„Małe Arkana” tom 3: „Księżyc” - recenzja

Autor: Damian Maksymowicz Redaktor: Redakcja

Dodane: 09-09-2026 20:37 ()


Lemire, ty draniu, znowu to zrobiłeś! „Małe Arkana” pozostają w czołówce moich ulubionych komiksów Jeffa Lemire’a, mimo że wedle jego pierwotnych planów seria nie jest jeszcze nawet na półmetku. Przy recenzji poprzedniego tomu wspominałem, że pojawiają się nowe pytania bez odpowiedzi. Na etapie trzeciego tomu nic się w tej kwestii nie zmieniło, ale mnie już to w ogóle nie przeszkadza. Niech autor snuje te historie tak długo, jak starczy mu pomysłów i twórczej energii.

To nie jest wesoła seria. Theresa, główna bohaterka, dzięki swoim niezwykłym umiejętnościom przynosi innym nadzieję bądź ukojenie, ale czasami – wbrew własnym intencjom – jej działania przynoszą rezultaty nie aż tak pozytywne. W miasteczku Limberlost i w samej protagonistce jest wiele smutku. Całe Limberlost ma w sobie melancholię, a jednak z tomu na tom chce się tam wracać.

Lemire tworzy wręcz gotowy materiał na serial, który można by rozpisać na kilka sezonów. Kanadyjski twórca ma ten niezwykły dar, że potrafi za pomocą słów i obrazów na papierze, w medium 2D, stworzyć postacie z krwi i kości. Nie ma znaczenia, czy jest to chłopiec z porożem na głowie, android, superbohater czy któryś z mieszkańców Limberlost w „Małych Arkanach”. Lemire jest dla mnie autorem, po którego sięgam przede wszystkim dla warstwy obyczajowej i relacji między pełnokrwistymi postaciami. Fabuła jest dodatkiem, a w tej serii ma w sobie silny ładunek „lemiryzmu” – poszczególne postaci przechodzą przez życiowe turbulencje, rozwijają się, a autor i tak jest w stanie wszystko zbalansować tak, by każda z nich mogła zabłysnąć.

W trzecim tomie, zatytułowanym „Księżyc”, widać, że Lemire już wyrabia się w terminie z rysowaniem, bo cały tom narysował sam. Nie ma tutaj wspomagającej go rysowniczki, jak miało to miejsce przy drugim woluminie. Utrzymane zostało standardowe tempo: na pięć rozdziałów jeden poświęcony jest dziadkowi głównej bohaterki. Także i tym razem cofamy się w czasie i odkrywamy, że być może ów niezwykły talent przeskoczył jedno pokolenie, a stara kurtka to nie wszystko, co zostawił Theresie jej dziadek. Jestem naprawdę, szczerze zaintrygowany i zainteresowany tym, jak powoli i misternie splatają się ich losy. Większa historia stojąca za tym wszystkim odsłania się niespiesznie i nie jest to w żadnej mierze cecha negatywna.

Liczę, że polski wydawca utrzyma tempo wydawania kolejnych tomów. Bo choć nie jest to seria, której poszczególne odsłony kończą się cliffhangerami, przy których obgryzamy paznokcie do kości, to naprawdę chcę wiedzieć, co wydarzy się dalej.

Jeśli miałbym się przyczepić do jednej rzeczy, to byłby to sposób wydawania tego komiksu. Twarda oprawa w moim odczuciu nie zawsze powinna być domyślną opcją, ale taka jest niestety nieekonomiczna polityka wydawcy. Może kiedyś, podobnie jak w przypadku „Gideon Falls” Lemire’a, Mucha wyda także „Małe Arkana” w omnibusie i wtedy twarda oprawa będzie jak najbardziej zasadna oraz zachęcająca do binge-readingu.

Jeśli oczekiwaliście potwierdzenia, czy seria nadal jest tak dobra po dwóch poprzednich tomach, to śpieszę z odpowiedzią: tak, jest. Nie ma dla mnie znaczenia, czy finalnie „Małe Arkana” będą liczyć sześć, czy osiem tomów. Ja będę trzymał się historii Theresy do samego końca. Do czego i was zachęcam.

 

Tytuł: Małe Arkana tom 3: Księżyc
  • Scenariusz: Jeff Lemire
  • Rysunki: Jeff Lemire
  • Kolory: Patricio Delpeche
  • Tłumaczenie: Arek Wróblewski
  • Wydawnictwo: Mucha Comics
  • Data publikacji: 10.09.2026 r. 
  • Liczba stron: 128
  • Oprawa: twarda
  • Papier: kredowy
  • Druk: kolor
  • ISBN: 978-83-67571-78-4
  • Wydanie pierwsze
  • Cena okładkowa: 85,00 zł

  Dziękujemy wydawnictwu Mucha Comics za udostępnienie egzemplarza do recenzji. 


comments powered by Disqus