„Dotykaliśmy fragmentu polskiej kultury i wyobraźni kilku pokoleń” - rozmowa z Karolem Weberem
Dodane: 28-05-2026 04:34 ()
„Dotykaliśmy fragmentu polskiej kultury i wyobraźni kilku pokoleń” - rozmowa z Karolem Weberem, autorem scenariusza „Nowych Przygód Tytusa, Romka i A’Tomka”.
Paradoks: O tym, że przed nami zupełnie nowe przygody najsłynniejszych bohaterów Papcia Chmiela, powstałe już po odejściu nieodżałowanego mistrza, dowiedzieliśmy się w styczniu tego roku. Twój udział w tym przedsięwzięciu został ujawniony ledwie kilka tygodni temu. Jak trafiłeś na ,,pokład" tego projektu?
Karol Weber: Wszystko zaczęło się od Zbyszka Larwy, którego rysunki Tytusa zdobyły uznanie, zarówno w oczach Wydawcy, którym jest Próśzyński jak i w oczach syna Papcia Chmiela – Artura. Gdy pojawił się rysownik, który mógł unieść ciężar tworzenia rysunków, zaczęto szukać scenarzysty. Wydawca złożył mi propozycję, żeby napisać kilka przykładowych stron komiksu. Gdy to zrobiłem, dostałem propozycję pisania Nowych Przygód Tytusa.
Paradoks: Pamiętasz może co poczułeś, gdy otrzymałeś to zaproszenie? Nie da się bowiem ukryć, że w przypadku ,,Tytusa, Romka i A'Tomka" mamy do czynienia z dobrem kultury z gatunku szczególnych...
Karol Weber: Tak, „Tytus, Romek i A’Tomek” to seria absolutnie wyjątkowa i bez wątpienia kultowa. Można powiedzieć, bez cienia przesady, że to najważniejszy bohater komiksowy, jaki narodził się w Polsce. Jako fan komiksu od lat marzyłem o tym, by ktoś podjął się wznowienia tej serii i przypomniał ją nowym pokoleniom czytelników. Kiedy odezwały się do mnie osoby z wydawnictwa Prószyński i S-ka, pomyślałem przede wszystkim, że to świetna wiadomość dla fanów. Cieszyła mnie sama świadomość, że Tytus znów będzie mógł bawić i uczyć kolejne pokolenia. W tamtym momencie nie przypuszczałem jeszcze, że finalnie będę odpowiadał za scenariusz „Nowych Przygód Tytusa”. Ogromnym wsparciem był dla mnie Artur Chmielewski, który wniósł do projektu część wrażliwości i ducha swojego ojca. Dzięki temu Tytus pozostał tym samym bohaterem, którego od dekad znają i kochają czytelnicy. Siadając nad pustą kartką i przystępując do pracy, nie gloryfikowałem Tytusa, nie stawiałem na piedestałach mając świadomość, że w pewnym momencie ta postać może stać się zbyt duża a każdy pomysł zbyt mały. Gdyby to się stało, mógłbym się zaciąć na kilka dni… a terminy były napięte.
Paradoks: Nie obawiałeś się w tym kontekście histerii ze strony nadwrażliwie usposobionej części komiksowego środowiska? Wszak Polska (czy jak wolą niektórzy ,,tenkraj") ,,opiniotwórcami" stoi, którzy zawsze wiedzą ,,jak robić lepiej"...
Karol Weber: Nie, nigdy szczególnie nie przejmowałem się opiniami innych. Komiksy tworzę przede wszystkim dla siebie. Piszę historie, które sam chciałbym przeczytać, i opisuję plansze, które sam chciałbym mieć w swojej kolekcji. Krytyka była, jest i zawsze będzie. Zawsze znajdą się osoby przekonane, że zrobiłyby coś lepiej albo że „to i tak się nie uda”. Świat komiksu zna wiele podobnych sytuacji. Niejeden twórca był na początku ostro krytykowany, a po latach stawał się ikoną i punktem odniesienia dla kolejnych pokoleń autorów. Taki mechanizm powtarza się od lat, nie tylko w Polsce. Zresztą brak emocji wokół projektu martwiłby mnie bardziej niż sama krytyka. Jeżeli pojawiają się dyskusje, spory czy nawet mocne reakcje, to znaczy, że dana publikacja została zauważona i wywołała emocje. A w przypadku Tytusa te emocje muszą być wyjątkowo silne, bo mówimy o bohaterze, z którym wychowały się całe pokolenia czytelników. Dochodzi tu jeszcze jeden ważny aspekt — dla wielu osób Papcio Chmiel i Tytus są czymś więcej niż tylko serią komiksową. To część dzieciństwa, wspomnień i pewnego fragmentu polskiej kultury. Dlatego część fanów uważa, że po śmierci Papcia Chmiela seria nie powinna być kontynuowana. Czytałem wiele opinii mówiących, że Papcio Chmiel nie chciał kontynuacji Tytusa. Z drugiej strony pojawiały się również głosy, że nie chciał, aby ten bohater z czasem odszedł w zapomnienie. I właśnie w tym kryje się pewien paradoks. Bo jeśli świat Tytusa przestałby żyć, po latach mógłby pokryć się kurzem pamięci, stając się jedynie wspomnieniem dawnych pokoleń czytelników. To naturalne, że ludzie będą interpretowali takie sprzeczności na własny sposób i wykorzystywali je do wzmacniania swoich opinii. My jednak mieliśmy świadomość, że nie pracujemy wyłącznie nad kolejnym komiksem. Dotykaliśmy fragmentu polskiej kultury i wyobraźni kilku pokoleń. Dlatego od początku zależało nam przede wszystkim na tym, aby ocalić Tytusa i jego niezwykły świat przed ciszą i zapomnieniem. Chcieliśmy, żeby nadal dawał ludziom radość, humor i ten specyficzny rodzaj dziecięcej wyobraźni, który od dekad towarzyszy czytelnikom.
Paradoks: Wygląda na to, że entuzjastą tego przedsięwzięcia jest również syn Papcia Chmiela, Artur Chmielewski. Z tego co już wspominałeś również rzeczony uczestniczył w tym projekcie. Scenariusz jest zatem efektem Waszej współpracy?
Karol Weber: Tak, zdecydowanie. Artur wniósł do tego projektu coś, czego nie dałoby się odtworzyć ani nauczyć — ducha Papcia Chmiela. Jego poczucie humoru, sposób patrzenia na świat, lekkość opowiadania i ten charakterystyczny rodzaj wyobraźni, który od razu kojarzy się z Tytusem. Podczas naszych regularnych spotkań Artur bardzo często opowiadał o pracy swojego ojca — o jego rytmie tworzenia, podejściu do scenariusza, sposobie budowania gagów czy myśleniu o bohaterach. Dzięki temu mogliśmy zajrzeć za kulisy powstawania Tytusa i poznać fragment tej historii od strony twórczej, nie tylko czytelniczej. Artur jest również prawdziwą skarbnicą pomysłów. Potrafił w jednej chwili wywrócić cały koncept do góry nogami, podsunąć nowy kierunek albo zadać pytanie, które zmieniało sposób myślenia o scenie czy bohaterach. To była bardzo twórcza współpraca — pełna energii, spontaniczności i śmiechu. Wiele scen czy dialogów rodziło się właśnie podczas naszych rozmów, zarówno tych oficjalnych, zespołowych, jak i całkowicie prywatnych. I myślę, że właśnie dzięki temu w tym projekcie udało się zachować coś więcej niż tylko styl serii — udało się zachować jej atmosferę.
Entuzjastów tego projektu jest jednak więcej. Nie można pominąć tutaj robi Wydawcy i Zbyszka Larwy, który jest wielkim miłośnikiem przygód Tytusa. Podobnie osoby ze strony Wydawnictwa, z którymi współpracowałem – Maciek i Kamil. Bez wspólnych wysiłków i pracy tych osób, możliwe, że Nowe Przygody Tytusa nigdy nie ujrzałyby światłą dziennego.
Każdy wniósł swoją wiedzę, pasję i doświadczenie. W końcu Prószyński od wielu lat wydaje Tytusy stworzone przez Papcia, a osoby z Wydawnictwa znały go osobiście. Ich udział w projekcie wnosił więc to, czego mogłoby nam brakować, gdybyśmy pracowali nad nim sami.
Paradoks: Jak długo trwał proces realizacyjny?
Karol Weber: Prace nad „Nowymi Przygodami Tytusa” trwały kilka miesięcy, choć trudno zamknąć ten proces w konkretnych ramach czasowych. To była bardzo dynamiczna i żywa praca twórcza. Sam scenariusze piszę zazwyczaj dość szybko, ale w tym przypadku po ukończeniu pierwszej wersji podjęliśmy decyzję, że cała druga połowa historii powinna zostać zmieniona, aby lepiej trafić do współczesnego odbiorcy. Pierwotna wersja wyglądała więc zupełnie inaczej. W praktyce oznacza to, że istnieją dziś dwa scenariusze tych przygód — pierwszy, który zachowałem u siebie, oraz finalna wersja, która trafiła do publikacji. Cały proces opierał się na ciągłych rozmowach, analizach i wzajemnym komentowaniu pomysłów.
Bardzo często wracaliśmy do gotowych scen, przewracaliśmy je do góry nogami, zmienialiśmy interpretacje albo szukaliśmy nowych rozwiązań. I właśnie dlatego trudno powiedzieć: „to trwało dokładnie tyle i tyle”. Nawet rozwiązania, które wydawały się ostateczne, po kolejnym spotkaniu przestawały nimi być, bo nagle ktoś rzucał jedno zdanie: „A może spróbować inaczej?”. Jeśli pomysł trafiał do wszystkich, zmienialiśmy zarówno scenariusz, jak i gotowe już plansze.
Ogromną pracę wykonał tutaj również Zbyszek Larwa. Pamiętam, że kiedy pierwszy raz zobaczyłem jego Tytusa, zapytałem pół żartem, czy przypadkiem nie są to jakieś nieznane plansze samego Papcio Chmiel. Byłem pod ogromnym wrażeniem tego, jak dobrze uchwycił charakter tej serii. Co ważne, wiele ciekawych rozwiązań i pomysłów wyszło właśnie od niego. Myślę, że każdy, kto uczestniczył w tym projekcie — od Zbyszka, przez Artura Chmielewskiego, aż po zespół z wydawnictwa Prószyński i S-ka — zostawił w tej historii swój wyraźny ślad. I chyba właśnie dzięki temu ten projekt ma w sobie tyle różnych emocji, energii i serca.
Paradoks: Czy miałeś wpływ na kolejne etapy powstawania warstwy plastycznej „Nowych przygód”? Czy była możliwość konsultowania się z wspominanym Zbyszkiem Larwą?
Karol Weber: Tak, od początku wszyscy pracowaliśmy nad tym razem. To nie wyglądało tak, że napisałem scenariusz, wysłałem go do Zbyszka i po jakimś czasie dostałem gotowe plansze. Przy Tytusie praktycznie cały czas byliśmy ze sobą w kontakcie.
Spotykaliśmy się regularnie, rozmawialiśmy o scenach, kadrach, żartach i różnych pomysłach. Zbyszek komentował scenariusz, ja komentowałem rysunki, czasem coś zmienialiśmy, czasem ktoś wpadał na nowy pomysł i nagle scena zaczynała żyć zupełnie inaczej.
To był bardzo naturalny proces, bez sztywnego podziału na „to jest moje”, a „to twoje”. Wszyscy dokładali coś od siebie i dzięki temu ten świat rozwijał się bardzo organicznie.
Zresztą ze Zbyszkiem znamy się prywatnie od wielu lat, więc ta współpraca była po prostu świetną przygodą. Dużo śmiechu, dużo rozmów i naprawdę dobra atmosfera podczas całego projektu.
Paradoks: Czy w trakcie pracy nad tym projektem przytrafiły się momenty zwątpienia tudzież twórczej blokady? W końcu było to wyzwanie z gatunku szczególnie wymagających.
Karol Weber: Na szczęście nie. Nic takiego nie miało miejsca. Myślę, że dużo dało mi tutaj samo podejście. Pisząc scenariusz, nie zastanawiałem się nad tym, ile wcześniej powstało albumów ani jak wielką i kultową postacią jest dziś Tytus. Gdybym cały czas miał to z tyłu głowy, pewnie rzeczywiście mogłoby pojawić się jakieś twórcze spięcie albo blokada. Skupiałem się przede wszystkim na tym, żeby stworzyć historię, która da czytelnikom radość i dobrą zabawę. Myślałem o tym, co może ich rozbawić, zaskoczyć albo sprawić, że poczują ten sam klimat przygody, który od lat kojarzy się z Tytusem. I chyba właśnie dzięki temu ta praca była bardziej ekscytująca niż stresująca.
Paradoks: A przy okazji: masz swoje ulubione księgi Tytusa, Romka i A’Tomka? No i oczywiście który z wehikułów przez nich użytkowanych jest Twoim ulubionym?
Karol Weber: Najbardziej lubię pierwszą księgę, bo od niej zaczął się Tytus, od niej zmienił się świat, w którym obecnie żyjemy. Zmieniła się wtedy też kultura i komiks w naszym kraju. Z kolei, spośród wszystkich wehikułów i pojazdów, które stworzył Papcio Chmiel, najbliższa memu sercu jest Rozalia.
Paradoks: Wypatrujących „Nowych Przygód” Tytusa przekonywać nie musisz. Czy masz natomiast sposób jak zachęcić czytelników wciąż sceptycznie usposobionych?
Karol Weber: Nie chcę nikogo przekonywać na siłę. Jeśli ktoś nie ma ochoty sięgnąć po ten album, to oczywiście ma do tego pełne prawo. Wierzę jednak, że część osób, które dziś deklarują sceptycyzm, z czasem po prostu da tej historii szansę. Pamiętam bardzo podobne reakcje przy wznowieniach innych polskich serii. Zawsze pojawiały się głosy, że „to już nie będzie to samo”, że „nie ma sensu wracać do klasyki”. Tymczasem wystarczy spojrzeć na rynek amerykański czy zachodnioeuropejski. Tam kolejne pokolenia twórców od lat rozwijają kultowe serie i bohaterów, a czytelnicy zwyczajnie cieszą się, że ich ulubione światy nadal żyją. Fani Batmana nie zastanawiają się przecież przy każdym nowym numerze komiksu, czy scenariusz napisał jeszcze Bob Kane. Najważniejsze jest to, że bohater wciąż przeżywa nowe przygody, inspiruje kolejne pokolenia i pozostaje obecny w kulturze. Mam wrażenie, że polski rynek nadal uczy się takiego podejścia. U nas bardzo często traktuje się kultowe postacie jak zamknięte pomniki, których nie wolno dotykać. A przecież komiks żyje właśnie wtedy, kiedy dalej potrafi budzić emocje, wyobraźnię i ciekawość. Z komentarzy, które czytałem, widzę jednak, że zdecydowana większość czytelników jest po prostu ciekawa tego, jak dziś wygląda świat Tytusa i jego nowych przygód. I bardzo mnie to cieszy. Mam też tę przewagę, że znam tę historię od środka. Jako fan Tytusa mogę powiedzieć szczerze, że to naprawdę bardzo dobra, pełna humoru i przygody opowieść. Myślę, że wiele osób po lekturze będzie po prostu miało z niej ogromną frajdę.
Paradoks: Serdeczne dzięki za rozmowę i powodzenia w przekonaniu efektem Twojej pracy również nieprzekonanych.
comments powered by Disqus
























