„Amazing Spider-Man” tom 5: „Martwy język część 1” - recenzja

Autor: Jacek Szeląg Redaktor: Redakcja

Dodane: 03-06-2026 21:16 ()


Piąty tom serii „Amazing Spider-Man” Zeba Wellsa nie jest to opowieścią wyłącznie o tym, czy Spider-Man pokona kolejnego wroga. Jest to historia o rachunku wystawionym po wszystkim, co Peter zrobił, czego nie zdążył zrobić, czego nie potrafił wyjaśnić i czego inni nie są w stanie mu wybaczyć. W niniejszym tomie dostajemy zatem nie tylko kolejną porcję pajęczych wygibasów, ale także długo wyczekiwany powrót do tajemnicy, która ciążyła nad runem Zeba Wellsa od samego początku.

Tom ten zbiera materiał, który można podzielić na dwie części. Najpierw otrzymujemy lżejszą historię z Peterem i Felicją Hardy, czyli Black Cat, za którą scenariuszowo odpowiada Joe Kelly, a rysunkowo Terry Dodson. Następnie komiks przechodzi do zasadniczej części dramatu prowadzonego przez Zeba Wellsa i Johna Romitę Jr., gdzie powraca pytanie: co właściwie wydarzyło się między Peterem a Mary Jane?

Trzeba przyznać, że takie zestawienie daje dość osobliwy efekt. Z jednej strony mamy komediowo-romantyczny wypad Petera i Felicji, którzy próbują na moment wyrwać się z nowojorskiego chaosu. Z drugiej strony czytelnik wie, że gdzieś pod powierzchnią tej pozornej lekkości tli się znacznie większy dramat. Peter nie jest człowiekiem, który potrafi po prostu odpocząć. Gdziekolwiek się pojawi, tam prędzej czy później dopadnie go marvelowska rzeczywistość, ubrana w kolorowy kostium, uzbrojona w pretensje i gotowa zrujnować mu nawet najbardziej niewinny wyjazd.

Joe Kelly bardzo dobrze czuje komediowy potencjał Spider-Mana. Jego Peter jest nerwowy, samoświadomy, gadatliwy i pełen tych drobnych mechanizmów obronnych, które sprawiają, że bohater żartuje nawet wtedy, gdy wcale nie jest mu do śmiechu. To bardzo pajęcze. Spider-Man od zawsze był klaunem stojącym w środku tragedii. Kelly wydobywa tę cechę z dużą swobodą, a jego dialogi z Felicją mają odpowiednią lekkość. Black Cat nie jest tutaj wyłącznie seksowną złodziejką i ozdobą fabuły. To kobieta, która zna Petera na tyle dobrze, aby widzieć, że coś jest z nim nie tak. Wie, kiedy żart jest tylko żartem, a kiedy staje się zasłoną dymną.

W relacji Petera i Felicji najciekawsze jest to, że oboje zdają sobie sprawę z jej niepełności. Są sobie bliscy, przyciągają się, lubią swoje towarzystwo, ale nad całością wisi duch Mary Jane. Nie w dosłownym sensie, rzecz jasna, lecz emocjonalnym. Felicja nie jest głupia. Wie, że Peter nie wszedł w nowy związek jako człowiek wolny od przeszłości. On raczej próbuje znaleźć schronienie przed bólem, którego nadal nie potrafi nazwać. Dzięki temu ich wspólne sceny mają w sobie więcej smutku, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.

Za rysunki w tej części odpowiada Terry Dodson, którego kreska znakomicie pasuje do bardziej stylowego, flirtującego i nieco absurdalnego tonu opowieści. Dodson rysuje Felicję z wdziękiem, pewnością siebie i teatralnością, które są dla tej postaci bardzo naturalne. Jego Peter ma natomiast w sobie coś z człowieka próbującego udawać, że wszystko jest w porządku, choć ciało zdradza zmęczenie. Plansze są czytelne, eleganckie, dynamiczne wtedy, gdy trzeba, a przy tym przyjemne dla oka. To nie jest Spider-Man brudny, obity i rozpaczliwy. To Spider-Man próbujący jeszcze przez chwilę funkcjonować w konwencji przygodowo-romantycznej farsy.

Problem w tym, że sama fabuła wyjazdowa nie należy do najbardziej pamiętnych. Czyta się ją dobrze, bo Kelly ma ucho do dialogów, a Dodson oko do postaci, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że ta część jest przede wszystkim rozgrzewką. Owszem, pełni funkcję oddechu po wcześniejszych wydarzeniach i przed tym, co nadchodzi, ale w tomie zatytułowanym „Martwy język” czytelnik czeka przede wszystkim na konkrety związane z główną tajemnicą runu. W efekcie pierwsze rozdziały są sympatyczne, lecz nie tak istotne, jak mogłyby być.

Następnie na scenę wchodzą Zeb Wells i John Romita Jr., a ton komiksu zmienia się diametralnie. Romita Jr. to nazwisko nierozerwalnie związane ze Spider-Manem. Można lubić jego styl lub za nim nie przepadać, ale trudno odmówić mu rozpoznawalności. Jego kreska jest kanciasta, szorstka, często brutalna. Postacie wyglądają, jakby rzeczywiście odczuwały ciężar ciosów. Spider-Man w jego wykonaniu nie jest wyłącznie akrobatą fruwającym nad miastem. Jest ciałem rzuconym w ruch, obijanym o ściany, przeciskanym przez katastrofę i zmuszonym do dalszego biegu.

Do materiału Wellsa pasuje to bardzo dobrze. „Martwy język” nie jest bowiem elegancką opowieścią o złamanym sercu. To raczej historia o psychicznym i emocjonalnym pobojowisku. Peter od początku runu był przedstawiany jako człowiek odtrącony, skonfliktowany z bliskimi, niezrozumiany i podejrzanie samotny. Mary Jane żyła już innym życiem, u boku Paula i dzieci. Czytelnik przez długi czas nie wiedział, co właściwie się wydarzyło. W tym tomie zasłona zaczyna się wreszcie podnosić.

Martwy język nie musi być pozbawiony znaczenia. Można go badać, tłumaczyć, odczytywać. Może przechowywać historię. Ale nie jest już językiem używanym naturalnie przez ludzi. Relacja Petera i Mary Jane w tym tomie przypomina właśnie taki język. Pamiętają wspólne znaczenia, gesty, emocje i historię. Tyle że okoliczności zmieniły się tak bardzo, iż dawne słowa nie działają już tak samo. To bardzo dobry materiał na dramat. I trzeba oddać Wellsowi, że miejscami potrafi z niego wydobyć sporo napięcia. Peter jest zdesperowany, rozbity i niecierpliwy. Mary Jane jest zamknięta, zmęczona, broniąca tego, co stało się jej nową rzeczywistością. Nie jest tu wyłącznie nagrodą, którą bohater ma odzyskać po przejściu odpowiedniej liczby prób. Ma własne doświadczenie, własną traumę i własną odpowiedzialność. To ważne, bo Mary Jane zbyt często bywa w komiksach sprowadzana do funkcji symbolu utraconego szczęścia Petera. Tutaj Wells przynajmniej próbuje potraktować ją jako osobę, która przeżyła coś niezależnie od niego.

Czy ta próba w pełni się udaje? Niekoniecznie. To właśnie największy problem tomu. Wiele zostaje zasygnalizowane, ale nie domknięte. Czytelnik dostaje odpowiedzi, lecz nie wszystkie. Dostaje emocjonalny kontekst, ale nadal musi czekać na pełny obraz. Tom kończy się z poczuciem, że prawdziwy werdykt należy odłożyć do dalszego ciągu.

Ciekawe jest też zestawienie Romity z Dodsonem. W obrębie jednego tomu dostajemy dwa zupełnie różne oblicza Spider-Mana. Dodson pokazuje Petera próbującego funkcjonować w komediowo-romantycznej przygodzie z Black Cat. Romita pokazuje Petera, który wraca do źródła własnej katastrofy. Pierwsza część jest lżejsza, bardziej elegancka, miejscami wręcz błyszcząca. Druga jest cięższa, szorstka, pełna napięcia. Ten kontrast można uznać za wadę, bo tom sprawia przez to wrażenie nierównego. Można go jednak także odczytać jako świadome zderzenie pozoru normalności z prawdą, która pod nim gnije.

Mimo wszystko całość nie jest tak spójna, jak mogłaby być. Pierwsze rozdziały są przyjemne, ale niekoniecznie niezbędne. Druga część jest ważniejsza, lecz pozostaje niedokończona. W efekcie tom działa bardziej jako etap większej podróży niż pełna, samodzielna opowieść. Kto śledzi run Wellsa od początku, ten znajdzie tu sporo materiału do przemyśleń. Kto chciałby po prostu sięgnąć po pojedynczy tom Spider-Mana może poczuć niedosyt.

Nie jest to najlepszy możliwy punkt wejścia w świat Spider-Mana, ale jako część większego runu ma duże znaczenie. „Martwy język” przypomina, że Peter Parker zawsze płaci za swoje wybory, nawet wtedy, gdy wybiera dobrze. I właśnie dlatego, mimo wszystkich zastrzeżeń, trudno przejść obok tego tomu obojętnie.

 

Tytuł: Amazing Spider-Man tom 5: Martwy język część 1

  • Scenariusz: Zeb Wells, Joe Kelly
  • Szkic: John Romita Jr., Terry Dodson
  • Tusz: Rachel Dodson
  • Kolory: Marcio Menyz, John Romita Jr., Scott Hanna
  • Tłumaczenie z języka angielskiego: Bartosz Czartoryski
  • Wydawca wersji oryginalnej: Marvel Comics
  • Wydawca wersji polskiej: Story House Egmont
  • Data publikacji wersji polskiej: 06.05.2026 r. 
  • Oprawa: miękka ze „skrzydełkami”  
  • Format: 167 x 255 mm
  • Druk: kolor
  • Papier: kredowy
  • Liczba stron: 120
  • Cena: 59,99 zł

                  Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie komiksu do recenzji.


comments powered by Disqus