„Palce z kwarcu” - recenzja
Dodane: 28-05-2026 21:03 ()
Ależ mamy mocną wiosnę w Kulturze Gniewu. Zaledwie miesiąc po premierze „Na Jedno Pub” Karol Kalinowski kontratakuje swoim nowym dziełem „Palcami z kwarcu”. Ponownie jest to pozycja przeznaczona dla dojrzałego odbiorcy, a humor – choć nadal pozostaje absurdalny – stoi moim zdaniem o półkę wyżej. Już na początku recenzji mogę zdradzić, że choć „Łauma” (komiks dla czytelników w każdym wieku) zapewne pozostanie tym tytułem w dorobku autora, który stawia się na piedestale, to jednak „Palce z kwarcu” stały się moim prywatnym ulubieńcem.
To komiks, który powstawał dość długo. Wspominałem już o tym w recenzji „NJP” – grafika z chłopcem w dziwnie znajomo wyglądającej fryzurze była publikowana w internecie kilka lat temu. Skoro już przy tym jesteśmy, to ów chłopiec ma na imię Wojtek, posiada najczystsze serce, lubi grać na fujarce i paść świnki, a wygląda znajomo, bo przypomina Fryderyka Chopina – i to skojarzenie zdecydowanie nie jest przypadkowe. Już na dziesiątej stronie dostajemy dość jasne nawiązanie, które pokazuje erudycję autora i jego zabawę różnymi motywami. Akcja rozpoczyna się bowiem w roku 1810, a dokładniej – jak możemy przeczytać – 22 lutego lub 1 marca. Zapytacie: to w końcu którego dnia? No właśnie, bo dokładnie taką niepewną datę podaje się jako datę narodzin wielkiego wirtuoza muzyki klasycznej.
Wojtek Chopinem nie jest i już na stronie jedenastej, wraz z piękną onomatopeją „JEBUT”, w okolicy rozbija się statek kosmiczny. Na jego pokładzie znajduje się wcale nie Green Lantern, a członek Ligi Kosmicznych Strażaków. Wojtek nie chce jednak opuszczać planety i dołączać do Strażaków. Dostaje od przybysza prezent związany z tytułowym kwarcem. Matula Wojtka postanawia iść z buta do Indii, by poznać przystojnego trenera tygrysów, a jej syn wraz z nowo nabytym robotycznym lokajem wyrusza, by robić gry i zostać legendą gamedevu. Przypominam, że mamy początek XIX wieku. Paweł 64, pierwsza przenośna konsola, nie jest nawet najdziwniejszą rzeczą, jaką znajdziemy w tym komiksie. Mamy tu również superkomputer Helenę Trojanowską (!), nawiązanie do austriackiego akwarelisty oraz uzależniającą substancję ideologiczną pod nazwą maksizm. Oprócz tego pojawia się choćby pewien siłacz, autor kulturystycznej teorii grawitacji, potrafiący zwiększać swoją masę (za sprawą serwatki superżołnierza) niczym jegomość, który kiedyś złamał Nietoperza. I to wcale nie są jedyne nawiązania, jakie znajdziemy w „Palcach z kwarcu”. Jest ich całe mnóstwo. Przy pierwszej lekturze na pewno nie wyłapałem wszystkich, ale wiem jedno – kolejne lektury przede mną. Nie chcę wchodzić w szczegóły fabularne, ale wspomnę choćby o tym, że w tej wersji Polski mamy Wielkie Imperium Lechickie („Turbolechici” KRL-a na zawsze w sercu za genezę nazwy miasta Radom). Są samochody, są pociągi, ale zamiast PKP mamy LKP – Lechickie Koleje Państwowe. U pana z wózka można zamówić nie tylko napoje czy przekąski, ale też… recytację poezji. To świat, w którym nie sposób przewidzieć, co na kolejnej stronie wypluje wyobraźnia KRL-a. A ten żongluje kulturowymi i popkulturowymi odniesieniami, oferując odbiorcy kupę radochy i czystej, wydestylowanej frajdy.
Myślę też, że autor bardzo skutecznie zaspokaja gusta różnych czytelników. Opublikowane jakiś czas temu dla dzieci „Kamyczki” (ulubiona jednotomówka mojego syna) i cykl „Borka i Sambor”, dopiero co wydane „NJP” z humorem ocierającym się o klimat znany z komiksów „Śledzia” (KRL tuszował i kolorował ten tytuł) – z takim trochę postproduktowym klimatem. A teraz dostajemy „Palce z kwarcu”. Piekielnie zabawne, niegłupie opus magnum Kalinowskiego.
Jeszcze kilka słów o warstwie graficznej. Mimo że miesiąc po miesiącu dostajemy komiksy tego samego autora, kreska jest tutaj wyraźnie inna. Zresztą, jak można dowiedzieć się z posłowia, początki „NJP” datuje się na lata wstecz. Nie wiem dokładnie, kiedy zaczęły powstawać „Palce z kwarcu”, ale widać, że to trochę inny KRL.
Kartkując album, można odnieść wrażenie, że kreska jest bardziej geometryczna, ale jednocześnie bez problemu rozpoznajemy, że to jego styl. Choćby poprzez charakterystyczne elementy, jak nosy postaci, które mają w sobie coś niepodrabialnie „karelowego”.
Wybaczcie, jeśli ta recenzja wydaje się trochę chaotyczna, ale taki właśnie jest ten komiks. W tym szaleństwie jest jednak metoda. Mam nadzieję, że KRL nie zwolni tempa i nie będziemy musieli długo czekać na kolejny projekt, który narodzi się w jego umyśle i trafi do nas za sprawą palców dzierżących ołówek. Może akurat te palce nie są z kwarcu, ale zdecydowanie pełno w nich twórczej mocy.
Tytuł: Palce z kwarcu
- Scenariusz: Karol Kalinowski
- Rysunki: Karol Kalinowski
- Wydawnictwo: Kultura Gniewu
- Data wydania: 20.05.2026 r.
- Druk: czarno-biały
- Oprawa: miękka ze skrzydełkami
- Format: 145x200 mm
- Stron: 192
- ISBN: 978-83-68331-69-1
- Cena: 49,90 zł
Dziękujemy wydawnictwu Kultura Gniewu za udostępnienie komiksu do recenzji.
comments powered by Disqus
























