„Doktor Who. Z niewielką pomocą przyjaciół” - recenzja
Dodane: 25-06-2026 21:20 ()
Tworzenie dobrych komiksów o Doktorze Who wiąże się ze szczególnym wyzwaniem. Serial telewizyjny już sam w sobie działa jak komiks: ma elastyczną ciągłość, potwory oparte na prostych, mocnych pomysłach wizualnych, cliffhangery, nagłe zmiany tonu, niemożliwą architekturę, kosmiczne zagrożenia podane z humorem oraz protagonistę, którego ciało i osobowość mogą się zmieniać bez kończenia opowieści. Adaptacja komiksowa nie może więc po prostu „skomiksowić” Doktora Who, bo Doktor Who już jest w połowie komiksem. Zadanie jest dziwniejsze i delikatniejsze. Udany komiks o Doktorze Who musi uchwycić rytm odcinka, a jednocześnie wykorzystać wolność planszy: niemożliwe cięcia, skondensowany czas, spektakl dużych kadrów, wizualne żarty nagradzające ponowną lekturę oraz gotowość do przejścia od kameralnej pracy z postaciami do absurdu na skalę wszechświata w jednym panelu.
Trzy historie wchodzące w skład tomu podchodzą do tego problemu na różne sposoby. „Był sobie Władca Czasu” to miłosny list w formie antologii, przebrany za opowieść o przetrwaniu w stylu Szeherezady, w której Martha Jones opowiada historie, by ocalić życie, a Dziesiąty Doktor staje się bohaterem niemal mitycznym. „Opowieść o dwojgu Władcach Czasu” to zderzenie ery Trzynastej Doktor z jednym z najbardziej ikonicznych odcinków związanych z Dziesiątym Doktorem – „Blink” – gdzie Płaczące Anioły napędzają samą koncepcję fabuły. „Prąd zmienny” jest z kolei przygodą z alternatywną historią, rozwijającą paradoksy i emocjonalny ładunek poprzedniego crossovera przez dodanie Rose Tyler, Morskich Diabłów i wersji Ziemi pogrążonej w ruchu oporu.
Razem tworzą przekrój współczesnych komiksów o Doktorze Who. Pokazują, jak franczyza może być pełna szacunku, nie stając się nieruchoma; zabawna, nie tracąc ciężaru; i mocno osadzona w ciągłości, nie zapadając się pod ciężarem ciekawostek. Pokazują też ryzyka tego rodzaju licencjonowanego komiksowego opowiadania: zbyt wiele odniesień może spłaszczyć zaskoczenie, a zbyt wielka wierność podobieństwu aktorów może usztywnić planszę. Kiedy jednak te komiksy działają, działają dlatego, że rozumieją, iż Doktor Who nie jest tylko listą potworów, Doktorów, towarzyszy i powiedzonek. To maszyna do przekształcania strachu w ciekawość.
Największą siłą historii „Był sobie Władca Czasu” jest to, że Martha Jones nie jest po prostu „towarzyszką po Rose”. Historia, która stawia ją w niebezpieczeństwie i czyni opowiadanie strategią przetrwania, nie jest tylko zgrabnym chwytem ramowym. To sposób na wysunięcie na pierwszy plan jej inteligencji. Historia z Pyromethami daje komiksowi baśniowy silnik: Martha musi zabawiać niebezpieczne istoty historiami o Doktorze. Slott rozumie urok Dziesiątego Doktora jako bohatera-figlarza. Jego Doktor jest gadatliwy, szybki, emocjonalnie wymijający, dobry aż do chwili, gdy staje się przerażający, i zawsze o jeden retoryczny zwód od przemienienia pewnej śmierci w wykład o etyce.
Rysunki Christophera Jonesa, wraz z wkładem Matthew Dow Smitha i Mike’a Collinsa, są kluczowe dla powodzenia całości. Jones ma czyste, animacyjne podejście do podobieństwa i ruchu. Jego Dziesiąty Doktor jest rozpoznawalnie Doktorem Davida Tennanta, ale nie grzęźnie w sztywności fotoreferencji. To ważne. Licencjonowane komiksy potrafią stać się dziwnie martwe, gdy każda twarz wygląda, jakby została przerysowana ze zdjęcia promocyjnego. Jones zwykle unika tego problemu, stawiając na ekspresję i postawę.
„Opowieść o dwojgu Władcach Czasu” Jody Houser mierzy się z innym problemem. Nie opowiada po prostu historii Dziesiątego Doktora ani historii Trzynastej Doktor. Sięga do mechaniki jednego z najbardziej podziwianych konstrukcyjnie odcinków nowej serii – „Blink”. Czytelnicy znają Płaczące Anioły i grozę przemieszczenia w czasie. Pytanie brzmi, czy sequel albo rekonfiguracja mogą uzasadnić swoje istnienie. Odpowiedź Houser jest bardziej postaciowa niż łamigłówkowa. Nie próbuje prześcignąć „Blink” w byciu „Blink”. Zamiast tego używa Aniołów jako systemu, który doprowadza do kontaktu różne ery. Trzynasta Doktor, Yaz, Ryan i Graham napotykają sytuację przecinającą się z linią czasu Dziesiątego Doktora, dzięki czemu komiks buduje przyjemność z kontrastu między dwoma wcieleniami Doktora.
Rysunki Roberty Ingranaty zapewniają opowieści spójność z wcześniejszymi komiksowymi przygodami Trzynastej Doktor. Ilustratorka ma elastyczną, ekspresyjną kreskę, zwłaszcza w mowie ciała. Dziesiąty Doktor jest rozpoznawalny, ale najlepsze kadry to te, które oddają jego sposób bycia, a nie fotograficzną dokładność. Płaczące Anioły są darem dla komiksu, ponieważ już same w sobie dotyczą nieruchomych obrazów. W komiksie każdy kadr jest nieruchomy, a czytelnik kontroluje tempo. Przerwa między kadrami staje się odpowiednikiem mrugnięcia, co pozwala wykorzystać specyfikę medium zamiast kopiować rozwiązania telewizyjne. Houser rekompensuje to spotkaniem dwóch wcieleń Doktora. Crossover wnosi wystarczająco dużo nowej energii, by historia nie próbowała przewyższyć „Blink”. Yaz, Ryan i Graham zapewniają ludzki punkt odniesienia i sprawiają, że opowieść nie zamienia się wyłącznie w popis dwóch Doktorów.
Prąd zmienny” jest najbardziej komiksową z trzech historii. Przyjmuje z rozmachem założenie alternatywnej rzeczywistości: historia potoczyła się inaczej, Ziemia została przekształcona, Morskie Diabły zdobyły przewagę, a Rose Tyler jest częścią ruchu oporu. To pomysł, który w telewizji wymagałby ogromnego budżetu, natomiast komiks może zrealizować go bez ograniczeń. Dzięki temu dobrze wykorzystuje możliwości medium. Jako kontynuacja wcześniejszego crossovera Dziesiątego i Trzynastej Doktor „Prąd zmienny” jest bardziej chaotyczny, ale również bardziej rozległy. Komiks przemieszcza się między nostalgią a nową konfiguracją wydarzeń, między przekomarzaniem Doktorów a dramatem ruchu oporu, między powrotem klasycznych potworów a naprawianiem linii czasu. Czasami widać, że historia próbuje pomieścić zbyt wiele, ale zachowuje energię charakterystyczną dla najlepszych przygodowych odsłon Doktora Who.
Czytanie tych historii razem dobrze pokazuje różnicę między podejściem Dana Slotta i Jody Houser do Doktora Who. Slott stawia na widowiskowość, szybkie zwroty akcji i nieustanny napływ pomysłów. Houser bardziej interesują relacje między postaciami, spotkania różnych er serialu oraz emocjonalne konsekwencje podróży w czasie. Wszyscy rysownicy mierzą się z tym samym wyzwaniem: muszą zachować podobieństwo bohaterów do aktorów, nie zamieniając komiksu w zbiór nieruchomych fotografii. Christopher Jones najlepiej oddaje energię Dziesiątego Doktora, Matthew Dow Smith wzmacnia atmosferę grozy, Mike Collins wnosi klasyczną czytelność komiksu przygodowego, a Roberta Ingranata zapewnia spójność historii z Trzynastą Doktor.
Razem te komiksy przypominają, że Doktor Who nie należy do jednego medium. Telewizja daje Doktorowi głos, muzykę i ruch, natomiast komiks oferuje graficzną przesadę, swobodę inscenizacji i możliwość przedstawiania wydarzeń, których ekran nie byłby w stanie pomieścić. W tych historiach TARDIS nie jest tylko większa w środku, jest również większa między kadrami. Żaden z tych komiksów nie jest doskonały, ale wszystkie dobrze rozumieją, czym jest Doktor Who. W najlepszych momentach nie dopisują jedynie przypisów do serialu, lecz odtwarzają uczucie towarzyszące kolejnym podróżom TARDIS – przekonanie, że za następnym zakrętem czasu czeka jeszcze jedna niezwykła historia.
Tytuł: Doktor Who. Z niewielką pomocą przyjaciół
- Scenariusz: Dan Slott, Jody Houser,
- Rysunki: Christopher Jones, Matthew Dow Smith, Mike Collins, Roberta Ingranata
- Tłumaczenie: Marek Starosta
- Data wydania: 20.05.2026 r.
- Wydawnictwo: Egmont
- Druk: kolorowy
- Oprawa: twarda
- Format: 260x170 cm
- Stron: 276
- ISBN: 9788328174825
- Cena: 119,99 zł
Niniejszy zbiór zawiera trzy opowieści o Doktorze: „Był sobie Władca Czasu” („Doctor Who: Once Upon A Time Lord”), „Opowieść o Dwojgu Władcach Czasu” („Doctor Who: A Tale of Two Time Lords – A Little Help from My Friends”) oraz „Prąd zmienny” („Doctor Who: Alternating Current”).
Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie komiksu do recenzji
comments powered by Disqus
























