„Barbaric” księga 2: „Na pieńku/Będzie piekło” - recenzja

Autor: Jacek Szeląg Redaktor: Redakcja

Dodane: 27-06-2026 21:55 ()


Barbarzyńca, jaki jest, każdy widzi. Przynajmniej tak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Wielki chłop z toporem, niechęcią do subtelności, zamiłowaniem do bitki i jeszcze większym zamiłowaniem do alkoholu. W literaturze fantasy, grach fabularnych i komiksach podobnych osiłków spotykaliśmy już wielu. Jedni byli tragicznymi wojownikami, inni najemnikami bez zasad, jeszcze inni parodiami Conana. A jednak seria „Barbaric” Michaela Moreciego udowadnia, że nawet z pozornie ogranej figury można wycisnąć świeżą, krwawą i bardzo zabawną opowieść.

Owen, główny bohater tej historii, nie jest klasycznym herosem. Sam pewnie obraziłby się na takie określenie. To barbarzyńca z krwi i kości, człowiek, który przez większość życia robił dokładnie to, na co miał ochotę. Bił, pił, zabijał, korzystał z życia i nie zaprzątał sobie głowy moralnością. Problem w tym, że pewnego dnia zostaje przeklęty. Od tej pory musi czynić dobro. Nie dlatego, że dojrzał duchowo, nie dlatego, że nagle odkrył w sobie sumienie, ale dlatego, że magia zmusza go do pomagania potrzebującym. Jakby tego było mało, jego towarzyszem jest gadający topór, który pełni funkcję moralnego arbitra, choć sam najbardziej na świecie pragnie tylko jednego: napić się krwi.

Już sam ten pomysł wystarczyłby na udaną komedię fantasy. Michael Moreci idzie jednak krok dalej. „Barbaric” nie jest wyłącznie żartem o brutalnym wojowniku zmuszonym do dobrych uczynków. To komiks o odpowiedzialności, winie, przemocy i bardzo opornym procesie stawania się kimś choć odrobinę lepszym. Oczywiście wszystko to podane jest w sosie z odciętych kończyn, przekleństw, sprośnych docinków i dynamicznych scen walki. Ale pod tą całą rąbanką kryje się zaskakująco solidne serce.

W zbiorczym wydaniu obejmującym otrzymujemy właściwie pierwszy duży rozdział tej historii. To nie jest przypadkowy zestaw epizodów, lecz pełnoprawna opowieść o Owenie, jego toporze, wiedźmie Soren oraz kolejnych konsekwencjach przeszłości, przed którą barbarzyńca bardzo chętnie by uciekł. Najpierw poznajemy założenia świata i klątwy, potem historia zaczyna drążyć dawne grzechy bohatera, a następnie prowadzi nas ku bardziej piekielnym, dosłownie i metaforycznie, rejonom. Największym atutem komiksu jest właśnie ten kontrast. Owen robi dobre rzeczy, ale wykonuje je z miną człowieka, któremu ktoś kazał sprzątać po cudzej libacji. Ratuje ludzi, narzeka. Walczy ze złem, przeklina. Pomaga, lecz nie ma w tym ani krztyny wzniosłości. Moreci świetnie rozumie, że przymusowa dobroć nie jest jeszcze dobrocią prawdziwą. I właśnie w tym miejscu seria zaczyna być ciekawsza, niż sugerowałby jej rubaszny ton.

Drugim bohaterem, bez którego „Barbaric” nie byłby tym samym komiksem, jest oczywiście Topór. To broń, kompan, komentator, prowokator i chodzące, a raczej noszone źródło problemów. Topór gada, obraża, żąda krwi i cieszy się z każdej okazji do rzezi. W teorii ma pilnować, by Owen podążał ścieżką dobra. W praktyce najchętniej skierowałby tę ścieżkę przez jak największą liczbę ciał. Ten absurdalny pomysł działa znakomicie, bo Topór nie jest tylko jednorazowym żartem. Jego obecność nieustannie przypomina, że nawet szlachetne czyny Owena odbywają się przy pomocy bardzo brutalnych środków.

Na scenie szybko pojawia się również Soren, postać absolutnie niezbędna dla równowagi całej opowieści. Gdyby seria opierała się wyłącznie na duecie Owen–Topór, mogłaby po pewnym czasie zmienić się w ciąg powtarzalnych gagów. Soren wnosi inny rodzaj gniewu: bardziej świadomy, bardziej osobisty i mniej komediowy. Jej obecność zmusza Owena do konfrontacji nie tylko z zewnętrznymi przeciwnikami, lecz także z własnymi uprzedzeniami. To dzięki niej świat przedstawiony nabiera większej głębi, a sam Owen przestaje być jedynie zabawnym gburem z przeklętą bronią.

„Będzie Piekło” rozszerza skalę opowieści. Jak sugeruje tytuł, robi się piekielnie i to w bardzo dosłownym sensie. Seria wchodzi w bardziej demoniczne, monumentalne rejony, ale nie traci swojego charakterystycznego tonu. Nadal jest krwawo, wulgarnie i groteskowo. Nadal Topór komentuje wydarzenia z rozbrajającą bezczelnością. Nadal Owen nie potrafi wejść w rolę klasycznego bohatera bez rzucenia kilku cierpkich uwag. Różnica polega na tym, że stawka staje się większa, a przeszłość bohatera jeszcze mocniej zaciska się wokół jego szyi.

W tym tomie bardzo dobrze wypada poszerzenie obsady. Soren i Steel dostają więcej przestrzeni, a fabuła nie jest już wyłącznie ciągnięta przez Owena. To ważne, bo świat „Barbaric” okazuje się ciekawszy wtedy, gdy nie patrzymy na niego tylko oczami przeklętego barbarzyńcy. Soren wnosi emocjonalną intensywność i trzeźwiejszą ocenę wydarzeń, Steel dodaje własną dawkę dziwności, a Topór pozostaje niezmordowanym źródłem chaosu. Dzięki temu rozpisana historia nie sprawia wrażenia prostego powtórzenia wcześniejszych pomysłów. To raczej naturalne rozwinięcie serii, która po udanym starcie może pozwolić sobie na większą skalę.

Za scenariusz odpowiada Michael Moreci i trzeba przyznać, że bardzo dobrze czuje on rytm tej opowieści. Dialogi są ostre, często grubiańskie, ale rzadko puste. Humor wynika z charakterów, nie tylko z chęci zasypania czytelnika przekleństwami. Owen mówi jak człowiek wiecznie zirytowany faktem, że świat wymaga od niego przyzwoitości. Topór mówi jak pijany demon zamknięty w narzędziu zbrodni. Soren nie daje się zepchnąć do roli ozdobnika czy moralizującego dodatku. Każda z tych postaci ma własną energię.

Oczywiście nie jest to komiks dla każdego. Jeżeli ktoś nie lubi rubasznego humoru, dużej dawki przemocy i fantasy, które z lubością rozbija patos sprośnym żartem, może szybko się odbić. „Barbaric” nie jest subtelny i wcale nie próbuje taki być. To seria, która z dumą nosi swoje barbarzyńskie serce na wierzchu. Czasem żartów jest bardzo dużo. Czasem poważniejsza scena mogłaby wybrzmieć mocniej, gdyby dostała chwilę ciszy. Ale taki już urok tej opowieści: ona woli przesadzić niż być nijaka.

Rysunki Nathana C. Goodena są jednym z filarów sukcesu całej serii. Plansze mają energię, ciężar i czytelność. Walki są dynamiczne, ale nie chaotyczne. Ciała wpadają na siebie z odpowiednią siłą, ostrza tną z odpowiednim impetem, a potwory wyglądają tak, jakby naprawdę mogły śmierdzieć śmiercią i starym błotem. Gooden znakomicie oddaje także mimikę postaci. Owen często bawi samym wyrazem twarzy: znużeniem, wściekłością, kacem moralnym i fizycznym. Soren ma w sobie gniew i opanowanie. Topór, choć jest tylko przedmiotem, dzięki kompozycji kadrów i liternictwu zyskuje zaskakująco dużo osobowości.

Podsumowując, „Barbaric” to komiks bezczelny, brutalny, zabawny i znacznie mądrzejszy, niż udaje. Michael Moreci bierze prosty koncept — barbarzyńca zmuszony do czynienia dobra i gadający topór łaknący krwi, a następnie buduje na nim opowieść o winie, przemocy, przyjaźni i bardzo niechętnej przemianie. Nathan C. Gooden, Addison Duke i Jim Campbell nadają temu światu wizualną siłę, tempo i charakter. Czy warto sięgnąć po drugi tom? Zdecydowanie tak, jeśli lubicie fantasy z pazurem, czarny humor, antybohaterów i opowieści, które pod warstwą żartów oraz krwi skrywają całkiem poważne pytania. „Barbaric” nie prosi grzecznie o uwagę. On wyważa drzwi, rzuca zakrwawiony topór na stół, zamawia kolejkę i dopiero wtedy zaczyna opowiadać. I, co najważniejsze, naprawdę ma co opowiadać.

 

Tytuł: Barbaric księga 2: Na pieńku/Będzie piekło

  • Scenariusz: Michael Moreci
  • Rysunki: Nathan Gooden
  • Kolory: Addison Duke
  • Tłumaczenie: Bartosz Czartoryski
  • Wydawca: Lost In Time
  • Data polskiego wydania: 11.05.2026 r. 
  • Objętość: 328 stron
  • Format: 170x260 mm
  • Oprawa: miękka
  • Papier: kredowy
  • Druk: kolorowy
  • Cena okładkowa: 100 zł

                     Dziękujemy wydawnictwu Lost In Time za udostępnienie komiksu do recenzji.


comments powered by Disqus