„Ćma: Żabie królestwo” - recenzja

Autor: Jacek Szeląg Redaktor: Redakcja

Dodane: 24-05-2026 21:28 ()


Ćma, jaka jest, każdy miłośnik polskiego komiksu niezależnego powinien przynajmniej raz zobaczyć. Nie jest to bowiem bohater zrodzony z kalkulacji marketingowej, ale z autorskiej pasji do pulpy, miejskiej grozy, superbohaterskiej konwencji i swojsko pojmowanej groteski. Zamaskowany heros w białym stroju, pojawiający się nocą niczym widmo na tle brudnej, zdeformowanej Warszawy, od razu przywodzi na myśl klasyczne figury komiksowych mścicieli. Tyle tylko, że w przypadku Ćmy nie mamy do czynienia z prostym odpowiednikiem amerykańskiego herosa. To raczej jego polski, bardziej chropowaty, brudniejszy i dziwniejszy kuzyn.

W albumie Ćma: Żabie królestwo otrzymujemy dokładnie to, czego można oczekiwać po takiej formule: mrok, spisek, przemoc, groteskowych przeciwników, polityczną gorączkę i dużo płaziego niepokoju. Scenariusz Tomasza Grodeckiego zabiera czytelnika do świata, w którym żaby nie są wyłącznie ozdobnikiem czy jednorazowym żartem. Stają się symbolem, siłą społeczną, elementem propagandy, a momentami wręcz fundamentem całej mitologii tomu. Rzecz zaczyna się niczym opowieść z pogranicza noir i miejskiej legendy, by z czasem przejść w pełnoprawną pulpę podszytą horrorem biologicznym.

Fabuła krąży wokół tytułowego żabiego królestwa, ale album nie opowiada tylko o płazach. To historia o władzy, manipulacji i tym, jak łatwo zbudować polityczny mit na cudzym lęku. Pojawiają się tutaj ekrany, przemowy, gazety, tajne dokumenty, eksperymenty i postacie, które chętnie wykorzystałyby chaos do własnych celów. Ćma zostaje wrzucony w sam środek tej bagiennej afery i, jak przystało na nocnego stróża porządku, musi zmierzyć się nie tylko z przeciwnikami z krwi i kości, ale też z atmosferą zbiorowej paranoi.

Największą zaletą komiksu jest bez wątpienia klimat. Żabie królestwo ma własny zapach, kolor i rytm. To świat mokry, zielony, brudny i nieprzyjemnie lepki. Warszawa przedstawiona w albumie nie przypomina miasta z turystycznej pocztówki. To raczej przestrzeń z pogranicza snu, wspomnienia i koszmaru. Stare budynki, dachy, zaułki, laboratoria, bary i sale zebrań tworzą scenografię, w której każdy kadr zdaje się podszyty czymś niezdrowym. Czytelnik szybko orientuje się, że nie chodzi tu o realistyczną opowieść miejską, lecz o stylizowany koszmar z własnymi zasadami.

Za warstwę graficzną odpowiadają Tomasz R. Borkowski i Kacper Wilk, a kolor na wybranych stronach przygotował Adam Roziński. Efekt jest bardzo wyrazisty. Rysunki są ekspresyjne, miejscami celowo przerysowane, wręcz brzydkie w sposób atrakcyjny. Twarze bohaterów mają w sobie coś z karykatury i horroru. Ciała bywają zdeformowane, sylwetki ciężkie, spojrzenia obłąkane, a czerń często dominuje nad kadrem. To nie jest komiks, który chce być gładki i elegancki. 

Bardzo dobrze wypada kolorystyka. Zieleń pełni tutaj funkcję niemal narracyjną. Raz przywodzi na myśl żabią naturę, innym razem toksyczność, chorobę, polityczną zarazę albo nocną poświatę. Kiedy w kadrach pojawia się czerwień, zwykle zapowiada przemoc, gniew lub przesilenie. Dzięki temu album czyta się nie tylko oczami śledzącymi fabułę, ale też emocjonalnie, przez barwy i kontrasty. Kadry prowadzą czytelnika przez kolejne stany: od ciekawości, przez niepokój, aż po zmęczenie i poczucie uczestnictwa w czymś nie do końca zdrowym.

Na pochwałę zasługuje również kompozycja plansz. Twórcy często korzystają z gęstej siatki małych kadrów, przez co sceny przypominają zapis śledztwa, sekwencję zdjęć albo fragmenty odnalezionych akt. Sprawdza się to szczególnie w momentach napięcia, kiedy oko przeskakuje od detalu do detalu: ręka, twarz, dokument, broń, spojrzenie. Czasem jednak ten zabieg działa także przeciwko lekturze. Album bywa przeładowany, a niektóre plansze wymagają od czytelnika sporej uwagi. Nie jest to rzecz do szybkiego przekartkowania.

Trzeba jednak uczciwie przyznać, że właśnie ta przesada stanowi część uroku komiksu. Ćma: Żabie królestwo nie jest sterylnym albumem zaprojektowanym pod każdego odbiorcę. To twór żywiołowy, momentami nierówny, ale pełen charakteru. Autorzy chcą zmieścić w nim wiele. Superbohaterską akcję, polityczną satyrę, horror, groteskę, miejską legendę, pulpę i autorską mitologię. Nie wszystko układa się idealnie, ale nawet tam, gdzie historia staje się zbyt gęsta, trudno odmówić jej energii.

Ćma jako bohater wypada ciekawie, bo nie jest typowym, świetlistym wybawcą. Jego biel nie oznacza niewinności. Przeciwnie, sprawia, że wygląda jak widmo wycięte z ciemności. Pojawia się nagle, działa zdecydowanie i znika w świecie, który sam w sobie jest większy od niego. To bardzo dobre rozwiązanie, bo album nie zamyka się wyłącznie na postaci protagonisty. Równie ważni są tutaj antagoniści, tłum, żabia społeczność i mechanizmy władzy.

Sporo dobrego można powiedzieć także o dodatkach. Po właściwej historii otrzymujemy przypisy, teksty autorskie, galerie prac inspirowanych oraz materiały pokazujące kulisy powstawania komiksu. Dzięki temu album sprawia wrażenie nie tylko pojedynczej opowieści, ale części większego, konsekwentnie rozwijanego projektu. Widać, że Ćma ma swoich sympatyków i własną, osobną tożsamość.

Czy są wady? Owszem. Fabuła miejscami mogłaby oddychać swobodniej. Niektóre sceny są tak mocno nasycone informacjami i efektami, że tracą przejrzystość. Postaci drugoplanowe bywają bardziej figurami niż pełnokrwistymi charakterami. Czytelnik nieznający wcześniejszych odsłon serii może też poczuć, że trafia do świata, który ma już za sobą pewną historię. Nie przeszkadza to w odbiorze całości, ale może utrudnić pełne wejście w mitologię Ćmy. Pomimo tych zastrzeżeń Żabie królestwo pozostaje lekturą wartą uwagi. To komiks brudny, ekspresyjny, odważny formalnie i bardzo polski w swojej dziwności. Ma w sobie coś z zeszytowej pulpy, coś z politycznego koszmaru, coś z miejskiego horroru i coś z autorskiego żartu, który wymknął się spod kontroli, po czym zaczął żyć własnym życiem. Nie każdemu przypadnie do gustu, ale trudno pomylić go z czymkolwiek innym.

Czy Żabie królestwo jest komiksem dla każdego? Nie. To rzecz dla czytelników, którzy lubią, gdy komiks jest brudny, ekspresyjny, trochę niepokorny i nie do końca wygładzony. Dla osób szukających klarownej, eleganckiej fabuły może być zbyt gęsty. Dla fanów realistycznego rysunku — zbyt zdeformowany. Dla czytelników oczekujących klasycznej superbohaterskiej satysfakcji, zbyt gorzki i groteskowy. Ale dla tych, którzy cenią autorską energię, dziwną mitologię, mocny nastrój i świadome operowanie medium, będzie to lektura bardzo satysfakcjonująca. Ostatecznie jest to komiks o potworach, które powstają tam, gdzie polityka spotyka się z biologią, a mit z propagandą. O bohaterze, który sam jest bardziej cieniem niż rozwiązaniem. O społeczności, którą można zamienić w symbol, a potem wykorzystać. O mieście, które nie potrafi oddzielić przeszłości od teraźniejszości. I o medium komiksowym, które dzięki deformacji, kolorowi, rytmowi kadrów i onomatopei potrafi opowiedzieć taki świat lepiej niż realistyczna proza.

Ćma. Żabie królestwo zostawia po sobie uczucie lepkie i niewygodne. Nie wszystko w nim jest równe, nie wszystko jest czytelne od razu, nie każdy pomysł dostaje tyle przestrzeni, ile mógłby dostać. Jednak właśnie w tej nadwyżce, w tym ryzyku, w tej odmowie grzeczności tkwi jego wartość. To komiks zrobiony z pasją, gniewem i wyobraźnią. Komiks, który nie prosi o sympatię, tylko rechocze z bagna i wciąga czytelnika za kostkę.

 

Tytuł: Ćma: Żabie królestwo

  • Scenariusz: Tomasz „Tommy” Grodecki
  • Rysunki: Kacper Wilk, Tomasz R, Borkowski, Adam Roziński
  • Wydawca: Timof i Cisi Wspólnicy
  • Data publikacji: 21 maja 2026 r.
  • Oprawa: miękka
  • Format: 210 x 290 mm
  • Papier: powlekany
  • Druk: kolor
  • Liczba stron: 76
  • Cena: 69 zł

 


comments powered by Disqus