„Rycerze Heliopolis” tom 4: „Citrinitas, faza żółcenia” - recenzja
Dodane: 14-06-2026 21:22 ()
Przeszło cztery lata przyszło nam czekać na finał opowieści snutej przez Alejandro Jodorowsky’ego. Powrót po latach do nieco zapomnianej serii może być bolesny, zwłaszcza że nie jest to historia, która szczególnie mocno zapada w pamięć. Sytuacji z pewnością nie poprawia brak konsekwencji scenarzysty w rozwijaniu wcześniej zainicjowanych wątków. Zamiast tego dość swobodnie przechodzi on od jednego elementu fabuły do drugiego, nie przejmując się nadmiernie jej spójnością. Można wręcz odnieść wrażenie, że Jodorowsky dobiera sobie wątki i rozwiązania fabularne wyłącznie po to, by doprowadzić opowieść do końca, przez co staje się ona w pełni zrozumiała jedynie dla jej autora.
Jodorowsky pozostaje wierny swoim ulubionym motywom. Mamy więc tu szczyptę ezoteryki, bajdurzenie o przemianie duchowej, androgynii, metafizyce czy długowieczności. W przypadku czwartej odsłony cyklu twórcy wyciągają niczym asa z rękawa postać Kuby Rozpruwacza, czyniąc ją centralną osobowością opowieści, ale nie w oczywistym sposób. Jodorowsky nie byłby sobą, gdyby nie przekształcił historii rzeźnika z Whitechapel na swój sposób. Warto tu zaznaczyć, że jego wybór jest dziwaczny, przekombinowany i odziera postać z jej pierwotnego charakteru. Finał rozwija wątki obecne od początku serii, ale jednocześnie wprowadza wyraźnie większą dawkę fantastyki naukowej. To pokaz twórczej odwagi autora tudzież desperacki ruch mający na celu zagwarantować zaskakujący, a nie ograny finałowy twist. Powoduje to, że opowieść oddala się od atmosfery historycznej tajemnicy znanej z wcześniejszych tomów i staje się zbyt fantastyczna oraz przesadzona. Tempo narracji jest szybkie, a kolejne tajemnice zostają wyjaśnione w widowiskowy, acz pośpieszny sposób. Pewną wadą może być nagromadzenie pomysłów i nazbyt gwałtowne przejście od alchemicznej przygody do rozwiązań o niemal kosmicznej skali. Komiks pozostaje dziełem charakterystycznym dla Jodorowsky’ego, pełnym symboliki, rozmachu i nieograniczonej wyobraźni. Szkopuł w tym, że autor wrzucił zbyt wiele składników do fabularnego gara i wyszła mu ciężkostrawna breja.
Mocną stroną albumu pozostaje oprawa graficzna. Rysunki Jérémy’ego są staranne, pełne detali i dobrze oddają zarówno historyczne realia, jak i bardziej niezwykłe elementy fabuły. Plansze są czytelne, a projekt postaci oraz scenografii utrzymuje wysoki poziom, do którego ilustrator zdążył nas przyzwyczaić w poprzednich odsłonach. Finał dostarcza kilku efektownych scen, jednak problemem może być to, że rozmach opowieści nie zawsze idzie w parze z emocjonalnym zaangażowaniem odbiorcy i wiarygodnością wydarzeń. Można odnieść wrażenie, że momentami forma zaczyna dominować nad treścią.
Miłośnicy twórczości Jodorowsky’ego znajdą tu wiele elementów charakterystycznych dla jego stylu, natomiast osoby oczekujące bardziej stonowanego i spójnego finału mogą odczuć pewien niedosyt. To ledwie poprawne zwieńczenie serii z bardzo dobrą warstwą graficzną, jednak scenariuszowi brakuje konsekwencji i przekonującego domknięcia wszystkich wątków. Finał bez wątpienia pozostawia mieszane uczucia. Potrafi zaintrygować niecodziennymi pomysłami, lecz nie zawsze umie w pełni wykorzystać ich potencjał. Sprawia wrażenie, jakby Jodorowsky nie był do końca przekonany, czy pierwotne założenia wystarczająco wybrzmiewają w zakończeniu, dlatego zdecydował się rozbudować historię o kolejne wątki, co ostatecznie doprowadziło do przeładowania narracji.
Tytuł: Rycerze Heliopolis tom 4: Citrinitas, faza żółcenia
- Scenariusz: Alejandro Jodorowsky
- Rysunek: Jérémy Petiqueux
- Kolor: Felideus Bubastis
- Tłumaczenie: Jakub Syty
- Wydawnictwo: Taurus Media
- Polska premiera: 31.05.2026 r.
- Liczba stron: 56
- Format: A4
- Oprawa: twarda
- Papier: kredowy
- Druk: kolor
- Wydanie: I
- Cena: 65 zł
Dziękujemy wydawnictwu Taurus Media za udostępnienie komiksu do recenzji.
comments powered by Disqus
























