serii najlepsze: niepewnością, groteską, makabrą i pytaniem, czy to, co widzimy, jest prawdą.

Tytułowy Diabolo jest iluzjonistą specjalizującym się w widowiskowych numerach z pozorowanymi egzekucjami. Jego największą obsesją jest jednak nie sama sztuka, lecz kontrola. Każdy ruch powinien być zaplanowany, każdy rekwizyt znajdować się na właściwym miejscu, a inni ludzie muszą odgrywać wyznaczone im role. Kiedy coś wymyka się spod kontroli, Diabolo nie potrafi zaakceptować własnej porażki. Zamiast tego szuka winnych.

Najciekawszym elementem tej historii jest lalka towarzysząca iluzjoniście. Rozmawia z nim, komentuje jego działania i podpowiada, kogo należy ukarać. Sclavi pozostawia czytelnikowi możliwość dwóch interpretacji: lalka może być wytworem chorej psychiki Diabolo albo rzeczywiście kryje się za nią coś nadnaturalnego. Osobiście znacznie bardziej przekonuje mnie pierwsza wersja. Wtedy lalka staje się sposobem na przerzucenie odpowiedzialności. Diabolo może wmówić sobie, że to nie on podejmuje decyzje, lecz jedynie wykonuje polecenia swojego „partnera”.

Właśnie tutaj historia wychodzi poza prosty horror o obłąkanym mordercy. Największą sztuczką Diabolo nie jest zniknięcie człowieka czy pozorowana dekapitacja, lecz zniknięcie poczucia winy. Człowiek zostaje zastąpiony przez posłuszny przedmiot, którym można dowolnie sterować. To ponura, ale bardzo dobrze wykorzystana metafora.

Dylan zostaje wciągnięty w sprawę w charakterystyczny dla siebie sposób. Wieczór, który miał być zwykłą rozrywką, szybko zamienia się w koszmar. Śmierć kobiety sprawia, że śledztwo staje się dla niego czymś osobistym. Oczywiście po raz kolejny jego życie uczuciowe okazuje się wyjątkowo pechowe. Ten schemat potrafi być już nieco przewidywalny, ale jednocześnie dobrze pasuje do bohatera. Dylan jest naiwnym romantykiem, który mimo kolejnych rozczarowań wciąż angażuje się emocjonalnie.

To zresztą jedna z jego najważniejszych cech. Nie jest chłodnym detektywem rozwiązującym zagadki za pomocą skomplikowanych dedukcji. Kieruje się przede wszystkim intuicją, popełnia błędy i często działa pod wpływem emocji. Dzięki temu pozostaje bohaterem znacznie bardziej ludzkim niż typowy pogromca potworów.

W „Wielkim Diabolo” ciekawie wypada również zestawienie Dylana z antagonistą. Obaj znają doświadczenie utraty kontroli, ale reagują na nie zupełnie inaczej. Dylan potrafi przyznać się do własnych słabości, natomiast Diabolo tworzy iluzję, która pozwala mu zrzucić odpowiedzialność na innych. To właśnie ten kontrast nadaje historii dodatkową głębię.

Album nie jest przy tym klasycznym horrorem nadprzyrodzonym. Nie znajdziemy tutaj pradawnych bóstw ani armii potworów. Największym zagrożeniem pozostaje człowiek i jego zdolność do usprawiedliwiania własnej przemocy. Sclavi dobrze wykorzystuje motyw teatru, ponieważ czytelnik, podobnie jak widz przedstawienia, nigdy nie może być pewien, czy właśnie ogląda kolejną sztuczkę, czy prawdziwą zbrodnię.

Nie brakuje również charakterystycznego dla serii humoru. Groucho pojawia się ze swoimi absurdalnymi dowcipami dokładnie wtedy, gdy atmosfera robi się najbardziej ponura. Czasami jego żarty potrafią irytować, ale bez niego „Dylan Dog” straciłby sporą część swojego charakteru. Humor pozwala również rozładować napięcie, dzięki czemu powrót do scen grozy działa jeszcze mocniej.

Za rysunki odpowiada Luca Dell’Uomo. Jego styl jest wyrazisty i dobrze dopasowany do teatralnego charakteru historii. Najlepiej wypada sam Diabolo – przesadny, ekspresyjny i zawsze wyglądający tak, jakby nadal znajdował się na scenie. Jego twarz często przypomina maskę, a gesty są mocno teatralne. Dell’Uomo chętnie wykorzystuje duże powierzchnie czerni, dzięki czemu plansze mają odpowiednio mroczny klimat. Cień często ukrywa fragment pomieszczenia albo pozostawia poza kadrem coś, czego bohaterowie jeszcze nie zauważyli. Szczególnie dobrze wypadają sceny za kulisami: zamiast blasku sceny widzimy garderoby, mechanizmy, skrzynie i rekwizyty służące do oszukiwania publiczności.

„Wielki Diabolo” nie jest może najbardziej oryginalną historią w dorobku Tiziano Sclaviego. Motywy obłąkanego artysty, złowrogiej lalki i zacierania granicy między przedstawieniem a rzeczywistością znamy z klasyki horroru. Sclavi potrafi jednak wykorzystać je w sposób spójny i stworzyć z nich atmosferyczną, dobrze poprowadzoną opowieść.

Największą zaletą albumu pozostaje dla mnie właśnie atmosfera. Z jednej strony mamy świat estrady, efektowne kostiumy i zachwyconą publiczność, z drugiej – zakurzone kulisy, sztuczną krew i człowieka, który tak bardzo uwierzył we własne przedstawienie, że przestał odróżniać scenę od rzeczywistości.

„Wielki Diabolo” to solidna, klasyczna odsłona „Dylana Doga”, która oferuje wszystko, czego można oczekiwać od serii: makabryczną zagadkę, groteskę, pechowego romantyka, złowrogą tajemnicę i Groucha rzucającego dowcipami w najmniej odpowiednich momentach. Nie jest to komiks pozbawiony wad, ale ma charakter, dobre tempo i kilka naprawdę zapadających w pamięć pomysłów. Jeśli ktoś lubi „Dylana Doga” na styku horroru, kryminału i groteski, „Wielki Diabolo” powinien dostarczyć mu solidnej porcji tego, za co ta seria od lat jest ceniona.

 

Tytuł: Dylan Dog: Wielki Diabolo

  • Scenariusz: Tiziano Sclavi
  • Rysunki: Luca Dell’Uomo
  • Tłumaczenie: Jakub Łagoda
  • Ilustracja na okładce: Claudio Vila
  • Wydawca: Wydawnictwo Tore
  • Data publikacji wersji polskiej: 09.28.2026 r. 
  • Wydanie pierwsze
  • Oprawa: miękka
  • Format: 190x260 cm
  • Druk: czarno - biały
  • Papier: offset
  • Liczba stron: 100
  • Cena: 35,00 zł

Dziękujemy wydawnictwu Tore za udostępnienie komiksu do recenzji.


comments powered by Disqus