„Szczyt bogów” tom 2 - recenzja

Autor: Jarosław Drożdżewski Redaktor: Motyl

Dodane: 24-10-2023 21:57 ()


Himalaistyczny światek zaszokowała podana ostatnio informacja o tym, że Reinhold Messner stracił miejsce na liście rekordów Guinessa, jako ten, który zdobył pierwszy w historii wszystkie ośmiotysięczniki. Mało tego, miana tego odmówiono również temu drugiemu na liście, czyli Jerzemu Kukuczce argumentując to w ten sposób, że ani jeden, ani drugi nie doszedł na sam szczyt wszystkich gór, zatrzymując się w kilku przypadkach zaledwie kilka metrów przed nimi. W środowisku związanym z jednym i drugim sportowcem zagrzmiało, a i chyba większość miłośników wysokogórskiej wspinaczki ma swoje – zapewne negatywne – zdanie na temat takiego działania. Wyścig o tytuł tego pierwszego fascynował bowiem wielu przez lata, a ciężko też jednemu czy drugiemu (choć Messner pewne kontrowersje już w swojej historii ma) zarzucać brak szczerości i chęć okłamywania innych. Nieważne jednak co będzie z rekordem dalej, każdy już na zawsze będzie pamiętał to, jak Kukuczka starał się nadrobić straty do Messnera i gonił go w zdobyczach.

Wspominam o tym nieprzypadkowo, gdyż swoisty wyścig i rywalizację prowadzi też dwójka bohaterów himalaistycznej serii mangowej od Jiro Taniguchiego i Baku Yumemakury zatytułowanej „Szczyt Bogów”. Właśnie ten wątek, dość niespodziewanie zresztą, wyłania się jako najważniejszy w drugim tomie serii wydawanej przez Hanami. A dlaczego niespodziewanie? Ano dlatego, że jeśli czytaliście odsłonę pierwszą, to zapewne pamiętacie, że tam w centrum zainteresowania był pewien aparat, którego odnalezienie mogło wywrócić do góry nogami wszystko to, co wiedzieliśmy do tej pory o zdobywaniu najwyższej góry świata – Mount Everest. Będąc szczerym, po lekturze odsłony pierwszej myślałem sobie, że fabuła zostanie skierowana na ten element stąd też tak duże zdziwienie w czasie tomu drugiego. I żeby nie wdawać się przesadnie mocno w szczegóły i nie psuć wam zabawy samodzielnego odkrywania tajemnic fabuły, wspomnę tylko o tym, że aparat schodzi na drugi plan, a my obserwujemy historię wspinania Habu Jojiego, którego to drogi bardzo często krzyżują się z innym himalaistą Hase Tsuneo. Wszystko to śledzimy niejako z perspektywy tego trzeciego, czyli Fukamachiego, odgrywającego rolę swego rodzaju narratora. Nie jest to jednak postać zmarginalizowana, wręcz przeciwnie bardzo dużo do drugiego tomu wnosi, walcząc ze swoją przeszłością.

Już przy okazji pierwszego tomu wspominałem o tym, że tytuł ten jest niesamowitym osiągnięciem mangowym mistrza Jiro Taniguchiego. Nadał on bowiem scenariuszowi niesamowitych obrazów, zapierających dech w piersiach kadrów i widoków gór najwyższych, które nie tylko zachwycają, ale też zostają z nami długo po lekturze. Z każdego tomiku możemy wyciągnąć wiele takich plansz, które śmiało mogłyby zdobić ściany domów czy muzeów jako dzieła sztuki. Wiem, że brzmi to patetycznie, ale czytelnik, któremu w jakikolwiek sposób blisko jest do gór i wspinania po nich doceni kunszt rysownika i zauważy z jakim zaangażowaniem Taniguchi kolejne kadry. Tutaj nie ma w nich przypadku czy scen nierealnych. Oglądając ten drugi tom mangi, przenosimy się w ten zimny, często samotny świat ludzi gór i zdobywamy kolejne metry wraz z nimi, obserwując akcję tak, jakby był to zapis rzeczywistych wypraw wysokogórskich. Odczuwamy wraz z bohaterami ich strach przed śmiercią, gdy stają z nią twarzą w twarz, jesteśmy tak jak oni samotni, gdy śpią w namiocie przytwierdzonym do ściany gór, a wokół poza wiatrem nie ma nikogo innego, w końcu cieszymy się z nimi, jak szczyt uda im się zdobyć. Wierność, z jaką Taniguchi odwzorowuje szczyty górskie nie tylko Himalajów, ale i Alp zachwyca, podobnie jak podobać się może „odskocznia”, czyli momenty, gdzie akcja przenosi się do Japonii. Tu z kolei podobać się mogą tła i klimat miejsc.

Obraz stworzony przez Taniguchiego bez wątpienia zachwyca, jednakże nie jest to jego artbook więc i scenariusz musi być dobry, aby przykuł naszą uwagę na dłużej. I w mojej skromnej opinii absolutnie się ten element również broni, tzn. fabuła nie jest tu tylko dodatkiem do pięknych rysunków Japończyka, a jest równoprawnym elementem tego komiksu. Swoją drogą to właśnie w takiej kategorii należy tytuł ten rozpatrywać, gdyż nawet jeśli do mangi wam daleko, to jednak zdecydowanie zachęcam do sięgnięcia po „Szczyt bogów”, gdyż ucieka on z „ram mangi”. Wracając jednak do fabuły, to drugi tom przyniósł nam niezwykłą opowieść o dwójce himalaistów, którzy chcąc zdobywać najwyższe góry świata. Yumemakura kreśli ich realistyczny portret ludzi, którzy mają pasję, ale też, którzy niekiedy są tą pasją owładnięci. Scenarzysta w doskonały sposób odmalowuje emocje, które im towarzyszą, oddaje trudny charakter każdego z nich czy doskonale pokazuje reakcje na zagrożenia, w które popadają. Całość jest nie tylko sugestywna i łatwo w nią uwierzyć, ale jednocześnie też tworzy ona wciągającą i dynamiczną fabułę. Z zapartym tchem śledzi się drugi tom, który obfituje w akcje wysokogórskie i odkrywa kolejne tajemnice fabuły. Choć też rzeczony aparat schodzi gdzieś na drugi plan, to zastępuje go tak intrygująca akcja i tak dynamiczna fabuła, że nie sposób się od lektury oderwać. Co jednak ciekawe to to, że akcje wysokogórskie to zaledwie jedna część tej odsłony. Druga i zarazem równie ważna to ta, w której bohaterowie walczą nie tylko ze swoją przeszłością, ale i swoimi głęboko skrywanymi demonami. Druga odsłona „Szczytu Bogów” jest odsłoną dojrzałą i (nie zawaham się użyć tego słowa) imponującą. Tutaj góry, samotność, ryzyko i walka łączą się z miłością, rywalizacją czy niepewnością a scenarzysta odrywa przed nami kolejne tajemnice i kolejne szczyty.

 

Tytuł: Szczyt bogów tom 2

  • Scenariusz: Baku Yumemakura
  • Rysunki: Jiro Taniguchi
  • Wydawnictwo: Hanami
  • Format: 150 x 210 mm
  • Ilość stron: 324
  • Oprawa: miękka ze skrzydełkami
  • Papier: kreda
  • Data publikacji: 15.07.2023 r.
  • ISBN: 9788367799034
  • Cena: 69,99 zł

Dziękujemy Wydawnictwu Hanami za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

 


comments powered by Disqus