„Z archiwum Jerzego Wróblewskiego” tom 12: „Czterej pancerni i pies” - recenzja

Autor: Przemysław Mazur Redaktor: Motyl

Dodane: 22-01-2018 21:21 ()


W czasach gdy telewidzowie po drugiej stronie Atlantyku emocjonowali się serialami takimi jak „Batman”, „Zielony Szerszeń” i „Star Trek” polskim odbiorcom kultury popularnej pozostawało kontentować się przejawami centralnie zarządzanych instytucji filmowych. Uwarunkowania epoki (w tym zwłaszcza pełna zależność tzw. Polski Ludowej od Kremla) sprawiły, że na ogół były to utwory silnie zideologizowane, deformujące pamięć historyczną wedle potrzeb i prawideł komunistycznej despocji. Tak też się sprawy miały w przypadku powieści Janusza Przymanowskiego „Czterej pancerni i pies”, która przybliżała szlak bojowy załogi czołgu „Rudy” 102 wchodzącego w skład I Brygady Pancernej im. Bohaterów Westerplatte.

PRL-owscy specjaliści od infekowania rozrywki narzucaną naonczas ideologią nie omieszkali dostrzec walorów tego opublikowanego po raz pierwszy w roku 1964 utworu. Wszak jego wzbudzającymi sympatie bohaterami byli rekruci Ludowego Wojska Polskiego, zbrojnego ramienia komunistów zainstalowanych w pojałtańskiej Polsce przez Sowietów. Nie zaskakuje zatem względnie prędka decyzja o adaptowaniu dzieła Przymanowskiego (notabene weterana tzw. armii Berlinga, z której utworzono wspomniane LWP) na potrzeby ówczesnej telewizji. Jak zapewne pamiętają nieco bardziej wiekowi czytelnicy, powstały tym sposobem serial okazał się ponadpokoleniowym hitem o skali oddziaływania przerastającej pierwotne wyobrażenia jego realizatorów. Odtwórcy głównych i dalszoplanowych ról z miejsca doczekali się statusu popkulturowych gwiazd (dość wspomnieć, że na odbywającą się w  Łodzi imprezę z ich udziałem przybyło, bagatela, ćwierć miliona fanów!), w całym zaś kraju zaroiło się od spontanicznie powstających Klubów Pancernych. Serial doczekał się emisji w większości krajów pozostających w sowieckiej strefie wpływów, a jej pierwowzór literacki przekładów m.in. na rosyjski i bułgarski. Tym samym „Czterej pancerni i pies” okazali się cennym narzędziem komunistycznej propagandy, ważnym elementem mitu wyzwolenia Polski w latach 1944-1945 r. i tym samym fałszowania pamięci historycznej. Wszak wbrew bajdurzeniu Agnieszki Osieckiej (autorki tekstu piosenki z czołówki serialu) czołgiści I Brygady Pancernej im. Bohaterów Westerplatte „do domu nie wrócili, w piecu nie napalili”. A przynajmniej nie od razu, jako że m.in. tę jednostkę wprost z Berlina skierowano do walki z przedstawicielami Podziemia Niepodległościowego na Podlasiu i Północnym Mazowszu. Nie zabrakło zresztą także zarzutów o domniemaną trywializację podjętego tematu, zgłaszanych m.in. przez skądinąd znanego dziennikarza tygodnika „Kultura” Aleksandra Małachowskiego.  

Nie wnikając głębiej w propagandowy aspekt zarówno powieści Przymanowskiego, jak i adaptującego jego wątki serialu trudno zaprzeczyć, że istotnie mieliśmy do czynienia z fenomenem, który pomimo zasygnalizowanych uwarunkowań, spełniał naturalne zapotrzebowanie masowego odbiorcy na sprawnie zrealizowaną rozrywkę. Do tego stopnia, że podobnie jak „Stawka większa niż życie”, „Janosik” i „Podziemny front” także „Czterej pancerni i pies” doczekali się swojej emanacji na „mowę” komiksu. Co prawda złożona z trzech epizodów adaptacja zilustrowana minimalistyczną kreską przez Szymona Kobylińskiego nie spotkała się ze spodziewanym entuzjazmem wielbicieli dzielnych pancerniaków. Niemniej już tylko okoliczność zaistnienia tego typu przedsięwzięcia podkreśla znaczenie tej marki dla kultury popularnej doby PRL. Jeszcze wcześniej niż autor nieocenionych „Gawęd o broni i mundurze” (jedyne wydanie jego „Pancernych” miało miejsce w 1970 r.), zilustrowania przygód załogi czołgu „Rudy” 102 podjął się jeden z czołowych mistrzów rodzimego komiksu, Jerzy Wróblewski. Ową pracę wykonał on na zlecenie redakcji „Dziennika Wieczornego”, bydgoskiej popołudniówki, z którą miał on sposobność współpracować od blisko dekady. Gwoli ścisłości, podobnie jak przy okazji prezentowanego w ramach „Z archiwum Jerzego Wróblewskiego” m.in. „Skarbu Irokezów” oraz „Kapitana Kirba”, także przy tej okazji pierwotna formuła „Czterech pancernych…” nie zawierała tzw. dymków, a na warstwę fabularną składały się opisy pod ilustracjami. Zgodnie z formułą przyjętą od tomu piątego (tj. od opowieści z udziałem Tarzana) opiekun tego przedsięwzięcia w osobie Macieja Jasińskiego zdecydował się na istotną innowację, zastępując często rozbudowane teksty wzmiankowanymi dymkami. W przypadku niniejszego albumu mamy do czynienia z czymś na kształt bytu pośredniego pomiędzy formułą pierwotną a wersją modyfikowaną, jako że zachowano znaczne partie opisowe bazujące na literackim pierwowzorze.  

W wymiarze fabularnym zaproponowano względnie wierną adaptacją pierwszego tomu powieści (początkowo planowanego jako jej całość), tj. od momentu, gdy przebywający na wschodniej Syberii Janek Kos dowiaduje się o możliwości wstąpienia do formowanej pod kontrolą Kremla 1. Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki (wiosna 1943 r.), poprzez wiodący m.in. przez Studzianki szlak bojowy, aż po dotarcie jednostek LWP na bałtyckie wybrzeże. Stąd czytelnicy tej propozycji wydawniczej staną się świadkami wojennych zmagań m.in. na linii Wisły oraz na jednym z odcinków tzw. Wału Pomorskiego. Przy czym Wróblewski zdecydował się na adaptowanie nie tyle powieści, ile serialu telewizyjnego. Toteż w pierwotnej załodze „Rudego” odnajdujemy Olgierda Jarosza miast „literackiego” Wasyla Semena, a uczestnicy tej opowieści jako żywo przypominają swoich telewizyjnych odtwórców. Mistrz Jerzy zadbał o ten aspekt przedsięwzięcia, dzięki czemu postaci takie jak m.in. Lidka (Małgorzata Niemirska), Grigorij Saakaszwili (Włodzimierz Press) czy czerwonoarmista Czernousow (Janusz Kłosiński) na ogół są z miejsca rozpoznawalne. Ponadto autor adaptacji dobrze czuł naturę konwencji wojennej, czemu miał dać wyraz m.in. na kartach przejętej od Mieczysława Wiśniewskiego serii „Podziemny front”, „Tajemnicy Złotej Maczety” czy opublikowanej w pierwszym tomie antologii „Relax” nowelce „Ludziom trzeba wierzyć”. Dlatego także tutaj znać trafnie ujmowany dramatyzm chwili oraz napięcie towarzyszące zbrojnym konfrontacjom z jednostkami Wehrmachtu i SS. Ponadto typy pojazdów użytkowanych przez skonfliktowane strony sprawiają wrażenie prawidłowo odwzorowanych. Z oczywistych względów nie mogło być mowy o wzmiankach na temat terroru wobec ludności cywilnej stosowanego przez część sowieckich oddziałów liniowych, a w jeszcze większym stopniu operujące na tyłach frontu wojska NKWD. Akcentowane jest natomiast tzw. braterstwo broni pomiędzy berlingowcami a wspomaganymi przez nich czerwonoarmistami. Warto podczas lektury tego albumu o tym pamiętać choćby ze względu na współczesne próby nawrotu do PRL-owskiej propagandy stosowane m.in. przez redakcje tygodnika „Przegląd” tudzież środowiska deklarujące się jako część szeroko pojmowanej nowej lewicy.

Mimo ideologicznego pokostu, o którym chwilę temu była mowa, komiksowa adaptacja „Czterech pancernych i psa” prezentuje się nad wyraz udanie i tym samym stanowi kolejny dowód talentu i pracowitości „Mistrza z Bydgoszczy”. Ów wyjątkowy także w wymiarze formy edycji album (zbiór opublikowano w twardej oprawie, a liczba stron jest przeszło dwukrotnie większa niż w przypadku jedenastu wcześniejszych tomów „Z archiwum…”) można śmiało uznać za nieformalne wydanie specjalne tej serii. Czas obszedł się z tym utworem względnie łaskawie i dlatego też wart jest on uwagi nie tylko wielbicieli szerzej dotąd nieznanej klasyki polskiego komiksu, ale na upartego również wszystkich tych, którzy skwapliwie sięgają po takie tytuły jak „Opowieści wojenne” i „World of Tanks: Roll out”.

 

Tytuł: „Z archiwum Jerzego Wróblewskiego” tom 12: „Czterej pancerni i pies”

  • Tekst: Janusz Przymanowski  
  • Ilustracje grafika na okładce: Jerzy Wróblewski 
  • Opracowanie okładki: Andrzej Janicki
  • Adaptacja komiksowa na podstawie powieści Janusza Przymanowskiego „Czterej pancerni i pies”: Maciej Jasiński  
  • Opracowanie graficzne pasków: Łukasz Godlewski, Maciej Kowalski, Maciej Jasiński, Jacek Michalski i Rafał Śladowski
  • Wydawca: Wydawnictwo Ongrys
  • Data publikacji: 29 grudnia 2017 r.
  • Oprawa: twarda
  • Format: 30 x 21,5 cm
  • Papier: kredowy 
  • Druk: czarno-biały
  • Liczba stron: 96
  • Cena: 44,90 zł 

Zawartość niniejszego wydania zbiorczego opublikowano pierwotnie w „Dzienniku Wieczornym” od maja 1968 r. do marca 1969 r.

Dziękujemy wydawnictwu Ongrys za udostępnienie komiksu do recenzji.

Galeria


comments powered by Disqus