„Jenny Finn” - recenzja
Dodane: 16-06-2026 20:52 ()
Każdy artysta ma swoje fiksacje i najwyraźniej dla Mike’a Mignoli jest to przedwieczna, niewyjaśniona groza czyhająca w głębi oceanów i kosmicznej otchłani. Ślady tej lovecraftowskiej fascynacji przenikają niemal wszystkie dzieła artysty, od kultowego Hellboya po niszowego Joe Golema. Czasem jedynie delikatnie zarysowane, czasem prominentnie wyeksponowane.
W Jenny Finn autor po raz kolejny sięga ku dziełom Samotnika z Providence, oferując czytelnikom niemalże quasi-baśń osadzoną w miejscu i czasie nieokreślonym, choć wyraźnie inspirowanym Anglią z okresu schyłku rewolucji przemysłowej. Jest to stopniowo dawkująca napięcie, rozwijająca się powoli opowieść o losie tytułowej bohaterki, która, wędrując przez ponure ulice portowego pseudoangielskiego miasteczka, wywołuje samą swoją obecnością szereg ciężkich do wytłumaczenia wydarzeń. Są duchy, jest przedziwna zaraza trawiąca mieszkańców i są też tak charakterystyczne dla inspirowanych twórczością Lovecrafta mediów macki wyłaniające się z ciemności. Atmosfera tej opowieści stanowi jej najsilniejszy atut i wręcz wylewa się z plansz komiksu – wydarzenia są niepokojące, zachowanie bohaterów wzbudza obawy co do ich poczytalności, a czytelnik nigdy nie otrzymuje jednoznacznej odpowiedzi co do natury wydarzeń i charakteru protagonistów. I w sumie bardzo dobrze, bo nic, co mogliby bezpośrednio zaprezentować czytelnikom artysta i scenarzysta, nie będzie mogło równać się z tym, co odbiorcy podsunie wyobraźnia. Ten, kto w publikacji tej będzie próbował doszukiwać się skomplikowanej, wielowątkowej fabuły, która nieustannie trzymałaby czytelnika na krawędzi, po prostu się zawiedzie, bo historia ta, choć ciekawa, jest w gruncie rzeczy prosta i stanowi zaledwie wehikuł, jakim autor dowozi targające za nerwy doznania. Stanowi ona swoiste ezoteryczne ramy zbudowane z duchów, niewyłożonej odbiorcy w pełni mitologii i lovecraftowskich, złowrogich owoców morza. Ramy te wypełniają zaś nie niesamowite intrygi i zwroty akcji, ale właśnie gęsta jak smoła atmosfera niepokoju, przedwiecznej grozy i złowrogiej groteski.
Wspomniana groteska znajduje swoje odzwierciedlenie również, a w zasadzie przede wszystkim, w oprawie recenzowanego albumu. Pisząc o warstwie wizualnej, jestem wewnętrznie rozdarty. Niezwykle podobają mi się szkice wszelkich niezwykłych istot i efektów złowrogich sił, jakie wpływają na przedstawione wydarzenia. Są one odpowiednio soczyste, niekiedy wręcz na granicy wulgarności i czystej makabry. Budzą stosowną do przekazywanej przez scenarzystę treści mieszankę uczuć niepokoju i pewnego obrzydzenia. Niestety równie pochlebnie nie mogę wyrazić się o sposobie, w jaki artysta wizualizuje postacie ludzkie. W ich przypadku odniosłem wrażenie, że rysownik po prostu przesadził i przekroczył granice turpizmu i groteski. Owszem, dało to postaciom niezrównaną ekspresję, ale jednocześnie sprawiło, że w wielu przypadkach szkice sprawiają wrażenie topornych i niechlujnych. Jednoznacznie pochwalę jednak tła pełne budujących wizualną narrację detali oraz stonowaną, utrzymaną w odcieniach brązu kolorystykę podkreślającą ciężką, przytłaczającą wręcz atmosferę oraz to, że ta oszczędna paleta jest jedynie z rzadka przełamana intensywną barwą naturalnie przyciągającą uwagę do najistotniejszych dla sceny detali.
Jenny Finn to pozycja niezwykle dualistyczna. Z jednej strony otrzymujemy niezgorszą pomimo prostoty historię, z której atmosfera i niepokój wylewają się niczym z przepełnionej beczki, a z drugiej jest to komiks, w którym niezupełnie sprawdza się obrany przez rysowników kierunek artystyczny. Osobiście uważam jednak, że atuty tego albumu przeważają nad jego wadami. Pomimo wskazanych niedociągnięć uważam, że Jenny Finn to pozycja, z którą warto się zapoznać. Miłośnicy kosmicznego horroru i przedwiecznej, skrywającej się w niezbadanych zakątkach świata grozy docenią ciężką i przytłaczającą atmosferę, a dla ludzi, którzy z tego typu mediami nie mieli wcześniej do czynienia, komiks ten może stać się intrygującym początkiem ich przygody ze zgłębianiem mrocznych tajemnic, których ludzkość poznać nie powinna.
Tytuł: Jenny Finn
- Scenariusz: Mike Mignola, Troy Nixey
- Rysunki: Troy Nixey, Farel Dalrymple
- Kolor: Dave Stewart
- Wydawnictwo: Egmont
- Data wydania: 02.2024 r.
- Tłumaczenie: Jacek Drewnowski
- Druk: kolorowy
- Oprawa: twarda
- Format: 17,0x26,0 cm
- Stron: 136
- ISBN: 9788328153660
- Cena: 79,99 zł
Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie komiksu do recenzji
comments powered by Disqus
























