„Baśń o Bajarzu” - recenzja

Autor: Damian Maksymowicz Redaktor: Redakcja

Dodane: 11-09-2026 21:07 ()


„Baśń o Bajarzu” to nie kolejna baśń traktująca o księżniczkach czekających na ratunek, dzielnych rycerzach i złych czarownicach, choć zawiera znamiona typowe dla tego gatunku literackiego, w tym ważny morał. Głównym bohaterem nie jest księżniczka, rycerz, gadający zwierzak czy biedny człek o złotym sercu. Jest nim człowiek zza kurtyny – sam bajarz we własnej osobie.

Bajarz jest przysłowiowym lekarzem dusz w miejscowości Tchnienie. Swoimi opowieściami pociesza mieszkańców, łagodzi obyczaje i sprowadza piękne sny. W pewnym momencie dopada go jednak kaszel i musi wstrzymać się ze snuciem bajek – co można interpretować jako niemoc twórczą. Na szczęście udaje mu się znaleźć tymczasowe rozwiązanie tego problemu, dające ujście jego kreatywnej energii, które prowadzi do nieoczekiwanej klamry kompozycyjnej utworu.

Sądzę, że ta opowieść o opowiadaczu będzie przede wszystkim miłą lekturą do wspólnego czytania, zwłaszcza jeśli rodzic zajmuje się w jakiś sposób działalnością artystyczną. Kreatywna praca (często wykonywana z domu) może być równie ciężka i godna podziwu jak inne zawody. Bajarz może nie jest budowniczym stawiającym bloki, ale w swoim umyśle buduje niesamowite światy; nie tworzy ubrań, ale tka opowieści, które mogą mieć działanie terapeutyczne (choć oczywiście nie zastąpią prawdziwej terapii). Tego typu porównania znajdziecie zresztą na kartach komiksu.

Osobiście zazdroszczę bajarzom ich (super)mocy powoływania do istnienia opowieści, samemu ograniczając się jedynie do roli skromnego recenzenta. Wspólne dzieło Janusza i Gonzalesa porusza także gorący temat AI, aczkolwiek jest to subtelna (i ze wszech miar słuszna) krytyka. Historia stworzona w ludzkiej głowie ma bowiem większą wartość niż bezduszny twór wygenerowany bez iskry ludzkiej kreatywności i wrażliwości.

Mam pewien problem z nazywaniem „Baśni o Bajarzu” komiksem. To twór, któremu bliżej do picturebooka – dominują w nim teksty umieszczone pod rysunkami, które nie zajmują całych stron. Same ilustracje pasują do pozycji dla dzieci, aczkolwiek mam jedno „ale”: gdy się im bliżej przyjrzeć, przy niektórych widać pikselozę, jakby rozciągnięto rysunek, który pierwotnie był w mniejszej rozdzielczości. Może to celowy zabieg, ale trochę kłuło mnie to po oczach.

Zaskoczeniem jest wydanie „Baśni...” w głównej linii wydawniczej, a nie w skierowanych do dzieci Krótkich Gatkach. Z tego powodu przez niemal całą lekturę czekałem, aż coś się „odwali”. Gdy Bajarz zaczął kaszleć, moją pierwszą myślą było: „O, chłop jest już martwy, jak Arthur Morgan z »Red Dead Redemption 2«”. Zaraz wjedzie depresja, Smarzowski na pełnej, mieszkańcy Tchnienia (Tchnienianie?) się rozpiją, a nerwowy jegomość z wcześniejszych stron zacznie bić żonę. Nic z tych rzeczy! To od początku do końca tytuł przyjazny małym dzieciom.

„Baśń o Bajarzu” to ciepła historia o uzdrawiającej mocy opowieści, oddająca sprawiedliwość osobom, które je tworzą. Idealna pozycja do wspólnego czytania z dziećmi w wieku przedszkolnym. Uczniowie podstawówki mogą uznać ją za zbyt prostą.

 

Tytuł: Baśń o Bajarzu

  • Scenariusz: Grzegorz Janusz
  • Rysunki: Ernesto Gonzales
  • Wydawnictwo: Kultura Gniewu
  • Data wydania: 21.08.2026 r.
  • Druk: kolorowy
  • Oprawa: twarda
  • Format: 165x235 mm
  • Stron: 52
  • ISBN: 978-83-68331-77-6
  • Cena: 49,90 zł

Dziękujemy wydawnictwu Kultura Gniewu za udostępnienie komiksu do recenzji.


comments powered by Disqus