0




Login:

Hasło:

 autologowanie


rejestracja
zapomniałeś hasła?
Konkurs "Krzyk ludu"

Wydawnictwo Egmont Polska i Serwis Paradoks zapraszają do wzięcia udziału w konkursie  "Krzyk ludu".więcej...


Kliknij, aby przej do Paradoksowego Kalendarium Konwentowego
Widok: treść | komentarze
Recenzja antologii "Pokój do wynajęcia"
Dodano: 29-05-2008 12:38
Odsłon: 979
Autor: Inken
Redaktor: Elanor

Antologie opowiadań mają to do siebie, że przynajmniej teoretycznie jest duża szansa na to, że każdy czytelnik mniej więcej zainteresowany daną tematyką znajdzie w nich coś dla siebie. Tak samo jest oczywiście w przypadku drugiego tomu antologii opowiadań grozy wydanej przez Red Horse. Wstęp do pierwszej części napisał Jarosław Grzędowicz, do drugiej - Łukasz Orbitowski. Szkoda, że nazwisko Orbitowskiego nie jest już tak bardzo wyeksponowane jak Grzędowicza, ale za to okładka drugiego tomu jest według mnie ciekawsza, więc nic straconego. Chociaż z drugiej strony tak widoczne sławne nazwiska mogą wprowadzić w błąd nieobeznanego czytelnika, który na pierwszy rzut oka będzie sądzić, że autorem książki jest Grzędowicz albo Orbitowski.

Ciekawe, że zarówno w pierwszym jak i w drugim tomie antologii powtarza się kilka nazwisk. Na szczęście opowiadania tych autorów są dobre i fakt ten pozwala mi wyciągnąć wniosek, że dostali się do drugiego tomu z powodu lepszego warsztatu, czy pomysłu, a nie z braku większej konkurencji.

Wstęp Łukasza Orbitowskiego jest na tyle entuzjastyczny, że daje czytelnikowi wiarę w to, iż gatunek traktowany przez polskich autorów po macoszemu ma szanse na to, by dorównać tytułom zagranicznym. Opowiadania są różnorodne, zarówno tematycznie jak i pod względem długości. Zdarzają się miniatury, które klimatem prześcigają utwory dłuższe, ale i długa forma pozwala niektórym autorom na rozwinięcie skrzydeł i wciągnięcie czytelnika w swój świat.

Opowiadania nie mogły uciec od pewnej przewidywalności fabuły. O ile jest to zrozumiałe w przypadku miniatur, o tyle niektórzy autorzy dłuższych form zdają się stąpać wygodnie po przetartych ścieżkach gatunku. Bo las obowiązkowo jest mroczny i nieprzyjazny, uśmiech dziwny, a mieszkanie podejrzanie tanie. Zakończenie, które mogłoby być niejednoznaczne i przez to pobudzić wyobraźnię czytelnika, nagle otrzymuje konkretną i jedynie słuszną interpretację. Cieszy mnie jednak, że nie za każdym razem tak jest. Czasem autor podtyka czytelnikowi fałszywy trop, który zdaje się być doskonałym rozwiązaniem zagadki, czasem zakończenie jest doskonałe i pozostawia w czytelniku świadomość dobrze spędzonego czasu.

Właśnie takie zaskakujące zakończenie można spotkać w opowiadaniach Adriana Miśtaka, Pawła Dałka, Krzysztofa Gonerskiego, czy współpracy Kyrcz i Radecki. Pomysłem i ciekawym podejściem do kwestii grozy wyróżnia się „Kraina” Sebastiana Imielskiego, „Październikowa opowieść” Daniela Grepsa, czy „Nie oglądaj się za siebie” Marka Sobolewskiego. Najbardziej klasyczne wydają mi się oba utwory „historyczne”, czyli „Stary las” Agnieszki Majchrzak i „Cena sztuki” Marcina Kryszczuka, przy czym drugie opowiadanie czyta się przyjemniej, narracja prowadzona jest jednostajnie, co pasuje do opisywanego świata.

Niestety w antologii są też opowiadania do mnie nie przemawiające najwyraźniej w tak dużym stopniu, a chwalone przez Orbitowskiego. „Tylko ciało” Ewy Mroczek pozostawiło po sobie chaos: Ale dlaczego? Ale po co? Niestety z opowiedzianej historii nic nie wynika, nie zmusza ona czytelnika do zastanowienia się nad tym chociażby, jakie będą dalsze losy bohaterów. Tytułowy „Pokój do wynajęcia” Tomasza Golisa, mimo dość onirycznej tematyki, ma zbyt dosłowny finał, jakby autor koniecznie chciał już zakończyć, nie ciągnąć dalej tej historii, a z opowieści naprawdę mogło wyjść coś lepszego. „Krawaty Koltaya” Pawła Palińskiego to kolejny oryginalny pomysł na grozę z domieszką szaleństwa, ale może właśnie przez to szaleństwo nie dałam się wciągnąć i uwierzyć. „Testament ciotki Stefanii” autorstwa kogoś o enigmatycznym pseudonimie E.K. Jozpas, przemówił do mnie swoim tytułem, ale nawet jeśli zdaje mi się, że dobrze rozszyfrowałam zamysł autora, to w takim razie opowiadanie rozegrane jest niestety w sposób nielogiczny. Duchy są zrozumiałe, ale „półduch” już nie do końca się mieści w ramach świata przedstawionego. Bo gdzie inne takie „półduchy”? „Powrót do domu” Marcina Dobrowolskiego jest klasyczny, niestety aż do bólu. Nie wnosi niczego do motywu ducha spotkanego na ciemnej drodze. Natomiast pozostałe opowiadania, te wskazane wcześniej, jak i te nie wymienione z tytułu mają, w sobie jakiś ciekawy element, czy to zakończenie, czy sposób prowadzenia akcji, czy też klimat albo połączenie tych elementów i dlatego warto je przeczytać. Mogą nawet przestraszyć.

Niestety wywołać w czytelniku strach nie jest wcale tak łatwo. Ciągle gdzieś pozostaje w świadomości myśl, że dane opowiadanie ma straszyć, ale z jakiegoś powodu autorowi to się nie udaje. Wtedy widać nici, którymi zszyty jest świat przedstawiony. Te wszystkie mroczne lasy, dziwne uśmiechy i podejrzanie tanie mieszkania nie pozwalają zawiesić niewiary.

 

 

Tytuł: „Pokój do wynajęcia”

Wydawnictwo: Red Horse

Rok wydania: 2008

Wymiary: 125 x 195 mm

Liczba stron: 400

Oprawa: miękka

Średnia ocena: 5.00 (1 głos)


Inken(16-02-2009 23:06)
Cóż mi odpowiedzieć na taki komentarz?
Nie pirwszy raz przytrafia się, że nie załapałam, co autor miał na myśli. Za innych czytelników nie odpowiadam, nie wiem jak interpretowali tego "półducha"/"personifikację". Może rzeczywiście za słabo to się rzuca w oczy, bo widać jednak "osobę" (już po oddzieleniu), która myśli, działa, mówi. Może to zbyt wielkie podobieństwo do człowieka zmyla. Nie wiem, tak tylko dywaguję.
Oczywiście przy stwierdzeniu, że to jest personifikacja, całość od razu robi się jasna ;)
E . K. Jozpas(24-01-2009 22:32)
"Półduch"? Domyślam się, że nie złapałeś sedna opowiadania - chodziło o personifikację, a właściwie "animizację" PAZERNOŚCI. Z jednego gościa wyszła, a w innego weszła... Inni czytelnicy też nie zlapali? Trudno, dupa ze mnie nie pisarz! :D :D :D
Pozdrawaim EKJ
Falsafa (ocenił(a) na 5)(02-06-2008 11:16)
A jednak boimy się smierci, upokorzenia, biedy...

To fakt, że nie bomiy sie czegoś, co nas nie może zaskoczyć, ale ja, wychowany na amerykańskich horrorach, najadłem się strachu czytając Szulkina, albo ogladając Twin Peaks czy Eraseheada. Pyttanie dobre, może umieść temat na forum.
assarhadon(30-05-2008 06:49)
Czy w czytelniku, sięgającym po "Pokój..." można jeszcze wywołaś strach? Czy we współczesnym czytelniku, który skończył trzecią klasę, w ogóle można go wywołać? Ja myślę, że to kpina. Nawet terrorystów się już nie boimy.
grafika: Fedor i Kuna