„Epic Collection The Amazing Spider-Man: Saga klonów” - recenzja
Dodane: 05-06-2026 21:03 ()
Niesławna „Saga klonów” stała się synonimem upadku Spider-Mana. Także w naszym kraju. Czas mijał, kurz opadł, sentyment wzrósł, a współczesne przygody Człowieka Pająka okazały się dalekie od wyobrażeń przynajmniej długoletnich fanów. Komiks superbohaterski wygląda już całkiem inaczej. Idzie z duchem czasu, ze wszystkimi tego zaletami i wadami, nawet jeśli tych drugich jest o wiele więcej. Nie inaczej było w połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Pod pewnymi względami nic tak naprawdę się nie zmienia. Korporacja pozostaje korporacją. Liczą się tylko pieniądze czytelników.
Wywrócenie do góry nogami życia Petera Parkera miało podnieść zainteresowanie jego przygodami, a przynajmniej utrzymać je na zadowalającym poziomie sprzedaży. Po latach można zauważyć, że początkowy okres „Sagi klonów”, przypadający na rok 1994, okazał się całkiem satysfakcjonującą lekturą, która wydawała się zmierzać do konkretnego i konstruktywnego rozwiązania. Któż mógł wtedy przewidzieć jej gargantuiczną rozwlekłość?
A więc ciocia May nieprzytomna wylądowała na szpitalnym oddziale. Mary Jane zmaga się z utratą więzi z mężem, a Peter coraz mocniej pogrąża się w swoim obłędzie. Na domiar złego na scenę wkroczył jego klon – Ben Reilly próbujący odnaleźć siebie w cudzym życiu. Oczywiście należy wspomnieć o nowych przeciwnikach, takich jak Judasz Podróżnik i jego świta oraz tajemniczy morderca Kain, a także o starych znajomych pokroju Pumy, Sępa i – a jakże! – Venoma, który przykleił się do przygód Pajęczarza jak rzep do psiego ogona.
Jednak twórcy odpowiadający za cztery regularnie ukazujące się serie poświęcone Człowiekowi Pająkowi zgrabnie wpasowali powyższe elementy w fabularną układankę, tworząc zalążki skomplikowanej historii trzymającej w napięciu. Od pewnego momentu gospodarzem „Web of Spider-Man” oraz „Spider-Man” został Reilly, Parker natomiast zachował dla siebie łamy flagowych „The Amazing Spider-Man” i „The Spectacular Spider-Man”. To właśnie na podziale między starym a nowym – dosłownie i w przenośni – skupili się J.M. DeMatteis, Terry Kavanagh, Howard Mackie, Tom DeFalco, Todd Dezago oraz współpracujący z nimi rysownicy.
Parker to pełzająca śmierć. Człowiek, który wkroczył na drogę wewnętrznego rozkładu, jak gdyby został skażony morderczym dotknięciem Carriona. I nawet jeśli w pewnym momencie przejrzy na oczy, otrząśnie się z natłoku dramatycznych wydarzeń, jakie go spotkały, los nie pozwoli mu cieszyć się spokojem. Zainfekowany śmiertelnym wirusem Sępa będzie musiał stoczyć walkę z czasem, aby zdobyć antidotum.
DeMatteis, w charakterystycznym dla siebie stylu pracy, sięga głęboko w psychikę głównego bohatera. Problem w tym, że współpracujący z nim Mark Bagley w żaden sposób nie potrafił w swoich rysunkach oddać głębi rozważań dotyczących życia i śmierci, dobra i zła oraz wszystkich moralnych rozterek wiążących się z działalnością superbohaterską. Nie jest to udana współpraca, choć amerykański scenarzysta dwoi się i troi.
Co ciekawe, Sal Buscema, rysujący do scenariuszy Toma DeFalco i Todda Dezago, w pełni oddaje mroczny okres przygód Petera Parkera. To w jego ilustracjach odnajdujemy ból, smutek, cierpienie, ale także ukojenie i wewnętrzne pojednanie. Z plansz Buscemy wyłania się przede wszystkim człowieczeństwo. U Bagleya obcujemy natomiast z manekinami, korporacyjnymi produktami mającymi przybierać odpowiednią formę. Sal konsekwentnie trzyma się własnego stylu, nie podążając ślepo ku efekciarstwu.
W przeciwieństwie do Toma Lyle’a, który widowiskowo urzeczywistnia wizję Howarda Mackiego, odpowiedzialnego odtąd wraz z Terrym Kavanaghem za losy Bena Reilly’ego. Ten wkroczył na nowojorską scenę superbohaterską jako Scarlet Spider. A że jego pierwszym przeciwnikiem został Venom, nikt nie nadawał się lepiej od Lyle’a do przedstawienia tego dynamicznego pojedynku rozgrywającego się w strugach deszczu. Klon Petera jest jego całkowitym przeciwieństwem. Szukający życia, walczący o nie ze wszystkich sił, bierze na swoje barki maksymę Bena Parkera – Bena, którego zna, choć nigdy nie mógł poznać naprawdę. Poczuć jego dotyku, usłyszeć głosu... To tylko zakodowane wspomnienia. Reilly nie jest robotem, cyborgiem, androidem ani jakąkolwiek maszyną, ale czy jest istotą ludzką? Skoro broni słabszych, ma moralne rozterki, czuje i przeżywa, to chyba tak. A jeśli tak, to czy może wkroczyć z butami w życie Parkerów? Cóż, ten konflikt dopiero przed nami.
„Saga klonów” rozpoczęła się na dobre.
Tytuł: Amazing Spider-Man Epic Collection. Saga klonów
- Scenariusz: Tom Defalco, J.M. DeMatteis, Terry Kavanagh, Howard Mackie, Tom Lyle
- Rysunki: Steven Butler, Mark Bagley, Sal Buscema, Liam Sharp
- Wydawnictwo: Egmont
- Data wydania: 26.03.2025 r.
- Druk: kolorowy
- Oprawa: twarda
- Format: 170 x 260 mm
- Stron: 456
- ISBN: 9788328175105
- Cena: 199,99 zł
Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie komiksu do recenzji
comments powered by Disqus
























