„Batman/Superman World’s Finest” tom 6: „Niemożliwe” - recenzja

Autor: Michał Chudoliński Redaktor: Redakcja

Dodane: 30-08-2026 20:37 ()


Współczesne opowieści superbohaterskie często zachowują się tak, jakby musiały przepraszać za własną umowność. Mark Waid i Dan Mora wybierają przeciwny kierunek: wpuszczają Batmana, Supermana i Robina do świata, w którym logika jest plasteliną, żart może zmienić prawa fizyki, a najważniejszym obrońcą Ziemi okazuje się Jimmy Olsen. „Niemożliwe” nie jest jednak wyłącznie paradą nostalgicznych wygłupów. Pod kreskówkowym chaosem kryje się opowieść o dorastaniu fana, o Batmanie wypierającym własną barwną przeszłość i o komiksie, który odzyskuje prawo do dziecięcej wyobraźni bez traktowania czytelnika jak dziecka.

Punkt wyjścia brzmi jak dowcip opowiedziany przez kogoś doskonale znającego archiwum DC. Green-Mite zostaje zamordowany, a Mister Mxyzptlk i Bat-Mite — dwaj wszechmocni, nieznośni chochlikowie z piątego wymiaru — przybywają do Batmana i Supermana nie po to, by ich drażnić, lecz by prosić o ratunek. Skoro istoty, które potrafią przestawiać rzeczywistość jak dekoracje w teatrze, naprawdę się boją, zagrożenie musi być poważne. Waid natychmiast ustawia więc właściwy ton: stawka jest kosmiczna, ale język opowieści pozostaje komediowy. Bohaterowie nie muszą wybierać między powagą a absurdem, ponieważ absurd staje się tutaj narzędziem do mówienia o rzeczach całkiem serio.

Mxyzptlk i Bat-Mite należą do tej części historii superbohaterów, którą późniejsze dekady próbowały czasem schować w piwnicy. Pierwszy od lat czterdziestych wystawia cierpliwość Supermana na próbę, drugi pojawił się w 1959 roku jako samozwańczy wielbiciel Batmana. Obaj przypominają, że uniwersum DC nie wyrosło wyłącznie z tragedii, mroku i monumentalnych kryzysów. Powstawało również z dziecięcej chęci zadania pytania: „A co, jeśli wydarzy się coś zupełnie niemożliwego?”. Waid nie kpi z tej tradycji z bezpiecznego dystansu. Traktuje ją jak żywy język, którym nadal można mówić — pod warunkiem, że zna się jego rytm i nie zamienia historii komiksu w katalog aluzji dla wtajemniczonych.

Piąty wymiar jest w tym albumie czymś więcej niż fantastyczną lokacją. To metafora samego medium: miejsca, gdzie kreska ustanawia prawa natury, a zmiana stylu rysowania może być zarazem zmianą ontologii. Bohaterowie tracą i odzyskują wymiary, wpadają w odmienne estetyki, przybierają formy pamiętane z dawnych komiksów i animacji. Dan Mora nie ilustruje po prostu scenariusza o chaosie — organizuje chaos tak, aby oko czytelnika nigdy nie zgubiło kierunku akcji. Jego plansze są zatłoczone, lecz nie zamazane; pełne ekspresji, lecz niepozbawione dyscypliny. Kreskówkowa elastyczność postaci spotyka się tu z rozmachem kina widowiskowego, a największym osiągnięciem rysownika jest to, że żaden z tych porządków nie unieważnia drugiego.

Najlepszym wyborem Waida okazuje się jednak Jimmy Olsen. Fotoreporter „Daily Planet” bywał w Srebrnej Erze laboratorium najbardziej osobliwych pomysłów: jego ciało, tożsamość i status zmieniały się z numeru na numer. W „Niemożliwym” ten bagaż nie służy wyłącznie do puszczania oka. Jimmy jest zwykłym człowiekiem, który przez lata stał najbliżej niemożliwości i nauczył się jej nie lekceważyć. Jako fotograf pozostaje świadkiem, ale jako przyjaciel Supermana nieraz musi wyjść poza rolę obserwatora. Dlatego wybór właśnie jego na obrońcę trzeciego wymiaru ma przewrotną logikę: w świecie opanowanym przez wszechmocnych autorów rzeczywistości największą wartość zyskuje ktoś kruchy, pomysłowy i przyzwyczajony do tego, że kosmos nie respektuje dobrego smaku.

Emocjonalne centrum historii należy wszakże do Bat-Mite’a. Chochlik jest karykaturą fana: kocha Batmana tak bardzo, że nie widzi człowieka stojącego za symbolem. Chciałby nieustannie odtwarzać najbardziej kolorową wersję jego przygód, podczas gdy Bruce uważa, że jego świat przestał być miejscem na żarty. Waid wydobywa z tego spotkania coś więcej niż konflikt gustów między wielbicielami kampu i mroku. Pyta, co fan winien swojemu bohaterowi. Czy wystarczy gromadzić wspomnienia, cytować dawne historie i domagać się kolejnych powtórek? Bat-Mite dojrzewa dopiero wtedy, gdy przestaje traktować Batmana jak zabawkę służącą jego przyjemności i sam staje się użyteczny. Uwielbienie zostaje przekształcone w odpowiedzialność.

To również subtelna rozmowa z kulturowym wizerunkiem Mrocznego Rycerza. Batman od dawna bywa więźniem przekonania, że tylko cierpienie gwarantuje mu powagę. „World’s Finest” przypomina tymczasem, że w jego biografii mieściły się kosmiczne podróże, fantastyczne przemiany i spotkania z Bat-Mite’em. Waid nie twierdzi, że każda wersja postaci jest równie udana ani że Gotham powinno na zawsze zamienić się w wesołe miasteczko. Pokazuje raczej, że dojrzałość nie polega na wyparciu dziecięcej części własnej historii. Batman może pozostać detektywem ukształtowanym przez traumę, a jednocześnie dopuścić możliwość, że heroizm potrzebuje czasem lekkości. Superman rozumie to szybciej, bo nie myli nadziei z naiwnością.

Album nie zawsze panuje nad własnym rozmachem. Doom-Mite jest bardziej mechanizmem uruchamiającym kolejne atrakcje niż przeciwnikiem o zapadającej w pamięć osobowości, a finałowe rozwiązanie nie dorównuje pomysłowością najlepszym etapom podróży. Natłok gościnnych występów, wariantów postaci i historycznych mrugnięć może też zmęczyć czytelnika, który nie lubi opowieści o chochlikach. To ważne zastrzeżenie: Waid i Mora nie próbują przekonać odbiorcy, że przesada jest tutaj przypadkową skazą. Przesada stanowi metodę. Kto jej nie zaakceptuje, zobaczy serię efektownych, lecz nieważkich gagów. Kto przyjmie reguły gry, odkryje komiks świadomy własnej historii, ale nie sparaliżowany szacunkiem do niej.

Zeszyt numer 30 działa jak spokojniejszy epilog i osobna miniatura: Batman, Superman, Robin oraz Wonder Woman spotykają się na Themyskirze przy okazji zagadki zbrodni w zamkniętym pomieszczeniu. Zmiana tonu jest wyraźna, przez co konstrukcja tomu traci nieco zwartości, lecz opowieść przypomina inną zaletę cyklu — zdolność łączenia superbohaterskiego widowiska z klasyczną przygodą i kryminałem. Rysunki Gleba Melnikova zachowują retroenergię serii, a Robin ponownie pełni funkcję idealnego przewodnika: jest zachwycony legendami, ale nie traci rezonu w ich obecności. To skromniejszy dodatek, który po orgii piątego wymiaru pozwala historii złapać oddech.

„Niemożliwe” najlepiej czytać nie jako kolejny rozdział niekończącej się kroniki DC, lecz jako obronę elastyczności komiksu superbohaterskiego. Waid wie, że nostalgia staje się jałowa, gdy ogranicza się do rozpoznawania kostiumów i cytatów. Dlatego przeszłość uruchamia: dawne dziwactwa służą współczesnej opowieści o kulturze fanowskiej, odpowiedzialności i prawie bohatera do posiadania więcej niż jednego tonu. Mora nadaje tej idei tempo, barwę i czytelność. Szósty tom „World’s Finest” nie jest arcydziełem wolnym od nadmiaru; jest za to rzadkim mainstreamowym komiksem, który pamięta, że cudowność nie potrzebuje ironicznego cudzysłowu. Batman i Superman już dawno nauczyli się ratować świat. Tym razem muszą jeszcze ocalić jego zdolność do zabawy.

 

Tytuł: „Batman/Superman World’s Finest” tom 1: „Diabeł Nezha”

  • Scenariusz: Mark Waid
  • Szkic i tusz: Dan Mora, Travis Mercer, Gleb Melnikov,
  • Kolory: Tamra Bonvillain
  • Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz 
  • Wydawca: Story House Egmont
  • Data publikacji: 26.08.2026 r. 
  • Oprawa: miękka 
  • Format: 167 x 255 mm
  • Druk: kolor
  • Papier: kredowy
  • Liczba stron: 132
  • ISBN: 9788328173576
  • Cena: 59,99 zł

Zawartość niniejszego wydania zbiorczego opublikowano pierwotnie w „Batman/Superman World’s Finest” nr 26-30.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie komiksu do recenzji


comments powered by Disqus