„Kolonia” - recenzja

Autor: Krzysztof Księski Redaktor: Motyl

Dodane: 05-09-2026 21:38 ()


Kolonizacja Marsa należy do tych tematów science fiction, które eksploatowano już tyle razy, że trudno uwierzyć, iż można jeszcze powiedzieć o niej coś świeżego. Max Kidruk w „Kolonii”, pierwszym tomie cyklu „Nowe wieki ciemne”, udowadnia jednak, że można. I robi to z rozmachem, który budzi respekt. To potężna, wielowątkowa powieść science fiction, łącząca hard SF, thriller naukowy, dramat społeczny, politykę, ekologię i opowieść o naturze człowieka.

Akcja rozgrywa się w 2141 roku, na Ziemi oraz na skolonizowanym już Marsie. Ludzkość stała się gatunkiem międzyplanetarnym, ale – jak szybko się okazuje – nie oznacza to wcale, że stała się mądrzejsza. Na Ziemi nie przebrzmiały jeszcze skutki wielkiej pandemii, gdy pojawia się nowy, tajemniczy czynnik chorobotwórczy atakujący kobiety w ciąży. Naukowcy próbują zrozumieć jego pochodzenie, a dodatkową zagadkę stanowią tajemnicze rozbłyski neutrinowe. Równocześnie sytuacja komplikuje się na Marsie, gdzie narastają społeczne i polityczne napięcia między przybyszami z Ziemi a ludźmi, którzy już urodzili się na Czerwonej Planecie.

I właśnie skala opowieści jest jedną z największych zalet „Kolonii”. Kidruk nie prowadzi czytelnika za rękę przez jedną przygodę jednego bohatera. Buduje ogromną panoramę przyszłości, przeskakuje pomiędzy postaciami, miejscami i problemami. Raz znajdujemy się w laboratorium, gdzie naukowcy próbują rozwikłać biologiczne zagadki, za chwilę obserwujemy polityczne mechanizmy funkcjonowania Marsa, konflikty między grupami mieszkańców albo codzienność ludzi, których życie zależy od technologii podtrzymujących funkcjonowanie kolonii.

Największe wrażenie robi jednak światotwórstwo. Mars Kidruka jest niezwykle szczegółowy, ale przede wszystkim logiczny. Autor nie ogranicza się do stwierdzenia: „ludzie skolonizowali Marsa”. Próbuje odpowiedzieć na znacznie trudniejsze pytanie: jak właściwie taka kolonia miałaby działać? Skąd brać wodę, żywność, energię i nawozy? Jak radzić sobie z promieniowaniem? Jak zorganizować gospodarkę? Jak wyglądałaby struktura zawodowa społeczeństwa, w którym każda awaria może zagrozić tysiącom ludzi? Nawet gospodarowanie odpadami i odchodami okazuje się elementem kluczowym dla marsjańskiego rolnictwa. To właśnie takie szczegóły sprawiają, że świat „Kolonii” wydaje się nie tyle wymyślony, ile zaprojektowany.

Kidruk bardzo ciekawie pokazuje również społeczne konsekwencje kolonizacji. Około jedna trzecia mieszkańców Marsa urodziła się już na tej planecie, ale miejscowi przegrywają rywalizację o najbardziej prestiżowe stanowiska z wysoko wykwalifikowanymi specjalistami przylatującymi z Ziemi. W efekcie tworzy się grupa ludzi wykonujących ciężkie, nisko cenione prace i coraz mocniej odczuwających swoją podległość. Kolonia, która miała być triumfem technologicznej cywilizacji, zaczyna powtarzać problemy znane ludzkości od stuleci: nierówności, uprzedzenia, walkę o władzę i zasoby oraz konflikt pokoleń.

Nie mniej interesujące są wątki ziemskie. „Kolonia” posiada bardzo wyraźny wymiar ekologiczny. Kidruk pisze o zmianach klimatu i potencjalnych katastrofach nie jak autor wykorzystujący ekologiczne hasła jako ozdobnik, ale jak ktoś naprawdę zainteresowany nauką. Przyszłość pokazana przez autora nie jest katastroficzną fantazją oderwaną od współczesności, lecz rozwinięciem procesów, które już znamy.

Warto zwrócić uwagę także na wyraźną obecność Ukrainy. Kidruk jako ukraiński pisarz świadomie wpisuje swój kraj w przyszłość ludzkości. Ukraińcy nie znikają gdzieś pomiędzy wielkimi mocarstwami, lecz tworzą na Marsie liczną i rozpoznawalną społeczność, mają własne interesy, konflikty i miejsce w funkcjonowaniu kolonii. Można potraktować to jako subtelną promocję Ukrainy – pokazanie jej jako kraju i kultury, które będą obecne również w przyszłości. Co ważne, nie sprawia to wrażenia sztucznie doklejonego manifestu. Ukraina jest po prostu naturalnym elementem stworzonego świata.

Na pochwałę zasługuje również narracja. Przy tak ogromnej liczbie bohaterów, miejsc i zagadnień naukowych bardzo łatwo byłoby stworzyć encyklopedię przyszłości zamiast powieści. Kidruk na ogół tego nie robi. Umiejętnie przeplata wątki, urywa sceny w odpowiednich momentach i regularnie podrzuca kolejne zagadki. Dzięki temu książka licząca ponad tysiąc stron potrafi naprawdę wciągnąć.

Mam właściwie tylko jedno większe zastrzeżenie. Po zakończeniu pierwszego tomu trudno oprzeć się wrażeniu, że część historii dopiero się rozpoczyna. Poszczególne wątki są fascynujące, ale generalnie nie zdążyły się jeszcze ze sobą zazębić. Kidruk rozstawił na gigantycznej planszy pionki, uruchomił kilka mechanizmów i zasugerował, że wszystko prowadzi do czegoś znacznie większego – po czym każe czytelnikowi czekać na dalszy ciąg. Trochę to frustruje. Z drugiej strony działa dokładnie tak, jak powinien pierwszy tom wielkiego cyklu: po „Kolonii” po prostu musisz sięgnąć po kontynuację, żeby zobaczyć, kiedy i w jaki sposób wszystkie te linie fabularne wreszcie się spotkają.

„Kolonia” to imponujące science fiction: inteligentne, ambitne, znakomicie udokumentowane, a jednocześnie pełne napięcia. Max Kidruk stworzył przyszłość, która fascynuje właśnie dlatego, że wydaje się niepokojąco możliwa. Możemy polecieć na Marsa, wydłużyć życie, stworzyć niezwykłe technologie i zamieszkać na dwóch planetach. Najtrudniejszego problemu możemy jednak nigdy nie rozwiązać – wszędzie zabierzemy ze sobą samych siebie. I być może właśnie ta myśl jest najważniejszym fundamentem „Nowych wieków ciemnych”.

 

Tytuł: Kolonia

  • Autor: Max Kidruk
  • Tłumaczenie: Iwona Czapla
  • Oprawa: twarda
  • Wymiary: 143x215 mm
  • Liczba stron: 1096
  • ISBN: 978-83-68352-36-8
  • Data wydania: 18.06.2025 r.
  • Cena: 99,99 zł


comments powered by Disqus