„Logan" - recenzja druga

Autor: Damian Drabik Redaktor: Motyl

Dodane: 13-03-2017 22:11 ()


Już pierwsza scena „Logana” pokazuje nam, z czym będziemy mieli do czynienia. Oto banda rabusiów próbuje dobrać się do luksusowego auta, budząc przy okazji śpiącego w nim tytułowego bohatera. Zmęczony, poznaczony zmarszczkami i zabliźnionymi ranami, Logan wyczołguje się z pojazdu i urządza prawdziwą rzeźnię. Dosłownie – krwawą jatkę. Jeden z najbardziej charyzmatyczny bohaterów Marvela, wyposażony w śmiercionośną broń – kostne szpony wysuwane z dłoni i pokryte stopem niezniszczalnego adamantium -  dotychczas robił, szczerze mówiąc, średni użytek ze swoich pazurów. Nawet zabijanie w jego wykonaniu odbywało się jakoś… bezkrwawo. Kategorię R film z jego udziałem otrzymał, dopiero gdy Jackman zapowiedział, że wcieli się w tę postać po raz ostatni. Nie wiadomo ile w tym prawdy, ale pewne jest jedno – Wolverine dostał wreszcie film na miarę swojego potencjału.

Akcja „Logana” rozgrywa się w niedalekiej przyszłości. Zmęczony życiem i postarzały bohater ukrywa się gdzieś przy granicy z Meksykiem. Mężczyzna traci swoją moc, ale nie żyje wspomnieniami o dawnej chwale, dorabia jako kierowca i planuje wraz ze zniedołężniałym profesorem Xavierem zaszyć się na łodzi. Sądzą, że są ostatnimi mutantami na świecie. Okazuje się jednak, że pewna firma na potrzeby wojska opracowała sztuczną metodę „hodowania” nowego pokolenia X-Men. Wśród nich jest dziewczynka stworzona przy pomocy kodu genetycznego Logana. Splot wydarzeń sprawia, że mała Laura trafia pod opiekę cynicznego Wolverine’a. Wraz z Xavierem cała trójka musi uciekać przed ścigającymi ich złoczyńcami.

Prosta fabuła stanowi dla twórców pretekst z jednej strony do zrealizowania nostalgicznej opowieści o przemijaniu i rozliczeniu się z całą kinową spuścizną po Wolverine i X-Men, z drugiej – dla brawurowej zabawy z konwencją. Ceniony reżyser James Mangold już w przypadku filmu z 2013 roku próbował nieco zabawić się z wizerunkiem kultowej postaci, przenosząc akcję do Japonii, jednak orientalne klimaty, mimo olbrzymiego potencjału, nie uratowały produkcji od bzdurnego scenariusza i nieciekawych bohaterów. Tym razem jednak Mangold otrzymał więcej pola do popisu – po pierwsze sam pracował przy scenariuszu i chociaż ten skrypt również nie unika banałów, to prezentuje się o niebo lepiej, po drugie zaś, mimo braku czarnego charakteru z prawdziwego zdarzenia, trójka bohaterów: Logan, Xavier i Laura wypełniają film charyzmą aż nadto.

Jeśli natomiast chodzi o wspomnianą zabawę z konwencją, to film znakomicie manewruje między kinem drogi, postapo, westernem i klimatami superbohaterskimi. Zresztą ta ostatnia kwestia zrealizowana jest z olbrzymim dystansem (w jednej ze scen Logan wertuje komiksy o przygodach X-Men). Ponadto mimo tej całej fantastycznej otoczki, jest to w dużej mierze angażujący dramat, który równie dobrze sprawdziłby się na przykładzie innych bohaterów i w zupełnie innej rzeczywistości. Bo sama historia ma już w sobie dużą emocjonalną siłę, a snucie relacji między trójką bohaterów w drodze wyszło tutaj wybitnie dobrze. Fragment związany z ich podróżą to taka mała perełka, jakiej nie spodziewałbym się w tego rodzaju kinie.

O jakości tego filmu świadczą też znakomite kreacje aktorskie. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że jest to zdecydowanie najlepszy występ Hugh Jackmana w całym uniwersum. Po raz pierwszy bowiem aktor otrzymał możliwość pełnego zaangażowania się w postać, nie tylko pod względem fizycznym (ponownie prezentując niesamowitą formę), ale co ważniejsze – pod względem psychologicznym. Udało mu się stworzyć bohatera zgorzkniałego, zniechęconego, uciekającego od własnej przeszłości, lecz w dalszym ciągu posiadającego jeszcze w sobie spore pokłady dobra. Zarówno debiutantka Dafne Keen, jak i weteran Patrick Stewart świetnie się z Jackmanem zgrywają. Miejscami między nimi aż iskrzy, całe trio nieustannie się ściera, to się ogląda.

I tak jednak największą zaletą „Logana” jest kategoria R. Krew się leje, ucinane kończyny latają w powietrzu, a postaci rzucają mięsem na wszystkie strony. Twórcy nie bawią się w infantylne historyjki o nieskazitelnych superbohaterach w trykotach. Ukazują nam ludzi z krwi i kości, być może obdarzonych nadprzyrodzonymi mocami, ale w dalszym ciągu gniewnych i zmęczonych. Jeśli więc szpony Wolverine’a wysuną się z przedramion, możecie być pewni, że ekran splami się krwią, bo Logan nie idzie ze wrogami rozmawiać, tylko ucinać im głowy. Box office wykazuje, że film zarobił już blisko 450 mln dolarów. Oby Hollywood dobrze się tym liczbom przyjrzało (poprzednio „Deadpool” z tą samą kategorią zarobił niemal 800 mln) i zaczęło coraz poważniej rozważać realizowanie kina rozrywkowego dla dorosłych. Okazuje się bowiem, że te filmy są w stanie na siebie zarobić, a przy okazji odnieść nie tylko komercyjny sukces. Jeśli jeszcze nie widzieliście „Logana”, koniecznie to nadróbcie, nawet jeśli nie jesteście miłośnikami X-Men. Bo to jeden z najlepszych filmów Marvela w ogóle.

 

Tytuł: „Logan"

Reżyseria: James Mangold

Scenariusz: James Mangold, Michael Green, Scott Frank

Obsada:

  • Hugh Jackman
  • Patrick Stewart
  • Dafne Keen
  • Boyd Holbrook  
  • Elizabeth Rodriguez     
  • Richard E. Grant     
  • Eriq La Salle         
  • Elise Neal     
  • Quincy Fouse
  • Stephen Merchant

Muzyka: Marco Beltrami

Zdjęcia: John Mathieson 

Montaż: Michael McCusker, Dirk Westervelt 

Scenografia: François Audouy

Kostiumy: Daniel Orlandi

Czas trwania: 137 minut

Dziękujemy Cinema City za udostępnienie filmu do recenzji.


comments powered by Disqus