„Tytus, Romek i A’Tomek. Nowe przygody” księga I - recenzja

Autor: Michał Chudoliński Redaktor: Motyl

Dodane: 15-09-2026 21:46 ()


Najważniejszym pytaniem, jakie stawia powrót Tytusa, nie jest wcale: czy da się podrobić Papcia Chmiela? Znacznie ciekawsze brzmi: czy współczesne dziecko zechce zaprzyjaźnić się z szympansem, którego rodzice albo dziadkowie znają od ponad pół wieku? Pierwsza księga „Nowych przygód” odpowiada ostrożnie, lecz na ogół przekonująco. Tytus nadal potrafi rozsadzać porządek świata jednym źle zrozumianym poleceniem. A kiedy naprzeciw niego staje sztuczna inteligencja, stary pomysł uczłowieczania małpy niespodziewanie odzyskuje aktualność.

Henryk Jerzy Chmielewski wprowadził Romka, A’Tomka i Tytusa na łamy „Świata Młodych” w 1957 roku. Od początku seria działała dzięki prostemu odwróceniu ról. Dwaj rozsądni harcerze chcieli nauczyć Tytusa dobrych manier, wiedzy i odpowiedzialności, ale zwykle to jego nieposłuszeństwo ujawniało śmieszność świata dorosłych. Uczłowieczanie było więc pedagogiką postawioną na głowie. Dziecko dostawało porcję informacji, a zarazem zgodę, by podejrzliwie patrzeć na nakazy, regulaminy oraz wielkie słowa. Papcio Chmiel wiedział, że młody czytelnik nie potrzebuje kazania. Potrzebuje przygody, w której powaga sama poślizgnie się na skórce od banana.

Nowi autorzy wracają do tego mechanizmu. Romek i A’Tomek, wspomagani przez profesora T’Alenta, podejmują kolejną próbę ucywilizowania przyjaciela. Tym razem narzędziem ma być Agent AI 3000, niebieski cyfrowy pomocnik o imieniu E’Jaj. Połączenie jego możliwości z mózgiem Tytusa oczywiście nie prowadzi do zaplanowanego rezultatu. Zamiast grzecznego ucznia powstaje układ, którego nikt już w pełni nie kontroluje. To dobry punkt wyjścia dla komiksu dziecięcego, bo sztuczna inteligencja nie zostaje przedstawiona jako odległa, tajemnicza siła. Staje się kolejnym zwariowanym wynalazkiem z pracowni T’Alenta: czymś pomiędzy nauczycielem, kolegą a maszyną spełniającą polecenia zbyt dosłownie.

Najzabawniejszy pomysł albumu kryje się właśnie w tym zestawieniu. Algorytm ma porządkować, przewidywać i optymalizować. Tytus myli pojęcia, zmienia reguły w trakcie zabawy i wybiera rozwiązanie, którego rozsądny człowiek nawet nie brałby pod uwagę. Gdy sztuczna inteligencja potrafi skrócić trasę autobusu o 2,7 sekundy, komiks pyta mimochodem, czy każda oszczędzona chwila rzeczywiście czyni życie lepszym. Dla dziecka to czytelny dowcip o maszynie, która jest bardzo mądra, a jednak nie rozumie rzeczy najprostszych. Dorosły może zobaczyć w nim łagodną satyrę na świat, który mierzy skuteczność, lecz coraz rzadziej pyta o sens.

Autorzy nie demonizują technologii. I dobrze, bo straszenie dzieci sztuczną inteligencją byłoby równie łatwe, co nudne. Pokazują za to ograniczenia narzędzia. E’Jaj potrafi przetwarzać informacje, ale wobec Tytusa sam musi nauczyć się improwizacji. Człowieczeństwo nie okazuje się zestawem danych, które można bezbłędnie wgrać do głowy. Składa się również z pomyłek, ciekawości, bezinteresownej zabawy i zdolności do zaskakiwania innych. W tym sensie szympans znów jest bardziej ludzki od tych, którzy próbują go uczłowieczyć. To znajoma puenta, lecz temat AI nadaje jej świeży kontekst, zrozumiały nawet dla czytelnika nieznającego wcześniejszych ksiąg.

Scenariusz Artura Chmielewskiego i Karola Webera najlepiej działa w krótkich spięciach: kalamburze, dosłownie potraktowanym powiedzeniu, wynalazku rozwiązującym problem w najgorszy możliwy sposób. W albumie znalazło się także siedem niepublikowanych dowcipów Papcia Chmiela, które jego syn zapamiętał i włączył do opowieści. Nie tworzą muzealnych eksponatów. Dziecko może śmiać się z nich bez wiedzy, skąd pochodzą, a dorosły dostaje dodatkową zabawę w rozpoznawanie rodzinnego archiwum. Podobną funkcję pełni piwnica profesora, gdzie stoją dawne pojazdy i konstrukcje. Starszy czytelnik rozpozna znajome motywy, młodszy zobaczy po prostu skład niemożliwych maszyn.

Słabiej wypada dłuższy rytm opowieści. Księga przypomina sznur skeczy połączonych tematem AI bardziej niż przygodę prowadzoną od wyraźnego celu do finału. Romek i A’Tomek chwilami tylko asystują Tytusowi oraz E’Jajowi, choć to ich przyjaźń powinna nadawać historii emocjonalny kierunek. Nie każdy żart kończy się we właściwym momencie; czasem puenta zostaje jeszcze objaśniona, jakby autorzy bali się zaufać młodemu odbiorcy. Dziecięcy komiks może być prosty, ale prostota nie oznacza, że trzeba podkreślać każde miejsce przeznaczone do śmiechu. Papcio Chmiel bywał najlepszy wtedy, gdy na marginesie głównej akcji zostawiał drobiazg, który czytelnik odkrywał sam.

Zbigniew Larwa podchodzi do rysunkowego dziedzictwa z dużą dyscypliną. Zachowuje poziomy format, czytelne sylwetki, ruchliwe kadry i dowcip ukryty w tle. Nie próbuje udowodnić, że potrafi narysować Tytusa bardziej efektownie niż jego twórca. Dzięki temu plansze są przejrzyste dla dziecka, które powinno bez trudu śledzić akcję i mimikę bohaterów. Zarazem kreska jest gładsza, a kolory Wojciecha Bema czystsze i bardziej współczesne niż w klasycznych wydaniach. Największą zmianę widać w profesorze T’Alencie, ale ważniejsze jest to, że sam świat nadal wygląda na zbudowany ręcznie: trochę krzywo, z mnóstwem śrubek, rur i pomysłów dopisanych na ostatnią chwilę.

Ta niedoskonałość ma znaczenie. W czasach gładkich ilustracji, automatycznych podpowiedzi i bohaterów projektowanych według tabel sprzedaży „Tytus” przypomina, że dziecięca wyobraźnia lubi rzeczy osobne. Tytus nie jest wzorem do naśladowania ani buntownikiem z obowiązku. Jest figurą poznawczej swobody. Sprawdza świat, źle rozumiejąc jego instrukcję obsługi, a przez to ujawnia, że sama instrukcja mogła zostać kiepsko napisana. Dziecko rozpoznaje w nim własne doświadczenie: dorosły mówi, że zasady są oczywiste, po czym okazuje się, że nie przewidział najważniejszego pytania.

„Nowe przygody” nie dorównują najlepszym księgom Papcia Chmiela pod względem tempa i gęstości obserwacji. Nie muszą jednak wygrywać konkursu z dzieciństwem swoich rodziców. Jako pierwsze spotkanie z bohaterami oferują wyraziste postacie, serię zrozumiałych gagów i temat obecny w codziennym życiu młodych odbiorców. Jako kontynuacja pokazują, że dawna formuła może jeszcze coś powiedzieć, jeśli nie ograniczy się do odtwarzania rekwizytów. Najlepsza droga dla kolejnych tomów prowadzi więc nie przez coraz dokładniejszą imitację Papcia, lecz przez większe zaufanie do dzieci, mocniejszą fabułę oraz nowe problemy, które Tytus będzie mógł twórczo popsuć.

Czy próba uczłowieczenia wreszcie się udaje? Na szczęście nie do końca. Gdyby Tytus stał się rozsądny, seria straciłaby najważniejszego krytyka rozsądku. Pierwsza księga nowego cyklu jest nierówna, ale sympatyczna i uczciwa wobec najmłodszego odbiorcy. Nie traktuje technologii jak magicznego rozwiązania, nie zamienia też nostalgii dorosłych w jedyny powód istnienia komiksu. Pozwala małpie wejść w epokę algorytmów i zrobić to, co potrafi najlepiej: wywołać bałagan, po którym człowiek wie o sobie odrobinę więcej.

 

Tytuł: Tytus, Romek i A’Tomek. Nowe przygody księga I

  • Scenariusz: Artur Chmielewski, Karol Weber
  • Rysunki: Zbigniew Larwa
  • Wydawnictwo: Prószyński Media
  • Data wydania: 05.2026 r.
  • Druk: kolorowy
  • Oprawa: miękka
  • Format: 23,4x16,3 cm
  • Stron: 48
  • ISBN: 9788384440421
  • Cena: 19,99 zł

comments powered by Disqus